„Inferno” Dan Brown

„Inferno”  Dan BrownCzego by o Danie Brownie nie powiedzieć, to jednak popularności odmówić mu nie sposób. Wszyscy wiedzą, kto zacz, co napisał – a przynajmniej wiedzą, że popełnił „Kod Leonarda da Vinci”. A postać profesora Langdona (niekiedy z twarzą Toma Hanksa) na stałe wpisała się do Kanonu Postaci Raczej Kojarzonych. Oczywiście, z nieodłącznym zegarkiem z wizerunkiem Myszki Miki.

Robert Langdon posiada umiejętność zaiste bezcenną – przynajmniej dla bohaterów powieści okołosensacyjnych. Otóż regularnie i namiętnie pakuje się w tarapaty nieodmiennie powiązane ze sztuką, historią, tajnymi organizacjami i rozmaicie pojmowaną zagładą ludzkości (kolejność obojętna). W pakiecie najczęściej pościg, piękna i piekielnie inteligenta niewiasta oraz galopowanie przez rozmaite zabytki (ale jednak galopowanie na tyle wolno, że można jeszcze wygłosić krótką prelekcję o biografii danego artysty czy przypomnieć sobie swój własny wykład w temacie). I za to go kochamy.

To wszystko już było w Langdonowych powieściach poprzednich, to wszystko jest i tym razem. Florencja, transhumanizm i „Boska Komedia” łączą się w barwną a wciągającą mieszankę, która prowadzi do kolejnych zagadek i zagrożeń. Profesor w eleganckiej marynarce (kluczowy element garderoby) przemierza miasto Medyceuszy, umykając przed pogonią i usiłując uratować świat. Znów. Czy wspominałam o pięknej a piekielnie inteligentnej pani doktor o kucyku koloru blond?

Ja tu trochę może ironizuję, ale naprawdę cieszyłam się na czytanie „Inferno”. Raz na jakiś czas taka nieco lżejsza lektura jest ze wszech miar wskazana. Taka, która nie zwalnia tempa, pozwala się czegoś dowiedzieć i zapewnić przy tym sporą ilość czystej a nieskrępowanej frajdy. Acz koncept na zapewnienie Inferno na Ziemi, wyznam, naprawdę interesujący. Domyślam się, że Dan Brown nie czytał „Cylindra van Troffa”, ale problem nękający ludzkość jest tam podobny – tylko inne próby rozwiązania. Cieszyła mnie także lokalizacja – bo Włochy (czy to Rzym z „Aniołów i demonów”, czy Florencja i Wenecja w „Inferno”) dużo bardziej mnie ciekawią niż poprzednioksiążkowy Waszyngton („Zaginiony symbol” i wolnomularze).

Summa summarum, ci, którzy to czytacie, miejcie nadzieję na kawał solidnej rozrywki. Robert Langdon zdaje kolejny egzamin… i znowu ratuje świat. No, a przynajmniej jeden konkretny jego wycinek.

PS. I będzie film na podstawie „Inferno”. Ach, florenckie widoczki…
PPS. Wiadomo, „Z półki”, edycja 2o14. Teraz dużo ich będzie, jak to na początku roku.

23 thoughts on “„Inferno” Dan Brown

  1. Przemknęłam przez „Inferno” szybko i bezboleśnie, acz z przyjemnością. Żałowałam tylko, że tak krótko byłam we Florencji i niewiele widziałam (zza tłumów turystów). Dronów też nie było. Może i dobrze. I głupio się przyznać, ale bardziej się martwiłam zaginionym zegarkiem z Myszką Miki niż terrorystami. A fe!

