„Lavinia i jej córki. Toskańska opowieść” Marlena de Blasi

"Lavinia i jej córki. Toskańska opowieść"Marlena de Blasi pewnego dnia w bajkowej Wenecji spotkała miłość swojego życia: Włocha imieniem Fernando. Spędziła z nim tysiąc dni w Wenecji, tysiąc dni w Toskanii, tysiąc dni w Orvieto… i wszystko opisała w książkach, które stanowią niepowtarzalną mieszankę powieści o miłości, przewodnika po Italii i, uwaga uwaga, książki kucharskiej (opis pappy di pomodoro  mam w pamięci do dziś!). Ostatni przystanek to górzysta Umbria i baśniowe palazzo przy Via del Duomo 34. Długi i żmudny remont dobiega końca… ale to wcale nie finał kłopotów i zalawirowań w życiu Marleny i Fernanda.

„Czuję się stłamszona”, zwierza się pisarka ukochanemu Wenecjaninowi. On chce z nią spędzać całe dnie, ona musi pracować – terminy i wydawcy poganiają, a upragniona samotność czy chwila dla weny oddalają się coraz bardziej. Marlena podejmuje odważną decyzję: wyprowadza się na jakiś czas. Jej znajomy, Biagio, podsuwa świetny pomysł: a może by tak zaszyć się w niedostępnej leśniczówce? To jest to! Niemniej, czasowa przeprowadzka przyniesie nieoczekiwane skutki. Bo dzięki Biagiowi i małej chatce w leśnych ostępach Marlena poznaje tytułową Lavinię – kobietę charakterną do bólu, ale fascynującą. Zdobyć jej zaufanie nie jest łatwo, ale po początkowej niechęci obie panie nawiązują bardzo bliską i wyjątkową relację, Barwna opowieść Lavinii o sobie samej i swoich latoroślach – same kobiety w tej rodzinie! – oczaruje pisarkę. I tak płyniemy, od miłości i rozterek po ciężkie wojenne czasy. Jak zwykle u Marleny w oparach boskiej kuchni, tchnącej smakowitością z każdej strony książki.

Powiem tak: zawsze bardzo chciałam pojechać do Toskanii, ale po opowieściach Lawinii i jej sarkaniu na turystów (łącznie z bezbrzeżną nienawiścią do Niemców) mam mieszane uczucia. Oto przyjeżdża sobie cudzoziemiec, kupuje opuszczone palazzo i już mu się wydaje, że jest z niego Toskańczyk pełną gębą, utyskuje Lavinia. Gdzieś na dnie serca kołata mi się, że jest w tym trochę racji, ale z moim pragnieniem wyjazdu do słonecznej Italii poczułam się trochę jak złodziejka. Ale pełne swady opowieści i rozważania metafizyczno-filozoficzne trochę mi to wynagrodziły.

PS. Absolutnie nie czytać na głodno!
PPS. Wyzwaniowo – „Z półki”, edycja 2o13.

6 thoughts on “„Lavinia i jej córki. Toskańska opowieść” Marlena de Blasi

  1. Mam do tych wszystkich toskańskich (i innych włoskich) krajobrazów książkowych takie mieszane uczucia… Czytając zawsze się zastanawiam, czy dana powieść miałaby jakikolwiek smak i jakiekolwiek walory, gdyby nie – no właśnie – krajobraz.

  2. Gdybyś o niej nie wspomniała, nie pomyslałabym, żeby sięgnąć po tę książkę. Bałabym się, że to kolejna seryjna produkcja na temat Toskanii, jakich ostatnio pełno.

    Lavinia, ależ kobiece imię, mięciutkie:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s