„Śpiące piękności. Tysiąc żurawi” Yasunari Kawabata

„Śpiące piękności. Tysiąc żurawi” Yasunari KawabataMalitowego zapoznawania się z klasyką literatury japońskiej ciąg dalszy. Yasunari Kawabata, noblista, zasłynął w świecie właśnie króciutką powieścią „Tysiąc żurawi” (tu w zbiorczym wydaniu z opowiadaniem „Śpiące piękności”). Zasłynął również okolicznościami śmierci: w 1972 roku popełnił samobójstwo, dwa lata po słynnym seppuku Yukio Mishimy. Niektórzy, łącznie z żoną pisarza, uznali tę śmierć za przypadkowy, nieszczęśliwy wypadek. Przyczyny popełnienia samobójstwa też nie są do końca jasne – ale raczej ich już nigdy nie poznamy.

„Śpiące piękności”, dość długie opowiadanie, przedstawia dziwaczny dom schadzek – piękne młode dziewczyny są usypiane, by spędzić noc w towarzystwie starców. Zwodnicza pociecha – czuć ciepłe, dziewczęce ciało przy starych kościach. Przewodnikiem po tym niezwykłym miejscu jest Eguchi, lat 67, który odwiedza ów dom kilkakrotnie, za każdym razem „spotykając” inną dziewczynę. Snuje filozoficzne dywagacje, przyrównuje śpiące piękności do Buddy, wspomina swoje życie, rozpamiętuje pożegnania z córkami, docieka prawdziwej natury uśpionych dziewcząt. Oto przykra i żałosna niekiedy starość. Koncept kuriozalny, jak dla mnie momentami wręcz niesmaczny.

Z kolei „Tysiąc żurawi” kreśli skomplikowaną historię relacji młodego Kikujiego i kilku kobiet. Oto wścibska nauczycielka ceremonii herbaty, Chikako Kurimoto, chce wyswatać Kikujiego z piękną i czysta jak łza Yukiko Iwamura. Tymczasem młodzieniec angażuje się w romans z kochanką swojego zmarłego ojca, panią Ōta, a także przeżywa miłość do jej córki, Fumiko. I tak się wszystko toczy w cieniu herbacianego pawilonu, nad różnymi rodzajami czarek, pędzelków, dzbanuszków…

Kawabata w obydwu tekstach ma irytujący zwyczaj przeskakiwania po fabule, o kilka chwil, dni, miesięcy – łopatologicznie rzecz ujmując, przechodzi z punktu A do punktu C, dopiero potem zaś, retrospektywnie, w dwóch zdaniach streszcza punkt B. Wyjątkowo przeszkadzało mi to w śledzeniu ciągłości akcji i działało na nerwy. Choć i tak gorsze były zakończenia, a właściwie ich brak. Obie historie urywają się, jakby brakowało kilku kartek. Taki styl, najwyraźniej – ale wybitnie nie w moim guście. Już bardziej mi się widzi piaskowy Abe Kōbō.

26 thoughts on “„Śpiące piękności. Tysiąc żurawi” Yasunari Kawabata

  1. Ha, a mnie akurat twórczość Kawabaty ogromnie przypadła do gustu. Oprócz wspomnianego zbioru czytałem jeszcze „Głos góry” oraz „Krainę śniegu”, a także krótkie opowiadania „Ręka” i „Pieśń liryczna”. Artysta w swojej prozie duży nacisk kładzie na piękno, które z lubością eksponuje poprzez zestawienie je z rzeczami brzydkimi (np. starością) – podobny motyw stosuje w swojej prozie Tanizaki („Tajemna historia pana Musashiego” czy „Życie Shunkin”).

    Mam taką prywatną teorię, że literatura japońska jest zupełnie inaczej odbierana przez kobiety oraz mężczyzn z naszego kręgu kulturowego – wg japońskiej tradycji kobiety często traktowane są przedmiotowo, co często widoczne jest w tamtejszej prozie, stąd zrozumiała niechęć żeńskiego rodzaju wobec tego typu literatury, gdzie kobieta często redukowana jest wyłącznie do seksualnych atrybutów. Ale to tylko takie moje gdybania :)