  2. Czekałam na taką sympatyczną recenzję ‚Inferno” :D Niby powtarzalność fabularna mnie męczy, ale już dawno po Browna nie sięgałam, a „Kod…” nawet mnie cieszył, więc… tak sobie myślę, że w ramach intelektualnej odwilży chyba sięgnę po „Inferno” w wolnym czasie :D

  3. Czasem zastanawiam się, czy nie hejtuję Browna z przekory, co by nie miał 100% poparcia wśród czytelników. A potem sobie przypominam, że przecież wcale nie jestem przekornym hipsterem, więc musi chodzić o coś innego. Nie, żeby czytanie było jakoś bardzo bolesne (mówię np. o „Kodzie…”, bo tej z notki nie czytałam), właściwie jest znośnie, miło, ale w ogóle nie trzyma mnie w napięciu. Niby sensacja, niby zagadka… ale jest to rzecz, którą mogę przerwać w dowolnej chwili i nie czuć niedosytu (inaczej niż w przypadku np. Forsytha, dla przykładu). Nie przywiązuję się ani do wydarzeń, ani do bohaterów. Chyba Brown i ja nie jesteśmy kompatybilni.

    1. Ja w ogóle nie należę do fanek sensacji, niemniej raz na jakiś czas można. A Browna czytałam chyba wszystko, i te nie-Langdonowe – choćby „Cyfrowa twierdza” – są takie… bez uroku… ale szczęśliwie, nie u wszystkich kompatybilność musi wynosić 100% ^^

  4. „Kod” czytałam, pozostałych już nie, jakoś się nie złożyło. Nie czułam obrzydzenia, czytając ;) ale też specjalnie za książkami Browna nie tęsknię. Choć teraz zastanawiam się czy nie sprawdzić, czy dobrze zapamiętałam jak to ze mną i Brownem jest:)

    1. Właśnie „Kod” podobał mi się nieco mniej, już chyba najbardziej „Anioły i demony” (bo Rzym, wiadomo, a ja lubię Rzym. I Włochy. I anioły. I demony). Sprawdź, bo czasem miło tak się odmóżdżyć :)

  5. Z pewnością za to przyczynił się (Brown) to poprawy popularnego wizerunku religioznawcy a zwłaszcza tego mającego do czynienia z Biblią. Potem na hasło „a, zajmuję się Biblią” wszyscy myślą sobie „ooo, podróże takie dalekie, pościgi takie widowiskowe, zagadki takie skomplikowane, uszanowanko” i nie trzeba (a nawet nie należy) już nic tłumaczyć…

      1. “ooo, podróże takie dalekie, pościgi takie widowiskowe, zagadki takie skomplikowane, uszanowanko” :D WOW WOW!

        Aha!
        A ja kiedyś pojechałam z rodzicami do Sejn i (zupełnie jak wszędzie na świecie) była tam synagoga. Do której wlazłam (zew judaisty), obejrzałam sobie i zagadałam do przystojnego Pana Pilnującego Synagogę (bo została ciekawie zaadoptowana na teatr + salę koncertową + galerię). Od słowa do słowa, okazało się, że ja jestem judaistką czytającą żydowskie krzesełka, a Przystojny Pan jest jednym z tych pasjonatów, którzy wyławiają macewy porzucone w strumykach (aczkolwiek nie zna ani jidysz, ani hebrajskiego).
        No, i kiedy z Przystojnym Panem tak staliśmy nas tą macewą wgapieni w epitety i zwroty pogrzebowe opiewające niejaką Sarę…
        …to się poczułam zupełnie jak Robert Langdon.

  6. Przyznam się tak po cichu, że… nie doczytałam do końca. Pościgi, akcja, wykłady (lubię bardzo!) z historii sztuki, Langdon im starszy tym bardziej przystojny, zachwycający etc. – wszystko pięknie ładnie, ale jakoś nie do końca mnie wciągnęło. Mam wrażenie, że gdyby tak ze 100 stron jej zabrali, żadna krzywda książce by się nie stała.

      1. No nic – całe szczęście, że pan Brown dość rzadko publikuje kolejne powieści, czytelnik nie zdąży się nimi znudzić. W międzyczasie zdążę zapomnieć, co mi się nie podobało w „Inferno” :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s