„Gołębiarki” Alice Hoffman

„Gołębiarki” Alice HoffmanDzieje Masady znam od dawna – udało mi się nawet odkopać notatki z historii z liceum, w których czarno na białym stało, cytuję, „w 73 r. Rzymianie po 7 miesiącach zdobyli twierdzę Masada, ostatni punkt oporu” (to było przy wojnie żydowskiej). Tylko jedno zdanie, dodane prawie że na marginesie – a ja tak mam, że najszybciej i najlepiej zapamiętuję ciekawostki rzucone mimochodem czy wyjaśnienia dodane w nawiasie.

Więcej treści i szczegółów na temat Masady było już na studiach, zwłaszcza, jeśli idzie o zbiorowe samobójstwo mieszkańców twierdzy – wszystko, byle nie dostać się w ręce rzymskich legionów. Do dziś zresztą nie odnaleziono ciał powstańców. Masada stała się zaś symbolem heroizmu i walki aż do samego końca, a izraelscy żołnierze do dziś składają przysięgę, że już nigdy więcej nie zostanie zdobyta.

Fakty historyczne swoją drogą – ale niejedna powieść już pokazała, że zupełnie inaczej patrzy się na jakieś wydarzenie z przeszłości, gdy ma się jakiś „osobisty” punkt zaczepienia. Nawet jeśli jest to fikcyjna opowieść na motywach. Fikcyjna, ale jednak w pewien sposób „urzeczywistniona” przez postać, która tę opowieść „przeżyła”.

W „Gołębiarkach” postaci są cztery. Jael, Riwka, Aziza i Szira. Cztery niezwykłe kobiety, przygniecione – choć nie złamane – całym pasmem wojennych nieszczęść. Dzielą się pracą w gołębniku i mierzą z nieuchronnym przeznaczeniem. Każda z nich przybyła do twierdzy, skrywając własną, skomplikowaną historię, każda w pewnym sensie pozostaje poza nawiasem społeczności w Masadzie. Każda z nich chce chronić swoich bliskich – rodzeństwo, ukochanych, dzieci – i nie zawaha się przed zapłaceniem jakiejkolwiek ceny.

Może brzmi to wszystko górnolotnie i (uwaga, moje ulubione słowo) egzaltowanie, niemniej to dlatego, że bardzo mnie ta książka poruszyła. Ogrom nieszczęść, jaki staje na drodze gołębiarek, jest przytłaczający – tym bardziej, że nieustannie kołata się przeświadczenie, że tak przecież mogło być. A nawet, że tak było.

O to chyba chodzi w powieściach historycznych – żeby pod płaszczykiem fikcji przekazać prawdziwą, tragiczną, bolesną historię. Już zawsze, gdy będę myśleć o Masadzie, to przez pryzmat Jael, Riwki, Azizy, Sziry. Nieważne, że nie istniały.

A może… istniały?

PS. Zdjęłam z półki.

23 thoughts on “„Gołębiarki” Alice Hoffman

  1. [nie na temat] Omg, Ty masz w „książkach do przeczytania” Genjiego. Ta notka będzie epicka. [/nie na temat]

    Recenzja przeciekawa, muszę sobie sięgnąć po tą książkę, jak już ogarnę się z literaturą francuską. Wątek żydowski zawsze dobry.

    1. [nie na temat] Beware, tyle powiem. Ale to tylko 12 rozdziałów, skrócona wersja… ^^ [/nie na temat]

      Pożyczę kiedyś. Jak się ogarniesz z literaturą czy kiedy indziej.

      1. Się wymienimy, ja Ci dam „Lochy…”. ;)

        [nie na temat]But still. Notka o Genjim… powinnaś uzupełnić ją o jakieś sparklowe efekty html.[/nie na temat]

  2. Trochę po czasie, ale długim ciągiem skojarzeń mi się przypomniało: jeśli #żydowskie i #historyczne, to polecam „Kabalistę” (G. Kimpen, Cyklady 2008): gematrie, halachy i permutacje równolegle z intrygami, romansami i pościgami :]

  3. A ja na historii w liceum nie miałam (a pewnie raczej nie przyswoiłam), na studiach też nie było szans żeby się czegoś dowiedzieć, ale powieść rewelacyjna :)

  4. A ja też mam na półce, bo mnie Bombeletta zachęciła (hmmm, wyjątkowo skutecznie mnie zachęca), a teraz i Ty wzmocniłaś tę zachętę! Więc też zdejmę z półki lada chwila i będę mogła pozachwycać się z Wami, bo na razie merytorycznie nie mogę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s