„Pandemonium” Lauren Olivier

„Pandemonium” Lauren OlivierRuszyłam w długą wakacyjną podróż, wyposażona w komplet książek wszelakich (tak tak, szykujcie się na wysyp recenzji w dniach najbliższych). Męcząca i wielogodzinna autokarowa trasa wymaga nieco lżejszych lektur – padło na „Pandemonium”, które już od dłuższego czasu czekało na chwilę zmiłowania. „1. miejsce na Amazon.com w kategorii Teen Romance”*, głosi okładka. To i turbo kiczowata okładka (kwiatek i pseudo-zmysłowe spojrzenie, no błaaaagam) nastawiło mnie na odprężające romansidło. Dopiero po fakcie zorientowałam się, że przeczytałam najpierw drugi tom trylogii, zamiast sięgnąć po pierwsze „Delirium” (brawa dla mnie za spostrzegawczość). Niemniej, specjalnie nie utrudniało mi to lektury – tylko troszkę czułam się wrzucona w sam środek akcji.

Lena codziennie wieczór modli się, by poranek już nie nadszedł. Teraz, gdy życie odebrało jej wszystko – rodzinę, dom, ukochanego – marzy tylko o zakończeniu cierpień (tak, to wszystko było w tomie pierwszym, którego nie czytałam, znów oklaski). Ucieka z dotychczasowego świata, w głąb Głuszy, by tam nieoczekiwanie natknąć się Odmieńców, członków ruchu oporu. Przed czym ten opór? Ha! Otóż, moi drodzy, cała rzecz dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości, w której miłość – tu zwaną delirią, amor deliria nervosa – uznano za niewykle groźną chorobę. By całkowicie ją wyeliminować, młodzi ludzie decydują się na trudną chirurgiczną operację. Nie wszyscy jednak poddają się tyranii rządu i AWD (Ameryka Wolna od Delirii, chłodno kalkulująca organizacja fanatyków). Lena dołącza do buntowników – skoro i tak już dawno zapadła na delirię… Dzięki temu otrzyma niebezpieczną misję do wypełniania, a na jej drodze staną nowi, niezwykli ludzie – w tym pewien chłopak, który być może zastąpi dziewczynie utraconego ukochanego.

Brzmi trochę jak ckliwe romansidło, wiem, ale wbrew pozorom to nie jest tylko tania historia o zakochaniu. Wątek miłosny można wprawdzie rozpracować po kilkunastu stronach (acz na kończu czekała mnie zaskaczanka), ale za to koncepcja totalitarnego świata, gdzie nie ma miejsca na uczucie między dwojgiem ludzi, naprawdę się broni. Zawsze zwracam uwagę na drobne szczegóły, tworzące książkowe uniwersum – a tu taki drobiazgów jest mnóstwo: jak choćby czytanie z Księgi Abrahama, gdzie Bóg poleca Abrahamowi „zabić swojego syna Izaaka, po tym jak Izaak zapada na delirię”**. Całość przyzwoicie napisana i zachęcająca do sięgnięcia po kolejny tom – „Requiem” już w księgarniach. A ja chyba nawet nadrobię pierwszy…

PS. Wyzwaniowo, “Z półki”, edycja 2013′.

* Lauren Olivier, Pandemonium, przeł. Monika Bukowska, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2012.
** Tamże, s. 359.