„Chuliganka” Izabela Jung

„Chuliganka” Izabela JungMiało być pięknie: dostałam książkę w prezencie, zapowiadała się nieźle. Już sam tytuł dobrze smakuje – bo są takie słowa, które przynoszą ze sobą obietnicę (ostatnio, na ten przykład, była sobie „Szopka”). Pomyślcie sami, jaki potencjał niesie ze sobą słowo „chuliganka”! Ale ale. Bez rozpędzania się mentalnie, na potencjale się kończy.

Poznajcie Ewę. Ewa ma wszystko. Ewa ma męża. Ewa ma dzieci. Ewa ma dom. Ewa ma pracę, nie zarabia wiele, ale realizuje swoje pasje. I oto w życie Ewy wkracza remont. A z remontem ekipa Czeczenów, trzymanych twardą ręką przez Romana. Robotnicy przychodzą i odchodzą, coś niby robią, dłubią na strychu. Bajzel, gwoździki, gruz, tynk. Remont jak remont. Aż wreszcie pojawia się On – a z nim „para roziskrzonych, pięknych, ciemnoczekoladowych oczu, zmrużonych w łobuzerskim, nieco przekornym uśmiechu”*. Zeliem, diablo przystojny młodzian (dziesięć lat młodszy od tytułowej chuliganki), w ułamku sekundy odmienia Ewowe życie. Bo teraz tylko on się będzie liczył, on i ukradkowe spotkania, szaleńcze pocałunki, namiętny seks na tylnym siedzeniu. Ach, czy Ewa rzuci wszystko dla niepewnej, czeczeńskiej miłości?

Nietrudno domyślić się, że „Chuliganką” zachwycona nie jestem. Ba, stan po lekturze określam raczej jako „zniesmaczenie”. Oczekiwałam raczej historii niesfornej, niepokornej, a nie przypadków pańci o niestabilnych emocjach. On ją zwodzi, niby się żeni, wyjeżdża do Czeczeni, ona za nim lata jak nastolatka za pierwszym idolem (upewniwszy się uprzednio u Starej Czarownicy, tarotowej wróżki, czy aby słusznie czyni). Najbardziej ubawiło mnie chyba to, jak Ewa wciągnęła do romansowego spisku opiekunkę do dzieci, skądinąd poczciwą panią Lusię (i niecne sprzysięgają się przed Ewowym małżonkiem, bezbarwnym figurantem). Egzaltowane rozterki, dość głupawa bohaterka, a końcówka – wolne żarty. Możecie sobie odpuścić.

* Izabela Jung, Chuliganka, wyd. Czarna Owca, Warszawa 2013, s. 13.

12 thoughts on “„Chuliganka” Izabela Jung

      1. Ja miałam silny bodziec, bo realizowałam wtedy jakiś plan treningowy i zawracałam pod pewnym przystankiem, a na nim długo wisiał plakat. „Chuliganka” kojarzyła mi się z połową baaaardzo uciążliwego biegu;)

  1. Głośno było o tej książce, najpierw fala pozytywnych i nijakich recenzji, a poźniej jedna tak cięta, że zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi z tymi co ją chwalą? Czy można się tak różnić co do jednej i tej samej książki? Twoja recenzja jest dla mnie kropką nad i (czytaj: nie przeczytam), a „Szopka” już czeka na mojej półce :)

    1. Ja właśnie musiałam przeoczyć tę falę, dopiero ostatnio trafiłam na jakiś pean gdzieś, i taka byłam trochę zdziwiona… ale szczęśliwie, różne są gusta. I czekam na szopkową recenzję! :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s