„Klara” Iza Kuna

„Klara” Iza KunaJak wiecie, nie jestem specjalną entuzjastką audiobooków, niemniej powoli zaczynam się przekonywać – bardzo to jednak miłe, spacerować w towarzystwie jakiejś książki (zwłaszcza, gdy tak dużo się chadza, biega i załatwia jak Malita). Zatem, ostatnio wpadła w me łapki „Klara” Izy Kuny (czy raczej, w otchłanie pamięci w odtwarzaczu).

Poznajcie Klarę – ma 39 lat, postrzeloną przyjaciółkę Wronkę, kolegę Piotra, geja i lekarza, natrętną matkę i kochanka Aleksa. Niewiele znam bohaterów książkowych, którzy się tak koncertowo miotają i nie mogą poukładać sobie życia. Bo u Klary głównie alkohol, kawa, papieros i marazm. I kot. Fascynuje mnie, za co ona kupuje te wszystkie utensylia, bo o pracy przez cały czas ani słowa… Czasem tylko Klara zaimprezuje, gdzieś pojedzie czy zadzwoni do matki, a ta wiecznie ma za złe: bo albo się nią córka nie interesuje, albo interesuje się za bardzo, bo córka pani Stasi to i tamto, a Klara taka i owaka. I właściwie tyle, bo w „Klarze” trudno o spójną fabułę – to raczej zbiór luźnych scenek, czasem dość teatralnie rozpisanych na role.

Klara towarzyszyła mi przed dwa tygodnie podczas spacerów, podróży, przejazdów autobusowych i pośpiesznego marszu z przystanku na uczelnię. Matko jedyna, jakże ja się irytowałam tym nieogarnięciem bohaterki, tą jej kapryśnością. Acz i tak palmę pierwszeństwa w tej materii dzierży kochanek Klary, Aleks, który zwraca się do swej lubej per „lisie”, i to najczęściej w trzeciej osobie. „Czemu lis mój smutny” tudzież „kupimy lisowi coś ładnego”, ugh, koszmar. Płaczliwy fagas, co i rusz obiecuje Klarze, że powie żonie o ich związku.

Niemniej, emocje były i to się liczy. Całość podana mocno… pieprznym językiem, niekiedy dla mnie aż zbyt wulgarnym. Przede wszystkim jednak nie wiem, czy nie jestem za młoda na te Kunowe opowieści (a jest trochę z Kuny w Klarze). Rozterki Klary są mi zupełnie obce – w tym i upierdliwa macierz, i niedookreślony a żonaty kochanek. Ale coś było w tej historii – zwłaszcza w sposobie przedstawienia. Bardzo mi się podobała konstrukcja zdań i gry słowne Autorki, w stylu „Kot. Koc. Kac” (tytuł rozdziału) czy „Klara dostaje smsa (…), potem nie dostaje nic, potem dostaje szału, a potem dostaje kota”. Dodatkowym atutem audiobooka jest fakt, że całość czyta właśnie Iza Kuna, głosem wielce zmysłowym i zdecydowanie pasującym mi do klimatu opowieści.

Na razie odnotowuję sobie, żeby przejrzeć papierową wersję, a audiobooka Wam polecam. Bo choć rzecz jest specyficzna, warto znać. Raz jeszcze sprawdza się zasada, że jeśli jakieś dzieło wzbudza emocje, to musi mieć coś w sobie.

PS. Dziękuję Danielowi za polecenie!
PPS. A tak promują „Klarę” – wyobrażałam ją sobie trochę inaczej, ale całość się w miarę zgadza.