„Ciemno, prawie noc” Joanna Bator

„Ciemno, prawie noc” Joanna BatorParę lat temu w łapki trafił mi pożyczony „Japoński wachlarz”, jedna z najlepszych gajdzińskich opowieści o Japonii ever (nie bez znaczenia był fakt, że to jedna z pierwszych tego typu, jakie czytałam, na długo przed erą bloga). W rzeczonej kulturoznawczo-reporterskiej książce Joanna Bator (rodem z Wałbrzycha, to istotne dla rozwoju akcji) dała popis wnikliwości i poczucia humoru, doprawionego lekkim piórem. Sama nie wiem, czemu tak długo nie mogłam się zebrać, by sięgnąć po jakąś beletrystykę jej autorstwa. Ale jak już sięgnęłam…

W dużym skrócie wprowadzającym, o co w rzeczonej powieści chodzi: Alicja Tabor, błyskotliwa dziennikarka, po latach przybywa do rodzinnego miasta, by napisać reportaż o trójce porwanych dzieci. Opuściła Wałbrzych bez żalu i teraz z mieszanymi uczuciami decyduje się zamieszkać w dawnym domu z widokiem na zamek Książ. I właściwie tyle powinno Wam wystarczyć na początek, bo każde kolejne słowo będzie niepotrzebnie odzierać fabułę z zaplątanej tajemniczości.

Są takie dzieła, w których wymiar pomiędzy konkretem a przestrzenią jest zupełnie niepojęty, a „Ciemno, prawie noc” należy do nich bezdyskusyjnie. Wessała mnie ta książka kompletnie, nie pozwalała o sobie zapomnieć (do tego stopnia, że mi się to wszystko po nocach śniło, jednak muszę przemyśleć lektury na dobranoc). Szeroka panorama miasta i jego mieszkańców – dawnych i obecnych, fizycznych i mniej materialnych – kreślona przez Autorkę jest wprost niebywała. Nigdy bym nie przypuszczała, że Wałbrzych może stać się tłem (i bohaterem jednocześnie!) dla takich wydarzeń. Porażająco smutne (i niekiedy mocno drastyczne) historie splatają się w frapująco-mroczną mozaikę: księżna Daisy, zbrodnie wojenne, religijne zgromadzenia (pokroju obrońców krzyża pod Pałacem Prezydenckim), kociary, kotojady, Niemcy, Cyganie… A jak to jest napisane! Ludzie! Po prostu majstersztyk. Wybitna książka. Obowiązkowo.

PS. Rzecz przeczytałam w ramach wyzwania „Z półki”, edycja 2013.

11 thoughts on “„Ciemno, prawie noc” Joanna Bator

  1. Również niedawno skończyłam ja czytać i moje odczucia były bardzo podobne. To znaczy – podobała mi się, bardzo. Zdecydowanie nie jest to książka do poduszki, ja po skończeniu przez kilka godzin nie mogłam dojść do siebie :P

  2. Jak Ty możesz być tak bezlitosna?? Nie dość, że szybko czytasz, to jeszcze takie fajne książki. Nie nadążam czytać… „Ciemno…” i Austera już namierzyłam w bibliotece :), a „Japoński wachlarz” to nawet na półce u mnie stoi.

      1. To moje Święta chyba trwały krócej ;) No, ale nie masz co się tłumaczyć, bo w końcu ta „bezlitosność” dobremu celowi służy :)

  3. Nie czytałam „Japońskiego wachlarza” (nadrobię!), ale zachęcona recenzjami zamówiłam sobie „Ciemno, prawie noc” pod choinkę. Ta książka mnie… oszołomiła – tak, to chyba najlepsze słowo. Trudno się od niej uwolnić. Nie prześladowała mnie co prawda w snach, ale nie dawała spokoju. Treścią i nastrojem w niej zawartymi można by obdzielić kilka powieści, tym większe uznanie dla Autorki, że wszystko tak znakomicie połączyła. Zachwycił mnie też język, zwłaszcza tzw. prostych ludzi – babci i matki zaginionych dzieci, protestujących na rynku. Trzeba mieć niezwykły literacki (i nie tylko słuch), by złożyło się to potem na tak przekonującą kompozycję. No i jeszcze te kociary!

  4. Dawno się tak nie zachwyciłaś, więc coś musi być na rzeczy :) Tylko ja takiego tempa pochłaniania książek nie mam, więc co? Chyba wyzwanie na rok 2014… Albo przynajmniej wyzwanie na wakacje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s