„Zaklinacz słów” Shirin Kader

„Zaklinacz słów” Shirin KaderKrakowskie wydawnictwo Lambook reprezentuje wysoki poziom urody okładek (pamiętacie „Dom w Fezie”?). Baśniowość Orientu, magia Bliskiego Wschodu, kultura arabska – to właśnie te klimaty. Bliżej mi co prawda do haiku niż basmali, niemniej czasem zapędzam się też książkowo na Wschód ten Bliższy. Zwłaszcza, że panie z wydawnictwa, spotkane na krakowskich Targach Książki, były tak zacne, że naprawdę żal było przejść bez nabycia drogą kupna choćby jednej powieści. To nabyłam. Bajarze? Londyn? Brzmi dobrze.

Nina, dziewczę odklejone od rzeczywistości i zaczytane w rozmaitych baśniach, wyjeżdża z rodzinnego Lublina do Londynu, by pisać doktorat o sztuce bajarstwa. Zamieszkuje przy Portobello Road (czyli taka mała, prywatna wersja „Notting Hill”), biega po bibliotekach i czytelniach oraz dorabia w kawiarni El Khima. Tam poznaje aktora, Gabriela Storka (tak, to tytułowy zaklinacz słów, ale Ninie całą książkę zajmie odkrycie tożsamości ukochanego) i odtąd razem przemierzają dzielnice Londynu, poszukując rozmaitych opowieści (te cudze historie to była właściwie jedyna rzecz, która mi się w „Zaklinaczu…” choć trochę podobała). Oczywiście, Gabriel naznaczony jest piętnem tajemniczej przeszłości, która w końcu da o sobie znać i przerwie sielankę zakochanych…

Zastanawiam się, czy to ze mną coś nie tak. Bo z innych recenzji, wygrzebanych w odmętach sieci, raczej zachwyty i peany. A ja, cóż, myślałam, że nie przebrnę. Nina (błagam, niech to nie będzie alter ego Autorki, skądinąd Polki piszącej pod pseudonimem) emocjonalnie sytuuje się na poziomie Belli Swan, porzuconej przez boskiego Edzia. Po kilkunastu stronach miałam serdecznie dość opisów głosu Gabriela tudzież innych wszelakich jego przymiotów i cech charakterystycznych. Całość zresztą, podana w formie pierwszoosobowego monologu, jest skierowana właśnie do ukochanego Niny („Chciałam znać Ciebie centymetr po centymetrze, wszystkie światłocienie, płaszczyzny, tonacje, plamy, perspektywy”*). Nie przepadam za takimi zabiegami, nie mówiąc już o „Cię” i „Ciebie” z dużej litery.

Stylistycznie natomiast wyczuwam pragnienie umagicznienia książki, ale tak na siłę, że metaforyczność opisów dorównuje Elif Şafak w jej najsłabszej formie. Choćby opis lampy: „Dawno nauczyłam się z nią rozmawiać, mówiła różnymi językami, cieniem na ścianie, sykiem spalonej żarówki, bursztynową poświatą wokół abażuru. Czasem wszystkie kąty spowijała buntowniczą ciemnością”**. Albo mansardy przy ulicy Szerokiej (tak, Kraków też się załapał): „Nocami do środka wpadał księżyc i –zagubiony – odbijał się od ściany do ściany. Miasto nie miało tu wstępu, lecz wciąż próbowało przemknąć do środka dźwiękiem przejeżdżających pod domem tramwajów, pobrzękiwaniem srebrnej łyżeczki o brzeg szklanki z herbatą, rozedrganą podłogą, łopotem gołębich skrzydeł”***. Albo stanu własnej, niespokojnej jaźni: „Ile mnie wciąż zostało we mnie samej, a ile tam, w Nie-tak-dawno-temu, gdzie bezsenność miała kolor bursztynu rozgrzanego od żarówki ukrytej w wnętrzu klosza?” ****

Ostatnio nadużywam epitetu „egzaltowany”, ale tu naprawdę pasuje jak ulał. Egzaltowanie i słabo, niestetyż. „Zaklinacz słów” – mnie nie zaklął. A miało być tak pięknie.

PS. Wyzwaniowo – „Z półki”, edycja 2o14.

* Shirin Kader, Zaklinacz słów, wyd. Lambook, Kraków 2013, s. 53.
** Tamże, s. 49.
*** Tamże, s. 267.
**** Tamże, s. 268.

14 thoughts on “„Zaklinacz słów” Shirin Kader

  1. Książka straciła mnie na „emocjonalnie sytuuje się na poziomie Belli Swan, porzuconej przez boskiego Edzia” – jak coś jest porównane do Stefy, która przecież reprezentuje paraliteracki niż i intelektualne dno, to nie ma już u mnie szans. Jesteś bardzo biedna, że musiałaś przebrnąć przez coś takiego…
    Nie dotknę nawet rękawiczką na patyku :D

    Pozdrawiam!
    O.

    1. Mnie Stefa na przemian bawiła i śmieszyła, ale paraliteracki niż to określenie wręcz idealne :D
      A co do Shirin – kontakt wzrokowy, tj. podziwianie okładki, nie powinien przynieść żadnych niepokojących skutków :))

      1. Stefa mnie również bawiła dopóki nie stała się fenomenem na skalę światową, a po niej zalała rynek fala totalnego bubla, jeszcze gorszego niż ona sama – a myślałam, że się nie da ;D

        Podziwiam okładkę przez lornetkę, tak na wszelki wypadek :D

  2. O zobacz, i ja się naczytałam, że to bardzo dobra książka, a tu taki zonk. Trzeba będzie od kogoś pożyczyć do poczytania, bo nie wiem, czy sama – bajeczna, to prawda – okładka wystarczy, aby przekonać mnie do zakupu.

  3. Łopot gołębich skrzydeł, światłocienie i plamy. Cukiereczek! Przyjm, proszę, najgłębsze wyrazy uznania, że przez to przebrnęłaś, narażając swoje zwoje;) I wyrazy wdzięczności za ostrzeżenie! Będę omijać Shirin Kader, choć mam słabość do wschodnich opowieści;) Porównanie do Belli i Edzia przekonało mnie ostatecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s