„Kalif Bocian” Mihály Babits

„Kalif Bocian” Mihály BabitsW międzyludzkim obiegu książek zdarzają się też takie sytuacje, kiedy ktoś przynosi komuś jakieś tomiszcze (niekoniecznie wielce grube) i mówi „masz, przeczytaj”. Bez specjalnych zamówień, bez konkretnych poleceń. Bierzesz w ciemno i czytasz, bo wiesz, że warto. I tak ostatnio Jańcio, specjalista od literatury węgierskiej, przyniósł mi był „Kalifa Bociana”.

Takie „przyjęcie w ciemno”, bez znajomości treści, niekiedy może się źle skończyć. Z drugiej strony, lektura czegoś kompletnie nieznanego, nawet bez uprzedniego przejrzenia opisu okładkowego, może stać się czyś niezwykłym – gdy kompletnie nie wiadomo z początku, o co chodzi, nie można się na coś nastawić, a potem ewentualnie rozczarować.

Dygresja: miałam tak z filmem „Niepamięć” (takie tam sf z Tomem Cruisem). Trafiłam nań przypadkiem, nie widziałam żadnego zwiastunu, ba, nawet nie do końca kojarzyłam, kto tam gra – dzięki czemu byłam bardzo zachwycona. A tak to tylko zżymałabym się na kliszowość fabuły.

Wracając do „Kalifa”. Oto Elemér Tábory, młodzian zdolny, elegancki, podziwiany przez rówieśników i uwielbiany przez rodzinę. Beztroska jego poukładanego życia zniknie w ciągu jednej nocy, podczas której  Elemér dokona zatrważającego odkrycia: gdy zamyka oczy jako on sam, Elemér Tábory, wtedy budzi się jako ktoś inny, bezimienny chłopiec, popychadło w warsztacie stolarskim. Są jak ogień i woda, gdyż Elemér posiada wszystko, czego brakuje tamtemu: bogactwo, bliskich, przyszłość. Obydwaj mają świadomość podwójnego istnienia – gdy zasypia jeden, budzi się drugi – i w pewien przedziwny sposób mogą na siebie oddziaływać. Nie są pewni, jaka relacja ich łączy, który z nich jest prawdziwy (czy to cesarz śnił o motylu, czy motyl śnił o cesarzu?), ale cała sytuacja przyprawia obydwu bohaterów o męczarnie:

„Wszystko było takie, jak gdybym już raz to poznał, ale nie mógł sobie przypomnieć; było to nie do wytrzymania. Męczyło mnie jak jakiś koszmar! Byłem jak kalif z bajki, który zmienił się w bociana i zapomniał zaklęcia, dzięki któremu mógłby znów stać się człowiekiem”*

Czy Elemér, idąc za porównaniem bajkowym, przypomni sobie zaklęcie i znajdzie sposób, by zamykać oczy bez strachu – tego Wam nie śmiem zdradzać. Zdradzę tylko, że może się zakręcić w głowie od zalawirowań sennych… w najlepszym tego słowa znaczeniu.

PS. Jańciowi dziękując znów.

* Mihály Babits, Kalif Bocian, przeł, Szymon Woronowicz, Wydawnictwo Literackie, Krakó1) 1983, s. 49-50.

3 thoughts on “„Kalif Bocian” Mihály Babits

  1. Jak mega brzmi! :-D tajemniczo i sennie… pewnie trudno tak ot sobie na tę książkę natrafić, ale może kiedyś?
    Btw., „Niepamięć” też mi się bardzo podobała :-)

    1. O to to, tajemniczo bardzo. Ja, gdyby nie Przyszły Filolog Węgierski Który Mi Czasem Przynosi Książki, też bym w życiu nie przeczytała ;)
      Btw, ja nawet za Cruisem nie przepadam, a tu całkiem całkiem się wpasował ;))

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s