„Kłamstwa Locke’a Lamory” Scott Lynch

„Kłamstwa Locke’a Lamory” Scott LynchWzorując się na myszkovskiej (myszkovska czyta i słucha, a potem pisze, co z tego czytania i słuchania wynika) i zainspirowana tak ogólnie, włączam Zimmera tudzież muzykę do „Sherlocka Holmesa”, gdyż klimat pasuje wybitnie. To skądinąd zapowiada się dość długi tekst, więc soundtrack może się przydać. Proponuję tematy smyczkowe, filuterne, z łobuzerskim błyskiem w oku muzyka, a jednocześnie kojące mrocznością.
Ostatnia – najprawdopodobniej – Malitowa lektura w tym roku to długo wyczekiwany Scott Lynch. Cudownie ciężka paczka od wydawnictwa MAG przyszła już wieki temu, ale odkładałam sobie Locke’a i jego kłamstwa niczym zasłużony deser. Oj, warto było czekać!

Oto Camorra, miasto ze wszech miar nietuzinkowe. Wyobraźcie sobie szesnastowieczną Wenecję, w której grasują gangi złodziejskie, powiązane Tajnym Paktem pod rządami capo di tutti capi, capy Barsavi. Metropolia z pradawnymi wieżami ze staroszkła, gdzie każda dzielnica to osobna wyspa. Barwny tygiel arystokratów, kupców i motłochu, kocioł interesów, biznesu i subtelnych machinacji politycznych. Alchemicy, więzimagowie, agenci w służbie Pająka, zwani „Nocnymi”… wszyscy skrywają swoje sekrety, a niektóre z nich mogą być doprawdy zabójcze.

Głównym naszym przewodnikiem po Camorrze jest Locke Lamory, garrista (czyli po naszemu: boss) gangu o przewdzięcznej nazwie „Niecni Dżentelmeni”. Locke to arcy-łotrzyk, złodziej, który kradnie właściwie nie dla zysku, ale dla całej maestrii dopracowywania planu i realizacji przekrętu. Starannie wyszkolony przez Łańcucha, kapłana boga Perellanda, w środku kolejnego genialnego skoku trafia w samo serce porażającej afery. Wisząca nad miastem groźba wojny gangów może zniszczyć nie tylko przestępczy półświatek, ale całą Camorrę.

Zaczyna się prawie że jak u Hitchocka: trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie. Śledzimy wyczyny Locke’a i Niecnych Dżentelmenów, którzy lawirują między własną grą a nieprzewidzianymi okolicznościami (w stylu: Szary Król, enigmatyczny osobnik, który z premedytacją wyrzyna kolejnych garrista). Interludia przeplatające akcję właściwą pokazują dawne dzieje bohaterów, ich dzieciństwo i drogę do stanu obecnego, a przy okazji stanowią rozkosznie irytującą chwilę wytchnienia od głównego toku akcji (a pędzi ona niczym Shinkansen u stóp góry Fuji).

Scott Lynch, magik słowa, połączył dwie rzeczy, których jakość stanowi o świetności powieści: popisowo skonstruowany świat (Camorra po prostu zachwyca! Ale nie jedźcie tam na wakacje…) i przemyślną intrygę. Rezultat jest prosty: jak już się zabrałam za czytanie – a ciągle odkładałam, albo coś przeszkadzało w rozpoczęciu – to chodziłam z tą książką wszędzie, łącznie ze spacerowaniem na przystanek autobusowy (nie polecam przy tym stanie chodników). Czy coś można dodać do tej pełni szczęścia? Można. Dwa kolejne tomy w natarciu… rok 2o14 zapowiada się obiecująco!

PS. Dziękując wydawnictwu MAG nieustannie!

PPS. Rok 2o13 okazał się być obfity w wydarzenia czytelnicze i nie tylko. Na koncie słuszna ilość książek przeczytanych (zarówno zrecenzowanych, jak i nie – a w sumie Lockiem L. dobiłam do setki, po raz pierwszy od paru lat), a także wdzięczny projekt quasi artystyczny, aka „Wreck this journal”. W roku tymże Co Czyta Malita zaznaczyło swoją obecność na znanym nam wszystkim portalu społecznościowym. Z dumą a radością obwieszczam również, że wczoraj stuknęło było 40 000 odwiedzających – dziękuję Wam bardzo! Niechajże ten Nowy Rok 2o14 przyniesie dużo dobrych rzeczy, zwłaszcza dużo dobrych książek. Bo jak jest dobra książka, to od razu życie lepsze.

Keep calm… and read a book!

14 thoughts on “„Kłamstwa Locke’a Lamory” Scott Lynch

  1. muzyka do sherlocka wybrzmiewa w moim domu na okrągło, bo Mama się fiksuje na to ;)

    lubię to, że masz już tyle ukończonych wyzwań na koncie ;)
    oby w kolejnym roku było ich jeszcze więcej i więcej
    książek też na pewno Ci nie zabraknie
    i w ogóle wróżę Twojemu blogowi sławę i chwałę

  2. Gratuluję ilości (i jakości również)!
    I dziękuję za dołożenie swojego tyrpnięcia, które pchnęło mnie do założenia bloga w tym roku (skoro już mówimy o inspiracjach, Malito).

    Lamora jest genialny, a Lynch piekielnie błyskotliwy.
    Czytaj dalej, czytaj, bo ja bym tutaj miliony spoilerów zarzuciła, jakbym napisała coś więcej.
    Czyż dialogi w „Kłamstwach…” nie są boskie? Czyż nie są? Ach?

  3. Gratulacje z okazji ukończonych wyzwań!
    Udanej zabawy i książkowego 2014 roku!

    PS. „The Lies of Locke Lamorra” to jeden z tych irytująco dłużących się projektów, które prawdopodobnie nigdy nie doczekają się ekranizacji (od 2006), ale za to jakiś czas temu rozbudziła się dyskusja nad obsadą: [url]http://www.imdb.com/title/tt0772183/board/nest/176562593?ref_=tt_bd_1[/url]
    Ofkors nic nie wiadomo, fani spekulują…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s