„Dziwna sprawa Skaczącego Jacka” Mark Hodder

„W dziwnej sprawie Skaczącego Jacka” Mark HodderXIX-wieczny Londyn spowity mgłą inspirował pisarzy rozmaitych – dość wymienić Dickensowskiego „Olivera Twista”, duszny w klimacie „Szkarłatny płatek i biały” Fabera czy nieco lżejszego „Spryciarza z Londynu” sir Pratchetta. Z jednej strony, sztywne ramy wiktoriańskiej Anglii, upchnięte w gorset, z drugiej strony złodziejstwo, ruja i poróbstwo, biedaków żywot fatalny i Kuba Rozpruwacz. Albo Skaczący Jack.

Mark Hodder bierze na warsztat całą epokę, dorzuca szczyptę steampunku, dolewa autorskiej inwecji i przedstawia… Burtona i Swinburne’a w dziwnej sprawie Skaczącego Jacka. Ten ostatni,  płonąca na niebiesko zjawa na szczudłach, pojawia się raz na jakiś czas i dokonuje serii ataków o podłożu damsko-męskim. Ale to nie jedyna z osobliwości owych czasów: ludzie-wilki grasujący w podejrzanej dzielnicy, wyklinające papugi-posłańce (takie permanentnie bluzgające sms-y) i różnorakie cuda techniki – jak rotofotele – gęsto zapełniają karty powieści.

Wszystko to w świecie, gdzie młodziutka królowa Wiktoria zginęła jednak w zamachu (tym najpierwszym, w maju 1840 roku), a władzę przejął książę Albert. Nastał nowy porządek – oto technicy produkują coraz to nowsze wynalazki, eugenicy zapewniają zmodyfikowane zwierzęta. Są jednak i tacy, którzy będą chcieli postęp wykorzystać do mniej szlachetnych celów… i tacy, którzy będą musieli zapobiec wszelakim niecnym czynom. Tak jak sir Richard Francis Burton, postać ze wszech miar historyczna, w oryginale podróżnik, żołnierz i pisarz, tutaj taż samo, tylko z lekką nutką awanturniczą. W roli sidekicka (uwielbiam to słowo) występuje Algernon Charles Swinburne, dla przyjaciół Algy, młody poeta o zamiłowaniach do libertynizmu. W oryginale też poeta. I skandalista, odrobinkę. Razem dwaj dżentelmeni rozwiążą Wielką Zagadkę Skaczącego Jacka, która okaże się być tak bardzo zamotana, że aż się w głowie kręci. Czy też skacze.

Miejskie legendy, unurzane w lepkim roztworze tajemnicy, mogą dużo stracić przy próbie wytłumaczenia. Ot, gdyby czarna wołga służyłaby tak naprawdę do prozaicznego przewozu kradzionej kaszanki, albo gdyby odnaleziono wreszcie chupacabrę i okazałaby się trochę większą kuną. Nie nie, lepiej nie wnikać, nie dociekać prawdy, lepiej snuć teorie spiskowe i mnożyć „co by było gdyby…”. Chyba, że się jest Markiem Hodderem.

Wnikliwe studium czasów wiktoriańskich plus godne podziwu lawirowanie między czasami – serio serio – daje mieszankę zaiste cudną. Jest miasto (ba, sam Londyn!), jest historycznie, jest cała symfonia fantastyczna, no wszystko jest. I będzie jeszcze, bo to zaledwie początek opowieści o duecie B&S. Ja się piszę na ciąg dalszy, z przyjemnością i z niecierpliwością.

PS. Gdyby nie myszkovska, nie byłoby. Dzięki!

12 thoughts on “„Dziwna sprawa Skaczącego Jacka” Mark Hodder

  1. Bardzo dobra recenzja! Świetnie się ją czytało. I książkę, mam nadzieję, również przeczytam z przyjemnością. Akurat mam ochotę na steampunk (szkoda, że tutaj – jak piszesz – tylko szczypta steampunku), a następny weekend spędzę z tatą w Londynie. Powieść jak znalazł ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s