„Nocny pociąg do Lizbony” Pascal Mercier

"Nocny pociąg do Lizbony" Pascal MercierO, i to jest książka, która naprawdę długo czekała na swoją kolej, przekładana z jednego stosu na drugi (moje biurko, szczęśliwie dość obszerne, dzieli się na cztery lub pięć stosów książek, od rozrywki przez naukę po mniej i bardziej pilne lektury). Zaczęło się od filmu, obejrzanego pod koniec wakacji – i tak, kolejność to nieortodoksyjna, niemniej tym razem okazała się wskazana. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Raimund Gregorius, Prawdziwy Uczony, prowadzi życie uporządkowane i spokojne. Zgodnie ze swoimi prywatnymi rytuałami, codzienne za kwadrans ósma wyrusza do gimnazjum w Bernie, gdzie naucza języków klasycznych. Poczciwy i sumienny, lubiany przez uczniów, byłby ostatnią osobą, która uczyniłaby coś szalonego. A jednak – pewnego dnia na jego drodze staje bezimienna Portugalka, a przelotne spotkanie z nią uruchomi cały ciąg niezwykłych zdarzeń. Mundus (jak pieszczotliwie zwą go znajomi i podopieczni) trafia na książkę zupełnie nieznanego Amadeu de Prado i zanim się obejrzy, znajdzie się w nocnym pociągu do Lizbony. Poruszony przemyśleniami autora, postanawia dowiedzieć się o nim jak najwięcej – szuka bliskich Amadeu, odwiedza miejsca z jego przeszłości, zagłębia się w historię Portugalii pod rządami Salazara i ówczesnego ruchu oporu. Więcej, ta nowa sytuacja zmusi Raimunda do zmian w jego własnym życiu. Ale czy warto się tak zagłębiać w cudze losy? Czy można przez to lepiej zrozumieć samego siebie?

Całokształt brzmi obiecująco, ale rezultat nie okazał się powalający. Podkreślam jednak, że podróż śladami Amadeu, chcąc nie chcąc, oceniam w oparciu o ekranizację. W porównaniu z filmem, literacki pierwowzór jest dużo bardziej… hmm, użyjmy tu słowa „intelektualny”. Przytoczono prawie całą książkę Amadeu – dla mnie zbyt wydumaną, niestety – więcej znajdziemy też więcej metafizycznych przemyśleń.

raimund

Nieliczne ekranizacje są lepsze od powieści – ale to właśnie taki przypadek. Jeremy Irons, odtwarzający rolę Gregoriusa, pasuje wręcz idealnie do roli lekko zaniedbanego erudyty. Zupełnie inaczej pokazana jest również postać bezimiennej Portugalki, spiritus movens całej historii. Jakoś bardziej spójna wydała mi się filmowa wersja – przy tej książkowej momentami zmuszałam się do skończenia strony, rozdziału, książki. Jeśli zatem chcielibyście poznać historię Amadeu de Prado – gorzką a smutną, nie da się ukryć – zalecam raczej kino.

PS. Zdjęcie okładki mojego autorstwa, kadr z zagubionym Raimundem na peronie pochodzi z oficjalnej strony filmu.
PPS. Niniejszy wpis kończy wyzwanie „Z półki”, edycja 2o13’.

4 thoughts on “„Nocny pociąg do Lizbony” Pascal Mercier

  1. Też najpierw oglądałam film (zupełnie przypadkowo, skusił mnie Jeremy Irons) i przypomniałam sobie, że książka gdzieś stoi na półce. Kolejność akurat w tym przypadku okazała się zbawienna, bo książka jest wyzwaniem. A że akurat czytałam ją podczas wakacji – nie to miejsce, nie ten czas. Ale warto!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s