    1. Właśnie ponoć od złej strony zaczęłam, ale jakoś nie widzi mi się zabierać na razie do Kawabaty… na myśl o „Śpiących pięknościach” do dziś się krzywię lekko.
      A co do teorii – zupełnie tak tego nie odbieram, może też dlatego, że mało znam facetów czytających literaturę japońską. W sumie chyba jednego, góra dwóch. I nie mam wrażenia, że kobieta jest sprowadzona li i jedynie do seksualnych atrybutów – vide choćby Kazuko ze „Zmierzchu” – ale to kwestia gustu i punktu widzenia ;)

      1. Oczywiście nie miałem na myśli każdego dzieła autorstwa japońskiego artysty, ale np. u Kawabaty czy Tanizakiego kobieta jest jednak istotą zupełnie odrębną od mężczyzny – ciekawie widać to na przykładzie twórczości Tanizaki, u którego pojawia się często motyw „demonicznej kobiety” (nie brakuje heter pokroju głównej bohaterki „622 upadków Bunga :] ). Kobieta jest też nosicielką sprzeczności – w pięknym opakowaniu, tj. zapierającej dech w piersiach urodzie, skrywa się okrucieństwo, podłość, wyrafinowanie, itd. Faceci to z kolei dość proste stworzenia, którymi kieruje głównie żądza. Serdecznie polecam „Tajemną historię pana Musashiego” albo zbiór „Dwie opowieści o miłości okrutnej” :)

  2. No i proszę sobie wyobrazić prowadzenie zajęć o literaturze japońskiej, która generalnie gniotem jest i wydała tylko jednego genijusza i jego świetność (*fangirl mode alert*)…

  3. pospisuje się wszystkimi łapkami, że styl strasznie nieznośny i wydłuża proces czytania, a niewiele się za nim kryje (chociaż można wyczuć buddyjskie przemijanie :D). nobel noblem, ale do mnie nie przemówiło.

      1. może i przemawia, ale nie koniecznie jedynie o literackich walorach. jakby nie patrzeć – uwaga, będą teorie spiskowe i herezje – nobel jest nagrodą trochę uwarunkowaną, np. politycznie, i to nie jest zawsze tak, że dostaje go najlepszy w swoim fachu. poza tym jest trochę uznaniowa i subiektywna, więc nie ma zasady, że obdarzona noblem powieść będzie podobać się wszystkim.

        paCZaj, zrobiłam sobie konto, żeby móc spamować na pełen etat. powiedz, że jesteś uszczęśliwiona.

      2. Szukałam sobie czegoś na wikipedii o Kawabacie i… – teraz nastąpi cytat – „Powieściopisarz Yasunari Kawabata otrzymując Nagrodę Nobla powiedział: <>”
        To wiele wyjaśnia.

      3. Wycieło mi cytat, nie ogarniam. W każdym razie, powiedział: „Opowieść o księciu Promienistym jest największym osiągnięciem japońskiej literatury. Do dzisiejszego dnia nie powstał kawałek fikcji, który mógłby się mierzyć z Genjim.”

      4. Właściwie, CAŁA literatura japońska to tylko przypisy do Genjiego.
        (wycięcie cytatu, ewidentnie działa tu jakiś demon)

      5. true, ale jeżeli pisarz sam zaznacza, że jego idolem literackim jest murasaki shikibu i „opowieść o księciu genjim”, to come on – jaka literatura może z tego wyjść? ;P

  4. O widzisz, tak coś czułam, że jak się Ci Abe Kobo spodobał to Kawabata nie podejdzie (ja tam lubię jego przeskoki fabularne i brak zakończenia, ale – jak zwykle – to tylko kwestia osobistych preferencji).
    A tak odnośnie niesmacznego konceptu starców i młodych dziewcząt, sobie przypomiałam, „Dziennik szalonego starca” Tanizakiego. Znasz? Tam to dopiero dziadek zgorszenie sieje :D

  5. Wybitne to to nie było. Gniotem też nie można tego nazwać. Ot, taka sobie opowiastka. Coś mi japońska literatura nie podchodzi.
    Zastanawiam się co powiesz o „Zmierzchu” Dazai Osamu. Tu dopiero się nic nie dzieje.

      1. Nie wiem, czy jest do czego namawiać. Jak w „Kobiecie z wydm” mogłabym się pokusić o szukanie jakiegoś ukrytego sensu, tak w „Zmierzchu” nie przekonuje mnie nic. W sumie, nasuwa mi się taki sam komentarz, jak w przypadku „Śpiących piękności” – taka sobie opowiastka, szału nie ma.
        No, ale nie spamuję więcej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s