„Piękni i przeklęci” F. Scott Fitzgerald

„Piękni i przeklęci” F. Scott FitzgeraldPo „Wielkim Gatsbym” (premiera ekranizacji w reżyserii Luhrmanna już niedłuuugo!) nabrałam ochoty na więcej Fitzgeralda. I proszę, w odmętach półek znalazła się druga książka Autora, napisana po debiucie a przed Gatsbym. Już sama okładka i tytuł mówią wiele: oto dwoje młodych ludzi, pięknych, ale pod urodziwym obliczem skrywających szkaradną prawdę. Dokładnie o to w tej powieści chodzi.

Anthony Patch nie potrafi w życiu nic. Niby skończył Harvard i trochę pisze, ale głównie zajmuje się życiem towarzyskim. Owszem, przystojny, owszem, pełen ogłady, ale nie nazwałabym go błyskotliwą duszą towarzystwa. Poznaje Glorię, oszałamiająco piękną kuzynkę swojego przyjaciela. Dziewczyna jest cudowna, wszyscy o nią zabiegają mimo jej dość podłego charakterku. Anthony zakochuje się po uszy (czy raczej tak mu się wydaje) i ku swojemu zdziwieniu, udaje mu się ożenić z Glorią. Początkowo ich małżeństwo to sielanka, ale wkrótce przekleństwo pięknych wychodzi na jaw:

Anthony przekonał się, że żyje z bezwzględnie samolubną dziewczyną o straszliwie napiętych nerwach; Gloria już po miesiącu wiedziała, że jej mąż to skończony tchórz w obliczu każdego z miliona widm stwarzanych przez wyobraźnię*

A potem jest jeszcze gorzej: życie ponad stan zaczyna wyczerpywać bankowe konta małżonków. Anthony niby próbuje pracować, ale cały czas liczy na bajeczny spadek po dziadku-milionerze. Kłótnie, awantury, pijaństwo – oto smutna codzienność państwa Patchów. Już dawno przestali być piękni.

Ciężko mi było przetrwać do końca — tak niebywale irytowali mnie ci bohaterowie, że aż mnie skręcało. Banda snobistycznych próżniaków, która nie potrafi nic w życiu osiągnąć. Tylko przyjęcia, alkohol, egoistyczne zachcianki i smutne nieróbstwo. Plus totalny brak sensu w życiu. Ja wiem, że czasem trzeba, i że jest taki czas w życiu, że należy się bardziej bawić niż ogarniać przyszłość, ale Gloria i Anthony nie potrafią zakończyć tego etapu. I kończą fatalnie. Żal, litość i pogarda. Takie to puste i gorzkie.

A z drugiej strony – jakaż w tym maestria Fitzgeralda, że wzbudza u mnie takie gwałtowne emocje. Jeśli zatem chcecie dowiedzieć się, jak koncertowo zmarnować sobie życie – oto „Piękni i przeklęci”, recepta na upadek.

PS. Właściwie to też z gatunku wyzwań: “Z półki” (edycja 2013′).
PPS. A zupełnie z innej beczki: bardzo mnie zawsze wzrusza znajdywanie starych zakładek, biletów, notatek i innych drobiazgów w sczytanych książkach. Tutaj przykład: między kartami „Pięknych i przeklętych: schował się bilet na koncert U2 na Służewcu, 12 sierpnia 1997 – moja Mama czytała tę książkę w drodze do Warszawy.

Książkowe znaleziska

* F. Scott Fitzgerald, „Piękni i przeklęci”, przeł. Jan Rybicki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1996, s. 142.
(oba zdjęcia mojego autorstwa)

2 thoughts on “„Piękni i przeklęci” F. Scott Fitzgerald

  1. Ojej i jest na tym bilecie EB i oczywiście RMF FM:) I to w ogóle był pierwszy koncert U2 w Polsce… Super! No i musiała być dobra impreza, skoro koncert poprzedziła lektura takiej książki :P Zastanawiam się tylko, jak to jest, że wtedy za bilet wystarczyło dać 60 zł, a teraz trzeba dać 160 (co najmniej)!? Ech.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s