„Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima” Piotr Bernardyn

„Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima” Piotr BernardynTrzy lata.

Trzy lata miną pojutrze od trzęsienia ziemi i tsunami, które w mediach opisywano jednym tchem na równi z hasłem „Fukushima”. 11 marca 2011 – data, która w japońskiej rzeczywistości odcisnęła się głębokim piętnem. Porażająca siła natury, która wygrywa po raz kolejny, to tylko jedna strona medalu: bardziej wstydliwą stroną okazała się ta druga, powiązana z energią atomową.

Piotr Bernardyn, polski dziennikarz od lat mieszkający w Tokio, popełnił świetny pamiętniko-esejo-artykuł. To nie tylko jego własne wspomienia z „dnia zero” – które swego czasu były głównym tematem rozmów („Gdzie wtedy byłeś? Co robiłeś?” pytano się wzajem dzień po, tydzień po, miesiąc po). To też studium energetyki jądrowej w Japonii: korupcja i rozmaite machinacje TEPCO (Tokyo Electric Power Company), operatora elektrowni w Fukushimie, ukrywanie nieprawidłowości w działaniu reaktorów z całego kraju, promocja „mitu bezpieczeństwa” (anzen shinwa) atomu. Bo z samym tsunami sprawa jest prosta, paradoksalnie: fala spowodowała niewyobrażalną tragedię, ale jej skutki można bezpiecznie usuwać. Awaria elektrowni równa się skażeniu, ewakuacjom, panice i mniej lub bardziej dyplomatycznym zabiegom uspokajającym. I traumie, która przez wiele lat może kłaść się cieniem na życiu tysięcy Japończyków.

Bernardyn opisuje również ludzkie, zwyczajno-niezwyczajne historie i reakcje: cytuje zarówno wypowiedzi anonimowych osób stłoczonych w miejscach ewakuacji (hinanjo), jak i poglądy bardziej konkretnych osób – choćby naukowców od lat przeciwnych elektrowniom atomowym, jak Hiroaki Koide czy Jinzaburo Takagi (ten drugi na dobrą sprawę przewidział, co mogło się zdarzyć w Fukushimie). Mnie najbardziej utkwiła w pamięci postać Asako Kumagai: ta prosta kobieta z prefektury Aomori przez pół życia walczyła z wielką firmą energetyczną J-Power, nie chcąc sprzedać swojego poletka pod budowę kolejnej elektrowni. Walczyła i wygrała. Kropla w morzu… ale jakże istotna kropla.

Nieuchronnie nasuwały mi się porównania z „Made in Japan” Tomańskiego, wszak temat podobny i forma również. Niemniej, książka Bernardyna jest niepomiernie lepiej napisana i bardziej poruszająca – dość powiedzieć, że historia szkoły podstawowej Okawa z Ishinomaki śniła mi się po nocach.

Jaką lekcję Japonia i świat wyciągną z 11 marca – trudno powiedzieć. Czy będzie wyrwanie się z marazmu, czy nie, czy będą zmiany, czy znów popadnięcie w lepkie bagienko tłumaczenia się mentalnością – trudno oceniać. Ale dobrze wiedzieć i dobrze jest sobie parę rzeczy przemyśleć. A do tego „Słońce jeszcze nie wzeszło” nadaje się idealnie.

PS. Ethlenn za pożyczenie dziękując uprzejmie! 先生さん、どうもありがとうご座います。

7 thoughts on “„Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima” Piotr Bernardyn

  1. Mocny, intensywny temat – przyciągają te małe, osobiste reakcje mieszkańców, ludzi dotkniętych przez tragedię. Sama do końca nie jestem pewna co o tym myśleć. Pewnie sporo czasu minie jeszcze aż świat wyciągnie konkretne lekcje.
    Jak kiedyś wyczaję to przeczytam z ciekawości :)

  2. To tak a propos ponurego tonu pozycji jaka została wlaśnie omówiona:
    „60% Japończyków uważa, że nie ma żadnego postępu w restauracji terenów dotkniętych katastrofą”: http://www3.nhk.or.jp/news/html/20140309/k10015827421000.html
    „Dane na temat Fukushima Daini są utajnione”: http://www3.nhk.or.jp/news/html/20140307/k10015785091000.html
    Oraz, jak to mówili starożytni Czechosłowacy, last but not least: „More people from Fukushima were killed by health complications after the 2011 violent tsunami compared to the number of victims made by the disaster itself” http://www.tokyotimes.com/2014/fukushima-illness-killed-people-2011-disaster-tsunami/

    このリビューは先生を喜ばせた^^

  3. O, przypomniałaś mi o tej książce! Widziałam ją w zapowiedziach i na blogu Litera-Tour i bardzo, bardzo chciałam ją przeczytać. Wyprzedziłaś mnie i dzięki Tobie wiem, że warto. Na pewno ją przeczytam! Dzięki:) A Tomańskiego omijam, bo wszyscy zgodnie piszą, że marność;)

      1. Wiele książek genialnymi okrzykniętych pozostaje genialnymi tylko do czasu, gdy porównamy je do tytułów rzeczywiście dobrych, choć niekoniecznie najlepiej się sprzedających;) – im większą mamy wiedzę, tym więcej wyłapujemy (rażących niekiedy) błędów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s