„Dzieci naszej dzielnicy” Nadżib Mahfuz

„Dzieci naszej dzielnicy” Nadżib MahfuzJeśli chodzi o ukierunkowanie kulturoznawcze na wschód, to preferuję ten dalszy – Japonia, Chiny, Korea, wiadomo. Niemniej, Bliski Wschód i szeroko pojęta kultura arabska niesie ze sobą zupełnie inny wymiar egzotyki – barwny i splątany. Swego czasu zachwycałam się książkowym Marokiem, teraz przyszła pora na Egipt, i to w jak najlepszym wydaniu.

Nadżib Mahfuz został uhonorowany w 1988 roku nagrodą Nobla za trylogię kairską; Kair w ogóle w jego twórczości odgrywa niebagatelną rolę. Miejska metafora wyznacza też tok opowieści w „Dzieciach naszej dzielnicy”, książki mocno alegorycznej, napisanej przeszło 50 lat temu, a wydanej w Polsce dopiero teraz. I kontrowersyjnej, trzeba przyznać, bo stała się przyczynkiem do rozlicznych ataków na pisarza, a nawet próby zamachu. Bez niej nie byłoby słynnych „Szatańskich wersetów” Rushdiego.

Całe zamieszanie wzięło się z tego, że na kartach powieści Mahfuz przedstawia religijną historię ludzkości od samego zarania dziejów. Oto Al-Dżabalawi, który na pustkowiu buduje wspaniałą Posiadłość. Powierza zarządzanie wakfem – można to luźno przetłumaczyć jako „majątek” – swemu najmłodszemu synowi, Adhamowi. Najstarszy syn, Idris, traktuje to jako zniewagę, sprzeciwia się ojcu i zostaje wygnany z Posiadłości. Ale i Adham okazuje się nie bez grzechu – uległszy namowom Idrisa i swej żony, postanawia zajrzeć do pilnie strzeżonej księgi z zapisem wakfu i Dziesięciu Warunków. Przyłapany na gorącym uczynku, również zostaje wygnany z rajskiej Posiadłości. Osiedla się u jej bram, żyjąc w nędzy i wychowując dwóch synów – Kadriego i Humama. Ale to nie koniec nieszczęść, bo gdy Adhamowi synowie dorosną, Kadri z zazdrości zabije Humama…

Wokół Posiadłości stopniowo narasta i rozbudowuje się dzielnica. Dzielnica, która miała być oazą spokoju, a którą kolejni futuwwowie (przywódcy) zamieniają w piekło. Długowieczny Al-Dżabalawi zamyka się za murami swej rezydencji i tylko raz na dwa-trzy pokolenia decyduje się objawić swoją wolę kolejnym wnukom: Dżabalowi, Rifa’ie, Kasimowi… trzej prorocy próbują zmienić życie dzielnicy na lepsze, ale trud to daremny. Nawet czwarty z proroków, magik Arafa – który nie ma swojego religijnego pierwowzoru – mimo swych czarodziejskich umiejętności nie potrafi skierować życia swych krajan na szczęśliwsze tory, a dzielnica znów pogrąża się w terrorze i przemocy.

Zachwycił mnie sam koncept, alegoria świata i religii jako dzielnicy. Kasim-pasterz, który żeni się z piękną Kamar, mocarny Dżabal, miłosierny Rifa’a, wypędzający ifrity z ludzi… nie dziwię się, że takie przedstawienie mogło wzbudzić gniew ortodoksyjnych wyznawców. Mahfuz-kronikarz porywająco przedstawia gorzkie koleje dziejów dzielnicy, nieustanny lęk i atmosferę nienawiści. Daje jednak małe światełko, wątłą, ale trwałą nadzieję na lepsze jutro – ma je przynieść powrót Hanasza, towarzysza Arafy. Dzieci naszej dzielnicy powtarzają więc sobie, że „niesprawiedliwość musi się skończyć – to pewne jak to, że po nocy następuje dzień. Nasza dzielnica ujrzy jeszcze kres tyranii oraz światło jutrzenki i cudów”*.

Czy nie wszyscy tak sobie obiecujemy?

PS. Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Smak Słowa.

* Nadżib Mahfuz, Dzieci naszej dzielnicy, przeł. Izabela Szybilska-Fiedorowicz, wyd. Smak Słowa, Sopot 2013, s. 558.

2 thoughts on “„Dzieci naszej dzielnicy” Nadżib Mahfuz

  1. Mnie także zwykle Egipt nie pociąga, ale zgadzam się, że Nobel dla autora zasłużony i czyta się przednio. Chociaż strasznie pesymistyczne to wszystko, tak w gruncie rzeczy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s