„Uczta Lodu i Ognia” Chelsea Monroe-Cassel & Sariann Lehrer

„Uczta Lodu i Ognia” Chelsea Monroe-Cassel & Sariann LehrerMalita ponoć znana jest z dwóch powodów: jest wiecznie głodna i wiecznie coś czyta. Te dwie tęsknoty znajdują wyraz w upodobaniu do nietuzinkowych książek kucharskich, pełnych malowniczych przepisów, historii i zdjęć, która budzą żądzę pędu do kuchni i ugotowania wszystkiego. Natychmiast. Mówi Wam to osoba, która dla odprężenia czyta Nigellę Lawson, zwłaszcza na słodko. Fuzje kulinarno-książkowe mają na mojej półce specjalne miejsce, a czasem przenoszą się do kuchni – by brać udział w pichceniu i/lub późniejszej konsumpcji. Gdy zatem przeczytałam wieść o wydaniu książki kucharskiej rodem ze świata „Gry o tron”, aż pisnęłam z radości, bo pomysł jest zaprawdę wyśmienity.

George R. R. Martin przyznaje, że gotować nie potrafi. Zjeść, owszem. Gotowanie i jedzenie pełni za to ważną rolę w „Pieśni Lodu i Ognia” i w epic fantasy  w ogóle – pomaga budować świat, nadawać fakturę poszczególnym scenom. We wstępie do „Uczty…” Martin ujmuje to wprost idealnie:

Można się wiele nauczyć o kulturze przeróżnych zakątków na podstawie tego, co jedzą (lub nie jedzą) ich mieszkańcy. Wszystko, co musicie wiedzieć o hobbitach, można wyczytać ze słów „smaczny, chrupiący bekon” oraz „drugie śniadanie”.*

Aż musiałam zajrzeć do „Gry o tron” i części kolejnych, by przekonać się, czy Martin naprawdę tak często wspomina o jedzeniu. I zaprawdę powiadam Wam, częściej. Nie wiem, dlaczego nie wbiło mi się to w pamięć – może dlatego, że gnałam przez kolejne strony, chcąc się dowiedzieć, kto zginie w kolejnym rozdziale…

Ale wracając do „Uczty Lodu i Ognia” – otóż pewnego dnia dwie damy, zachwycone smakowitością opisów kulinarnych w Martinowych powieściach, zapragnęły przyrządzić wzmienione w nich potrawy. Od dania do dania powstał blog, Karczma na Rozdrożu (skądinąd wart intensywnego przejrzenia), a po nim przyszła książka. Autorki przetrząsnęły średniowieczne księgi kulinarne w poszukiwaniu autentycznych przepisów, by jak najlepiej oddać kuchnię Westeros i przyległości. Rezultat wiadomy: zacnie wydana i okraszona klimatycznymi zdjęciami książka. Każdy przepis jest opatrzony stosownym cytatem: będą między innymi przesławne ciasteczka cytrynowe Sansy, zupa fasolowa, jadana przez Nocną Straż oraz dornijska pasta z ciecierzycy. Niektóre smakołyki pozostają daleko poza moim zasięgiem – szarańcza o smaku miodowym rodem z Mereen to jeden z lżejszych przykładów – ale dania prosto z Winterfell czy Królewskiej Przystani już prędzej. Jutro na obiad średniowieczny pasztet serowo-cebulowy w cieście, w książce podany na uczcie weselnej Joffreya i Margaery Tyrell. Nie ma to tamto – w końcu nadchodzi zima…

* Chelsea Monroe-Casse & Sariann Lehrer, Uczta Lodu i Ognia, przeł. Łukasz Małecki, Wydawnictwo Literackie 2013, s. 9.

4 thoughts on “„Uczta Lodu i Ognia” Chelsea Monroe-Cassel & Sariann Lehrer

  1. Ach, pamiętna uczta weselna:) Ja też nie zauważyłam, że tak dużo opisów jedzenia tam było. Chyba jedynie cytrynowe ciasteczka Sansy zapadły mi w pamięć.
    A książka? Wszystko, co ma związek z Pieśnią Lodu i Ognia zasługuje na moją uwagę:) Miłego dnia!

  2. No nie wiem czy uczta weselna Joffreya jest zachętą do czegokolwiek, ale…
    Mi niewiele trzeba do tworzenia poezyji…

    Po Krakowie sobie chodzi
    na czerwono – się nie godzi!
    Wiecznie głodna, wiecznie czyta!
    Kto to taki?
    To Malita!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s