„Żona inkwizytora” Jeanne Kalogridis

„Żona inkwizytora” Jeanne KalogridisŻywię do Jeanne Kalogridis duży sentyment – lata temu, jeszcze przed moją epoką fascynacji Tudorami, Borgiami i innymi dworskimi aferami, przeczytałam „Poślubioną Borgii” o księżniczce Sanchy Aragońskiej, co to się wżeniła w pierwszą mafijną rodzinę. Potem była jeszcze „Ja, Mona Lisa”, jedna z ciekawszych opowieści o powstaniu portretu La Giocondy. Po kilku latach przerwy wydano po polsku trzecią historyczną powieść Kalogridis – i tym razem przenosimy się do Sewilli za rządów Izabeli Kastylijskiej.

Marisol, wielkiej urody młoda dama, pochodzi z szanowanej i dobrze sytuowanej rodziny tak zwanych „nowych chrześcijan”. Uwielbiana przez rodziców, żyje beztrosko – dopóki przypadkiem nie pada pod jej adresem wyzwisko marrana – dosłownie „świnia”, czyli konwertytka. Gdy rozpętują się poszukiwania tych, którzy w ukryciu wyznają judaizm, cień podejrzenia pada na Marisol i jej rodzinę. Ojciec postanawia ratować dziewczyną – i wydaje ją za sąsiada, przyszłego inkwizytora. I tu historia właściwie dopiero się rozpoczyna.

Bardzo mnie to wszystko poruszyło – może nawet nie tyle historia Marisol, bo bywała mocno afektowana, ale same realia historyczne. Kalogridis opisuje bardzo okrutne relacje miedzy nowymi a starymi chrześcijanami, pełne nietolerancji, uprzedzeń, a niekiedy wręcz czystej nienawiści. Wyzwiska, podejrzenia, donosy, tortury w lochach inkwizycji – gęsta od wzajemnych podejrzeń atmosfera w mieście, pragnienie władzy i żądza zysku przynoszą wiele niewinnych ofiar.

Sama powieść – nie zachwyciła mnie tak bardzo, jak poprzednie. Dzięki pierwszoosobowej narracji poznajemy historię z punktu widzenia Marisol, ale to nie do końca jest zaleta. Naiwne z niej dziewczę i egzaltowane. Zatem – „Żona inkwizytora” bardziej jako punkt wyjścia do zgłębienia sytuacji Żydów i konwertytów w XV-wiecznej Hiszpanii. Takie inspiracje zawsze są cenne.

PS. Niniejszym wpisem inauguruję nie tylko książkowe recenzje i impresje Anno Domini 2o14, ale również wyzwanie „Z półki – edycja 2o14”. To właściwie jedyne, jak dotąd, okołoblogerskie wyzwanie, w którym uczestniczę. Idea czytania, tego, co się ma w domu, jest ze wszech miar wskazana, a w moim wypadku (stosy zalegające) wręcz konieczna.

8 thoughts on “„Żona inkwizytora” Jeanne Kalogridis

  1. Wow.Przeglądam całego bloga i nasuwa mi się jedno pytanie:naprawdę czytasz aż tyle książek? To ja myślałam,że dużo czytam,ale do Ciebie jeszcze trochę mi brakuje;D

  2. O, proszę, nie wiedziałam, że tak oficjalnie istnieje takie wyzwanie i planowałam się samokontrolować;) A tu chyba z czwarty poziom mogłabym machnąć;) Chyba rozważę uczestnictwo;)

  3. Gdybym tak zaczęła wszystkie książki „z półki”czytać, przez bardzo długi czas nie kupiłabym żadnego nowego tytułu :)
    Świetny pomysł na wyzwanie – przy okazji można na nowo spojrzeć na własną biblioteczkę i odkryć w niej skarby, o których – być może – już się zapomniało.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s