„Katalina” William Somerset Maugham

„Katalina” William Somerset MaughamMaugham, znany w Polsce głównie jako autor „Malowanego welonu” (ach, ekranizacja i Edward Norton w bokserce, rozpływam się), objawił się na Malitowej półce pod postacią króciutkiej powieści „Katalina”. Ponoć, o dziwo, sama zaordynowałam, że trzeba nabyć, a potem zapomniałam. Odgrzebała ją moja Mama i tak się zachwycała, że gdy tylko skończyła czytać, przechwyciłam „Katalinę” jak najbardziej rasowy z przemytników.

Rzecz dzieje się u progu XVII wieku w niewielkim hiszpańskim miasteczku, Castel Rodriguez (Hiszpania za czasów Inkwizycji? Biorę w ciemno!). Oto Katalina, dziewczę wyjątkowo nadobne i cnót wszelakich: łagodna, pokorna, oczytana (awanturniczy wuj, niedoszły poeta, zadbał o stosowną edukację), a do tego pobożna jako święta. Przy czym uboga i wskutek nieszczęśliwego wypadku chroma. I tak, gdy całe miasteczko udaje się na powitanie dwóch znamienitych gości, braci de Valero (nawiedzony biskup i zadufany żołnierz, to się nie może dobrze skończyć), Katalina woli spokojnie zostać w kościele i żarliwie modlić się do Najświętszej Panienki. Serce dziewczęcia krwawi, bo gdy Katalina okulała, musiała zerwać zaręczyny z ukochanym Diego… ale nic straconego. Panie i panowie, oto cud mniemany: dziewczynie objawia się Najświętsza Panienka, obiecując uleczenie. Oto początek Wielkich Kołomyi Elementarnych, dramat w trzech aktach, a ważkie role odegrają w nim wspomniani bracia de Valero, lokalne zakonnice oraz trupa wędrownych aktorów. Cyrk na kółkach!

Największym atutem powieści Maughama jest cała plejada fantastycznych postaci. Przeorysza doña Beatriz – chorobliwie zazdrosna o swoją rywalkę, Matkę Teresę od Dzieciątka Jezus – chce z Kataliny zrobić świętą zakonnicę. Biskup Segowii, Blanco de Valero, początkowo wydaje się być klasycznym inkwizycyjnym „betonem”, a wychodzi na całkiem przyzwoitego faceta. I sama Najświętsza Panienka, która niczym deus ex machina objawia się w nieoczekiwanych zupełnie momentach.

W życiu bym nie pomyślała, że tak się ubawię na powieści historycznej z przerażającą Inkwizycją w tle – a przy „Katalinie” obśmiałam się jak norka (twojemu dziecku objawia się Matka Boża? Daj mu środek na przeczyszczenie, to niechybnie nerwica. To pierwszy z brzegu przykład). Cudowna, napisana z ogromną swadą i wyjątkowo wdzięczna. Koniecznie!

PS. Wyzwaniowo, „Z półki” (edycja 2013).
PPS. Zdjęcie mojego autorstwa.