„Kuchnia” Banana Yoshimoto

„Kuchnia” Yoshimoto Banana

Ostatnio czytam japońską literaturę na potęgę i naprawdę, przegląd mam niezły. Był noblista Kawabata, był niepokojący Kōbō, gdzieś tam też zdarzył się Murakami – ale jak dotąd, nie było czystego, niczym niezmąconego zachwytu. Panie i Panowie, oto zachwyt.

Banana Yoshimoto (a właściwie, Mahoko Yoshimoto) swoją pierwszą powieść, opublikowała w 1988 roku – i bananowy szał ogarnął Japonię. Proste a współczesne historie przyniosły Autorce uznanie, nagrody, ekranizację jej dzieł i rzesze fanów. Rozbroił mnie też pseudonim literacki i jego geneza: bo pani Yoshimoto uwielbia kwiaty bananów

Pogodna, żółta (czyżby bananowa?) książeczka zawiera dwa teksty: debiutancką powieść, „Kuchnię” i nieco wcześniejsze „Moonlight Shadow”. Ta pierwsza kreśli historię Mikage Sakurai, która uwielbia kuchnie. Nieważne, czysta czy brudna, duża, mała, bogato wyposażona czy tylko z jedną fajerką i patelnią. Myśl o kuchni i spanie przy mruczącej lodówce koi nerwy Mikage – dziewczyna po utracie ukochanej babci została zupełnie sama na świecie. Dość nieoczekiwanie pojawia się w jej życiu nowa opcja: przeprowadza się do znajomego, Yūichiego Tanabe, i jego matki, Eriko. Zresztą, techniczne Eriko była ojcem Yūichiego, ale po operacji zmiany płci stała się znana jako piękna kobieta. Skomplikowana-nieskomplikowana relacja między całą trójką, niezwykła kuchnia w mieszkaniu rodziny Tanabe, radzenie sobie z odejściem bliskich i jedzenie – i tak się toczy, niespiesznie, przez prawie 100 stron. Cudowne.

Drugi tekst, nowela „Moonlight Shadow” (skojarzenia z piosenką Mike’a Oldfielda jak najbardziej słuszne!) to tęskna opowieść o utracie ukochanego; chłopak Satsuki, Hitoshi, zginął w wypadku samochodowym. Satsuki próbuje się uporać z przytłaczającym smutkiem, biegając co rano do mostu, przy którym się spotykali. I pewnego poranka spotka tam pewną intrygującą kobietę…

Magiczne to było, wszystko. Co najciekawsze, obydwa teksty są przejmująco smutne – ale też przejmująco piękne. Nienachalnie a poruszająco o relacjach międzyludzkich, o życiu, śmierci i o tym, co podtrzymuje nas na duchu. I jeszcze jest w tym wszystkim nutka optymizmu, nareszcie! Po prostu, czysty zachwyt.

8 thoughts on “„Kuchnia” Banana Yoshimoto

  1. Wielkie dzięki, że mi poleciłaś i pożyczyłaś! Obie te opowieści powinny być przerażająco smutne, ale w wydaniu Autorki jest to smutek podszyty ciepłem i w takiej wersji jest go łatwiej zaakceptować i przyjąć. Czy tylko Japończycy to potrafią? Bardziej poruszyła mnie druga opowieść, może dlatego, że nie przepadam za kuchnią :) I to zakończenie, które dźwięczy w uszach długo po zamknięciu książki: „Dziękuję, że mi pomachałeś. Dziękuję, że tyle razy pomachałeś”.

    1. Właśnie nie wiem, jak YB to robi, ale to połączenie tak przejmującego smutku i takiego piękna naprawdę robi wrażenie. Nic, tylko bić pokłony prze Autorką i czytać więcej!

  2. Obserwując, jak przedzierasz się przez literaturę japońską, tak właśnie sobie myślałam, że przy tej całej miłości do Japonii, literatura nie wzbudza w Tobie wielkiego zachwytu. No i proszę, tę książkę to i ja miałabym ochotę przeczytać :)

      1. Nie wiem, jak będzie z dostępnością, ale zapiszę sobie i jak się uda skombinować, to przeczytam. Swoją drogą, fajnie poznawać za Twoim pośrednictwem literaturę japońską ;)

  3. Ja miałam przyjemność czytać „Tsugumi” tej samej autorki i również mam bardzo pozytywne odczucia, czytałam z przyjemnością i ciekawością, choć i tutaj wyczuć można smutek. I dużo o relacjach międzyludzkich, takich lekko toksycznych, lekko cierpkich… a to wszystko tak subtelnie, delikatnie opisane. Miło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s