„A Princess of Mars” Edward Rice Burroughs

„A Princess of Mars” Edward Rice BurroughsZdarzyło mi się ostatnio wyjechać na parę dni z limitowanym wielce bagażem. Podróż była długa i najeżona niebezpieczeństwami – a można wziąć było naprawdę niewiele rekwizytów ratujących życie. Wzięłam czytnik. I zaiste słuszną decyzję podjęłam. Na ów nieoceniony w swej pojemności i wadze artefakt załadowałam byłam kilka drobiazgów i kilka pocisków większego kalibru – w tym „A Princess of Mars” (w oryginale, wszak lubię).

Powieść Burroughsa, licząca sobie prawie 100 lat, skupia się nie tyle na marsjańskiej księżniczce, co na Johnie Carterze, żołnierzu rodem z Wirginii. Ów dżentelmen dość niespodziewanie – uciekając przed hordą rozwścieczonych Indian – przenosi się na Marsa. Specjalnie go to nie dziwi, nawet wtedy, gdy odkrywa swe nowe zdolności: otóż z uwagi na mniejszą grawitację na czerwonej planecie Ziemianin może dokonywać imponujących skoków. Co się przyda przy ucieczce przed hordami rozwścieczonych Marsjan. Albo gdy trzeba zaimponować marsjańskiej księżniczce, która słynie z urody i intelektu (prawie jak mieszkanki Ziemi, czyż nie?). Bo wiadomo, trzeba ocalić świat, złoić skórę kilku bad guys i zdobyć serce księżniczki, czego John Carter nie omieszka uczynić, niekoniecznie w tej kolejności.

„A Princess of Mars” (dołączając kilka z motywów z późniejszych części przygód Cartera) zekranizowano dwa lata temu pod tytułem „John Carter” i choć może nie był to film zbierający laurki od krytyków i pełen zachwyt widowni, to ja byłam usatysfakcjonowana. Przygoda, obce światy, wielorękie stwory, legendy, latające statki – sama radość. I cała zgraja zielonoskórych Tharków, nie mogąca przyswoić, że „Wirginia” to miejsce pochodzenia, i zwracająca się do dzielnego Cartera per „Worginia”. Cudo.

Książka zaś – nie jest najwyszych lotów, co to, to nie. Ale z drugiej strony, wolę Burroughsa w wydaniu marsjańskim niż… tarzańskim (to znaczy, jeśli idzie o historię Tarzana wśród małp). „A Princess of Mars” zapewniła Godziwą Rozrywkę Podróżną, a to było ze wszech miar wskazane. Dziękuję bardzo.

PS. Wśród pozostałych drobiazgów i/lub pocisków znalazła się „Szara Dama” Elizabeth Gaskell tudzież „Gargantua i Pantagruel” Rabelaisa, nie można mi odmówić różnorodności lektur.

PPS. A już niedługo, już rychło, w kapliczce kultu autoemisji… Liebster Blog Award via myszkovska! Strzeżcie się.

PPPS. Źródło zdjęcia.

7 thoughts on “„A Princess of Mars” Edward Rice Burroughs

  1. Sama na siebie się oburzam, bo powieści nie znam całkowicie, a Cartera tylko z filmu kojarzę, który niezwykle mnie cieszył i również usatysfakcjonował :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s