„Ambasadoria” China Miéville

„Ambasadoria” China MiévilleDługo czekałam i wreszcie jest – polski przekład przedostatniej powieści mojego ulubionego anarchisty trafił do księgarń. Tak sobie teraz myślę, że mogłam się rzucać na oryginał, ale „Ambasadoria” to hard sf, a ten typ prozy lepiej przyswajam w ojczystym języku. Nie mówiąc o tym, że doświadczenie pokazuje, iż tłumaczenia powieści Miéville’a są znakomite. Hard science-fiction, skądinąd, to nie jest najukochańszy z moich fantastycznych gatunków (choć czytywałam Wattsa i Strossa) – jednak Miéville’a ubóstwiam w każdym wydaniu.

Autor swoim zwyczajem, bez ostrzeżeń, uprzedzeń ani zbędnych tłumaczeń, wrzuca czytelnika w mocno skomplikowany świat. Oto Ambasadoria, placówka Bremen, która leży na skraju nurtu, na planecie Arieka. Ludzie nie są jedynymi tu inteligentnymi mieszkańcami, ba, są raczej gośćmi tambylców, Ariekenów, zwanych z szacunkiem „Gospodarzami”. Tylko w przypadku Miéville’a opowieść o pierwszym kontakcie i późniejszej koegzystencji to spiętrzona semantyczno-filozoficzna historia o języku i zupełniej innej niż ludzka świadomości. I o polityce, oczywiście, ale tego się można było spodziewać. Przez ten gąszcz zdarzeń i odmienności prowadzi nas Avice Brenner Cho, zanurzaczka, Ambasadorianka i nawet po trosze lokalna celebrytka. Odegra zresztą niebagatelną rolę w konflikcie, który wybuchnie na planecie – a wszystko za sprawą nowego Ambasadora…

Jeśli dalej do końca nie wiecie, o co chodzi, to doskonale – bo ja wyjaśniać nie zamierzam. Przez „Ambasadorię” trzeba się przedzierać, skupiać i zastanawiać, ale właśnie to jest w tej książce najświetniejsze: samodzielne, mozolne niekiedy odkrywanie, o co tak naprawdę chodzi, na czym polega inność Ariekenów i jak porozumieć się z istotami, dla których myśl jest tożsama z mową…

Miéville’a niegdyś sławiłam jako twórcę najwspanialszych miast, ale tym razem to nie sama Ambasadoria wysuwa się na pierwszy plan – tylko spotkanie, dialog z obcym. Tak bardzo… obcym. Nieustannie zadziwia mnie, jak można wymyślić tak niebywałą i „nieziemską” nację, jak Ariekeni. Solidna intryga i fascynujący świat – raz jeszcze zakolczykowany i łysy anarchista święci truymfy jako mój ulubiony pisarz. A ja czekam teraz na przekład „Railsea”!

PS. I bardzo dziękuję za egzemplarz recenzencki wydawnictwu Zysk i S-ka (zwłaszcza Pani Redaktor, która arcycierpliwie odpowiadała na wszystkie moje maile „kiedy kiedy czy już będzie???”)!

PPS. Jeszcze jedna drobna uwaga na marginesie – przepraszam, ale muszę. Jaram się jak przysłowiowa stodoła po weselu (dosadne, acz trafne określenie) za każdym razem, kiedy moje humanistyczno-kulturoznawcze wykształcenie pozwala na szerszy ogląd czytanej rzeczy. I kiedy Miéville pisze o langue i parole czy kiedy powołuje się na Waltera Benjamina, moja wewnętrzna kulturoznawczyni (skojarzenia z wewnętrzną boginią zupełnie nie na miejscu) wykonuje taniec zwycięstwa.

11 thoughts on “„Ambasadoria” China Miéville

  1. China ma coś w sobie – i nie jest to tylko efekt jego łysej głowy i kolczyków… i zachwytów autorki bloga, których wysłuchuje już od dłuższego czasu (ech…):P Z tego co czytam „Ambasadoria” wydaje się być bliżej tego, co lubię, czyli więcej ciekawych konstrukcji społeczno-politycznych niż dziwnych istot i mutantów… Trzeba będzie sięgnąć. Wcześniej czytałem „Miasto i miasto” – fajne koncepcje oraz zacząłem i nie skończyłem książki „Dworzec Perdido” – szczegółowe opisy tych wszystkich paskudztw mnie jakoś nie brały… Co kto lubi.
    Niemniej gratuluję recenzji! Szczerze i z zaangażowaniem. ;)

    RE:PPS. „(…) Jaram się jak stodoła po weselu…” Dobre. Chyba lepsze niż „Jaram się jak winda w Babilonie”. :)

  2. Miéville może i za mną nie chodzi, ale na pewno od jakiegoś czasu przemyka się bocznymi uliczkami i próbuje rzucić się w oczy. Tylko nigdy niczego poza samym nazwiskiem nie słyszałem, nic nie kusiło. Niby już miałem się brać za „Dworzec Perdido”, ale jakoś nie składało.
    Ale gdy czytam o „opowieści o pierwszym kontakcie i późniejszej koegzystencji to spiętrzona semantyczno-filozoficzna historia o języku i zupełniej innej niż ludzka świadomości” oraz „istotach, dla których myśl jest tożsama z mową”, to chyba wiem, przy której książce spróbuję poznać tego pisarza. Brzmi to po prostu bardzo, bardzo kusząco.
    Nawiasem mówiąc to chyba wymarzona sytuacja, gdy książką do recenzji okazuje się ta, na którą tak mocno się czeka :)

    1. Ach, no ja ubóstwiam na całej linii – a zaczęłam od „Dworca Perdido” i dalej uważam go za najlepszą powieść Miéville’a (obok „Miasta i miasta”). Ale to wyjątkowo dziwaczna, genialna a obrzydliwa rzecz. Jak wolisz bardziej klimaty sf, to raczej „Ambasadoria”. I normalnie Ci zazdroszczę, że masz to dopiero przed sobą :)

      1. Odwieczny paradoks: chcesz mieć już przeczytane, ale gdy przeczytasz – chcesz na powrót być przed lekturą. Półśrodkiem jest oszczędzanie na lecytynie i liczenie, że trochę się jednak zapomni :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s