„W Japonii, czyli w domu” Rebecca Otowa

„W Japonii, czyli w domu” Rebecca OtowaZawsze, gdy trafiam na gajdzińskie opowieści japońskie, mam dwie myśli. Z jednej strony: „uau, znowu poczytam o Japonii, boskość!”, a z drugiej lękam się stereotypowych historyjek typu „dziwne toalety, wielkie Tokio, sushi, gejsze i Hello Kitty”, a imię ich legion. Nie, że neguję każdą taką pozycję na wstępie, ale po prostu odczuwam ostatnio pewien przesyt tekstów w tym stylu. Szczęśliwie, znów trafiłam na przypadek numero uno.

Miałam już sposobność poznać losy cudzoziemki, która wyszła za Japończyka (wyjątkowo cudna książka „Życie jak w Tochigi” Anny Ikedy), ale tym razem to już mariaż wybitnie nietypowy. Otóż Rebecca, Amerykanka wychowująca się w Japonii, „wżeniła się” w bardzo tradycyjną, konserwatywną rodzinę i zamieszkała z małżonkiem niedaleko Kioto. Jej domem stała się odwieczna, drewniana rezydencja, prawie że pamiętająca początki szogunatu Tokugawów (znaczy się, bardzo stara). Nie będzie więc wielkomiejskiego zgiełku, tokijskiego metra i sushi. Rebecca prowadzi czytelników delikatnie, ostrożnie, krok po kroku przez wiejską rzeczywistość. Opisuje wymianę drzwi z zimowych na letnie, ryżowe żniwa, lokalne zawody lekkoatletyczne oraz rozmaite rodzinne wydarzenia: od ślubów po pogrzeby. Będą też bardziej osobiste wyznania, jak wspomnienia relacji z teściową czy refleksja nad wpasowaniem się w japońską codzienność:

Teraz widzę, że dopasowanie się dotyczyło każdej części mnie i było oparte na całkowitej akceptacji tych wszystkich przemian. Widzę również, że otaczają mnie zwykli ludzie, tacy sami jak ja, pełni obaw i wad (…). Kiedy się nad tym zastanawiam, słowo „dopasowanie” nabiera innego, restrykcyjnego wydźwięku. I chociaż przez wiele lat była to dla mnie jedyna rzeczywistość, teraz wolę myśleć o tym jako o „dopasowaniu się”, które wymaga dwóch stron. Mnie i Japonii.*

Nie jest to może błyskotliwy i skrzący się dowcipem styl Anny Ikedy (cóż poradzić, porównania nasuwają się same…), a raczej ciepła, rodzinna opowieść o dziewczynie, która z miłości do Japończyka (i jego rodzinnego domostwa!) wybrała kwitnącą wiśniami prowincję. Nostalgiczne zdjęcia i ilustracje wdzięcznie dopełniają całokształtu. Powiew świeżości i japońskiej wiejskości (w jak najlepszym tego słowa znaczeniu!) – coś miłego dla japanofilów początkujących i bardziej zaawansowanych.

PS. Bardzo dziękuję za książkę pani redaktor ze Świata Książki!

* Rebecca Otowa, W Japonii, czyli w domu, przeł. Iwona Kordzińska-Nawrocka, wyd. Świat Książki, Warszawa 2013, s. 133.

9 thoughts on “„W Japonii, czyli w domu” Rebecca Otowa

  1. Pożyczyłam (jeszcze raz dziękuję za pożyczenie <3 ), przeczytałam i… Nie porwało mnie. ;(
    Tzn. miło było przeczytać kolejne gajdzińskie opowieści, nie powiem, sprawiło mi to nawet małą przyjemność ("rzucam" się na wszystko, co jest pisane o Japonii z punktu widzenia nie-Japończyków, a to, czy jest to pisane z uwielbieniem, nienawiścią, czy też innymi uczuciami w tle, to już "inksza inkszość" xD ), ale trąciły one takim spokojem ducha, takim opanowaniem i taką japońskością, że w pewnym momencie miałam wrażenie, że autorka była Japonką..

  2. Pisałam juz na czyimś blogu, że podoba mi się to, że książka jest pisana od środka (bo po wielu latach pobytu autorki w Japonii), a równocześnie z zewnątrz, bo przez Amerykankę. Efekt może być ciekawy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s