„Sunset Park” Paul Auster

„Sunset Park” Paul Auster

Bardzo Dawno Temu W Odległej Galaktyce przeczytałam „Timbuktu” Paula Austera. Prócz zarysu fabuły pamiętam z niej dwie rzeczy: że była doskonała i że postanowiłam, że nigdy więcej po nią nie sięgnę. Z niektórymi dziełami kultury tak mam. O, choćby za każdym razem, gdy gdzieś pojawia się do obejrzenia film „Trudne słówka”, zachowuję się podobnie: wiem, że jest świetny, ale z uwagi na rozchwianie emocjonalne niektórych rzeczy po prostu nie powinnam czytać/oglądać po raz kolejny.

Ale „Sunset Park”. Oto Miles Heller, mężczyzna, który – zdawałoby się – niewiele pragnie od życia i wyzbył się wszelkich potrzeb. Dusi w sobie tragiczne wydarzenia z przeszłości, ale namiętne uczucie do pięknej Pilar ma szanse poprowadzić jego życie na nowe tory. Jednak w międzyczasie wieloletnia pokuta, na którą Miles sam się skazał, zawiedzie go – nie bez powodu! – do opuszczonego domu przy Sunset Park w Nowym Jorku, gdzie zamieszka na nielegalnym squacie z trójką mniej lub bardziej niewydarzonych lokatorów: sfrustrowaną artystką Ellie, zafascynowaną pewnym filmem Alice i niepokornym muzykiem Bingiem. Ich własne historie, tak jak historie rodziców Milesa, przeplatają się wzajem w wielobarwnej mozaice. Smutni i zrezygnowani, niekochani i zagubieni, namiętni i pełni nadziei – tacy bywają bohaterowie „Sunset Park”.

Gdybym kiedykolwiek miała pisać o współczesnych, słodko-gorzkich ludzkich kolejach losu, chciałabym pisać jak Paul Auster. To, w jaki sposób Auster powołuje do życia na kartach książek swoje postacie, jak wciela się w ich sposób myślenia, jak za pomocą jednych postaci pokazuje czytelnikom życie drugich… niebywałe. Oszałamiające. Do tego stopnia, że tę stosunkową krótką powieść czytałam prawie tydzień – tak bardzo bałam się poznać zakończenie tych wszystkich historii, tak bardzo bałam się złego końca. I szczerze mówiąc, do ostatnich stron rzecz była wyśmienita, ale na końcówkę jestem po prostu obrażona. Zachwyt i foch jednocześnie – to tylko Auster potrafi.

PS. I dziękuję za pożyczenie Majestatowi, znów!
PPS. Rzecz warta odnotowania: przed „Sunset Park” dobrze obejrzeć film „Najlepsze lata naszego życia” (nie widziałam) i znać sztukę „Szczęśliwe dni” Becketta (znam). Pełniejszy odbiór, tak myślę.

6 thoughts on “„Sunset Park” Paul Auster

  1. Służę książkami tak chętnie, jak pożyczam je od niżej podpisanych :)
    Widzę jednak, że ja do Austera podszedłem zdecydowanie chłodniej i aż tak emocjonalnie to on mnie nie ruszył… Może to przez nieznajomość tych wszystkich dzieł, do których tak chętnie Auster się odwoływał (było tego trochę… i nawet baseball), a może po prostu skupiłem się na tym co inspirujące, czyli ludzie z własnymi, skrytymi historiami i ten szalony świat, który pędzi jakby obok, i zaskakuje… Tak, mocno współczesne to i dobre. Trzeba by sięgnąć chyba po coś jeszcze Austera.

    1. Parę Austerów na półce czeka. Polecam się jak zawsze. A z tym baseballem do dziwna sprawa. Nijak nie mogę pojąć, o co w tym chodzi, choć z przyczyn zawodowych musiałam zgłębić temat inningów, ale czuję, że jest w tym jakaś magia. Koniecznie musicie obejrzeć film „Dopóki piłka w grze” z Clintem Eastwoodem. Znów magia baseballu i to w jakim wydaniu!

      1. W każdym sporcie jest jakaś magia:P Choć ten baseball to i dla mnie bardzo odległa dyscyplina. Pamiętam tylko parę nocy, gdy już w piłkę w Europie przestawali kopać, to się przełączałem na Stany, analizowałem te całe statystyki (dużo napisane, raczej patrzyłem na nie:)) i coś tam sobie obstawiałem – takie tam młodzieńcze historie i szukanie emocji. Niemal jak u Austera. Sprawdzam też ten film i widzę, że to może być ładne. Jeśli choć w połowie będzie takie jak „Za wszelką cenę” to trzeba obejrzeć! Dziękuję.:)

  2. Zauroczyła mnie ta książka. Chwyciła i nie chciała puścić. W przeciwieństwie do Ciebie przeczytałam ją w półtora dnia – może dlatego, że przewidywałam, jak się skończy, bo tak się skończyć musiała. Podziwiam Austera za mistrzostwo, z jakim przeplata wydarzenia i postaci, a wzruszył mnie – poza całokształtem – Szpitalem Rzeczy Porzuconych prowadzonym przez Binga. Pamiętam jeszcze krakowskie szpitale dla lalek, zawsze fascynowały mnie ich wystawy z biednymi laluniami, którym dawano tam drugie życie. To absolutne literackie mistrzostwo świata; zafascynowało mnie do tego stopnia, że jeszcze raz przeczytam „Timbuktu” i niech się dzieje co chce.

    PS. Ja też dziekuję Majestatowi za pożyczenie i wynikające z niego wzruszenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s