„Sługa Boży” Jacek Piekara

"Sługa Boży" Jacek PiekaraPrzyzwyczaiłam się jednak do spacerowania w towarzystwie książki do słuchania. Przemierzam odcinek dom-przystanek: jeden rozdział. Przystanek-uczelnia: drugi rozdział. Itd, itp, grunt, że w ten sposób przez tydzień czy dwa zdążę „przespacerować” całą książkę. Tym razem chadzałam w rytm „Sługi Bożego” Jacka Piekary, czyli pierwszego tomu historii Mordimera Madderdina. Ohoho, mili moi, strzeżcie się!

Jeśli myślicie, że Inkwizycja to krwawa instytucja… to macie rację. Zwłaszcza w świecie Mordimera Madderdina, inkwizytora Jego Ekscelencji biskupa Hez-hezronu. Brutalny i okrutny to świat: zapewne tak wyglądałaby nasza średniowieczna Europa, gdyby historia chrześcijaństwa potoczyła się nieco inaczej. Bo u Piekary Jezus Chrystus zszedł z Krzyża, by pokonać swoich prześladowców i objąć władzę nad ludzkością. Czystości wiary i przekonań po dziś dzień strzeże zaś brać inkwizytorska, starannie wyszkolona do walki ze złem i demonami (na mój gust, skrzyżowanie wiedźmina i Girolamo Savonaroli). Mordimer, tytułowy sługa Boży, należy do co bardziej rozgarniętych, w miarę uczciwych, a przede wszystkim, gorliwych inkwizytorów. Z całego gorejącego serca wierzy, że tortury i stos to prosta droga do zbawienia dla tych, którzy ośmielili się zbłądzić. Dzięki temu między innymi zyskał protekcję potężnego, choć kapryśnego Anioła Stróża. Przy okazji, żeby zarobić fundusze na chlebek i winko (zwłaszcza winko), bierze na siebie różne zlecenia spoza dziedziny wiary i religii.

„Sługa Boży” to właśnie zestaw takich inkwizytorskich zleceń: a to sprawdzić, bo dzieje się w lochach pod owianym złą sławą Sarevaald, a to (dość przypadkiem) przyjrzeć się procesowi domniemanej czarownicy w miasteczku Thomdalz, a do wybrać się do Tirianu, a to zbadać sprawę kardynała Beldarii, zwanego Diabłem z Gomollo. Mordimer i jego współpracownicy, Kostuch i bliźniacy, przemierzają ziemie podlegające biskupowi Hezu, wymierzając sprawiedliwość w imię Pana i inkwizytorów pieczętujących się znakiem srebrnego złamanego krzyża. Całość zaprawiają dzbanami alkoholu i stadami kobiet lżejszych obyczajów.

Bardzo mam mieszane uczucia co do całokształtu: z jednej strony, koncept wyborny – lubię historie alternatywne z gatunku „co by było, gdyby…”, a kreacja uniwersum i nowej religii zadziwia dopracowaniem drobnych szczegółów (łącznie z nową wersją modlitwy „Ojcze Nasz”, tutaj w wersji: „daj nam siłę, Panie, byśmy nie wybaczali naszym winowajcom”). Z drugiej strony nieco irytowała mnie forma przekazu: Mordimer zwraca się do czytelników/słuchaczy per „mili moi”, co kilka zdań wtrącając „wasz uniżony sługa”, co na dłuższą metę doprowadzało mnie do pasji. Podobnie jak wspominanie co i rusz, jaki to Hez-hezron nie jest brudny i ohydny, biskup choleryczny, a Kostuch paskudny z oblicza. Plus dziesięć do powtarzalności, niestety. Z rozpędu zapętliłam w odtwarzaczu następny tom, „Młot na czarownice”, ale chyba muszę sobie dawkować. Zbyt duża porcja tortur, obrzydliwości, dziwek i demonów naraz może znużyć.

PS. Dzięki znów dla Daniela za polecenie!

10 thoughts on “„Sługa Boży” Jacek Piekara

  1. Ha, akurat dziś rano spisywałem swoje wrażenia i to również po audiobooku. Przeczytany całkiem atrakcyjnie, ale jeśli idzie o treść, to podzielam Twoje zdanie. Pomysł znakomity i wydawałoby się, że z dużym potencjałem na ciekawy świat i fabuły, a tymczasem świata „tyle o ile”, a historie raczej na jedno kopyto.
    I niestety powtarzalność i tłumaczenie/opisywanie wszystkiego jak komu głupiemu też muszę potwierdzić. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach ta alternatywna rzeczywistość jest lepiej spożytkowana (i ktoś da o tym cynk ;))

  2. Problem z jego historiami leży w stylistyce języka, która mnie odpycha zupełnie. Kompletnie nietrafiona stylizacja.
    Niby lubię różnego rodzaju „retellingi” ale retelling jest wówczas dobry, kiedy tylko szczegóły się różnia, co za dużo to niezdrowo i taką wersją jest faktycznie „Sługa Boży”, którą chapsnęłam w zeszłym tygodniu (bo nie mam co robić, najwyraźniej). Poza tym, miałam bardziej skojarzenia z „Equilibrium”.

    1. Właśnie ta stylistyka jest… za bardzo. Za bardzo wszystko. Ale za to ten retelling – czy tam historia alternatywna – już do mnie trafił.
      („Equilibrium”, ten film z Keanu?)

  3. A ja tak krążę wokół tego Piekary i się zastanawiam, czytać, czy nie czytać. Pomyślałam, że może Ty rozwiejesz moje wątpliwości, a tu nic :( Poczekam, aż mnie jakaś recenzja pchnie do czytania. I ja zaczynam się przekonywać do audiobooków. Początkowo był problem, bo non stop zasypiałam, ale odkąd zaczęłam sobie książką uprzyjemniać prozaiczne czynności, doceniam książki do słuchania :)

    1. Wiesz, że ja tam zawsze optuję za tym, że warto spróbować i przekonać się samemu :)
      A audiobooki faktycznie, zalet wiele, ale nic nie zastąpi mi papierowej książki (wszelakie czytniki też mnie specjalnie nie biorą…)

      1. Może kiedyś sprawdzę, ale nie będę pędem biegła do księgarni, jak to zwykle mówisz ;)
        E-booki już bardziej trawię, ale wiadomo, papierowej książki nic nie zastąpi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s