„Przebudzenie Lewiatana” James S.A. Corey

„Przebudzenie Lewiatana” James S.A. Corey

Swego czasu myszkovska zastanawiała się, co uczynić, gdy ma się Za Dużo Książek. O wróć, przepraszam – nie ma czegoś jak Za Dużo Książek. Aczkolwiek występuje w przyrodzie takie zjawisko, jak Za Mało Miejsca W Stosunku Do Ilości Książek. Jednym ze sposób uporania się z rzeczonym zjawiskiem – prócz sprzedaży (z bólem), oddawania do biblioteki (łkając) i wynoszenia do piwnicy (z pewną ulgą) – jest pożyczenie. Na przykład Malicie. Sześciu sztuk.

„Przebudzenie Lewiatana” to właściwie dwie sztuki, boć rzecz dwuczęściowa. A dokładniej, wydana w dwóch tomach. Okładka wielce stosowna, są epickie statki, wybuchy i różne torpedopodobne artefakty. Plus klasyczna inskrypcja pochwalna, tym razem w wydaniu samego George’a R. R. Martina: „Ta space opera skopała mu dupę”. Mistrz wie, jak oddać istotę rzeczy, czyż nie?

Istota rzeczy – acz w tym momencie nie chodzi mi o skopanie dupy – mieści się na malutkim statku Scopuli, opuszczonym gdzieś w okolicy Saturna. I właściwie powinna była tam pozostać, ale musiał się na nią natknąć kapitan James Holden. Tym samym uruchomił ciąg zdarzeń, który doprowadzi do ujawnienia tajemnicy Scopuli. Ta z kolei wstrząśnie całym Układem Słonecznym i zaburzy już i tak kruchą nić porozumienia na linii Ziemia – kolonie na Marsie – Pas i Planety Zewnątrzne. W tym samym czasie detektyw Miller, Pasiarz ze stacji Ceres, pracuje nad pozornie łatwą sprawą: porwaniem Julie Mao. Pozornie łatwa… i pozornie niezwiązana ze Scopuli. Pozornie. I tak zaczyna się wyścig z czasem, wojna o wpływy i walka o uratowanie ludzkości. Kosmiczne bitwy, zakulisowe rozgrywki, przerażająca broń… same cuda!

Muszę przyznać, że space opery i wszelakie rzeczy zakładające dużą ilość statków kosmicznych wolę w wersji audiowizualnej – takie to piękne, pooglądać sobie Sokoły Millenium i inne USS Enterprise. Ale James Corey, a dokładniej, Daniel Abraham & Ty Franck kryjący się za owym nom de guerre, znają się na rzeczy. Jest intryga ze stosowną dawką obrzydliwości (co lubimy, wiadomo), nie ma za to przeładowania szczegółami naukowo-technicznymi (hard sf nie należy do moich ulubionych gatunków). Wbrew zapowiedziom okładkowym nie pojawiają się również zombie… na szczęście.

Właściwie chcę przez to powiedzieć, że „Przebudzenie Lewiatana” to nie jest w stu procentach mój klimat, ale nie mogłam się oderwać. Dzięki, Wiol.

PS. Chciałam tylko zeznać, że u mnie książki zalegają w stosach na biurku. Kiedyś dostanę zaszczytną nagrodę „Chybotliwa wieża” dla najwyższej książkowej budowli w zamkniętym pomieszczeniu.

13 thoughts on “„Przebudzenie Lewiatana” James S.A. Corey

  1. Fajne, fajne. W ogóle wykorzystanie w przestrzeni kosmicznej archetypu tru-oldskólowego detektywa z kapeluszem . ^^
    I naprawdę nie wiem, skąd im się to zombie wzięło.

    [reklama]
    A ja pisałam tu o Panach: http://audioibook.wordpress.com/2013/06/30/ksiazka-drogi/
    Wrzucam, bo jest tam akapit o muzyce do „Mass Effect 3”, a takimi pięknymi rzeczami trzeba się dzielić z ludzkością
    [po reklamie]

    Książki w tle wyglądają jak te z „Miasta Śniących…” :)

    1. O, zaiste, detektyw w kapeluszu był bardzo na miejscu, paradoksalnie!
      A zombie… Jakie zombie? Autor opisu chyba zombie nie widział. Nie, żebym ja widziała.

      „Mass Effect” muzycznie jeszcze nie znam, czuję się zachęcona :)

      A książki bardzo podobne, ale chyba nie te… A może te? Muszę sprawdzić

  2. O! Jaka urocza zmiana wizerunku <3

    Ach te space opery! W moim przypadku nie mogłabym nawet uciec od nich, bo żyję z maniakiem sci-fi, sama uwielbiam (szczególnie filmy i seriale – BSG <3), a do tego typu powieści również od czasu do czasu zaglądam :) Corey'a mamy na tabletach, G. już pewnie czytał, ale ja muszę nadrobić :D

    1. Cieszę się, że się podoba :))

      Ach no tak, w takim wypadku maniactwo nabywa się przez osmozę… BSG muszę nadrobić, dużo dobrego słyszałam, a Corey’a warto! Pozdrów G., dobre rzeczy wszakże czyta :))

  3. Z serii: Mojej Mamy Złote Rady – jak się ma za dużo książek, za mało miejsca, należy wygospodarować miejsce poprzez rozbudowę domostwa w dowolnym kierunku. Ubocznym skutkiem może być koszmar remontu, brak schodów i trauma pozostałych domowników, ale, co tam,

      1. Oh dear, Twój blog wygląda inaczej, i wszystko jest inne, i menu zmieniło stronę, i w tle są książki, i ikonki są okrągłe. Ładnie.

        Ps. Myślałaś może o założeniu Księgi Gości, aby ludzie tacy jak ja mieli gdzie pisać spam-komentarze, takie jak ten?

        Ps2. Statki kosmiczne. <3

      2. Mnie wystarcza, tylko nie wiem, czy wypada, bo pewnie oczekujesz MERYTORYCZNYCH DYSKUSJI.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s