„Cząstki elementarne” Michel Houellebecq

„Cząstki elementarne” Michel HouellebecqHouellebecqa znam już trochę, może z mniej skandalizującej strony, ale wiedziałam z grubsza, czego się spodziewać. Już sama fotografia na okładce wiele mówi o Autorze: lekko rozczochrany, w rozchełstanej koszuli, z papierosem i miną w stylu „mam was gdzieś”. A kysz, zadowoleni z życia filistrzy! To nie jest książka dla was.

Oto lifestory dwóch przyrodnich braci, narodzonych z wyzwolonej matki-hipiski. Bruno, niestabilny psychicznie seksoholik i Michel, obojętny na wszystko naukowiec. Koncertowo im się nie układa w życiu, trochę z winy świata, trochę z własnej. Brną w mniej lub bardziej skomplikowane relacje z ludźmi – a raczej Bruno brnie, opętany wizją nastolatek w minispódniczkach. Michel, właściwie aseksualny, jest zupełnie bierny wobec biegu życia, ale nie martwi go ten stan. Konstrukcja całości jest intrygująca: z jednej strony Houellebecq faszeruje czytelników opisami seksualnych przygód obydwu panów – ze wskazaniem na obleśnego niekiedy Bruna – aż do obrzydzenia (słowa „brandzlowanie” mam już wyżej uszu). Z drugiej strony, co i rusz pojawiają się wtręty, które sugerują metaopowieść; jakby historia dwóch braci była tylko przyczynkiem do studium życia epokowego geniusza, jakim był Michel.

„Cząstki…” bywają gorzkie, bywają cyniczne – Houellebcq nie oszczędza nikogo, od New Age, przez lewicę i Murzynów, po islam. Jego bohaterowie są nieszczęśliwi, zagubieni, nie potrafią odnaleźć zbyt wiele radości i sensu w życiu. Jak zauważa Michel, „to nie była tylko ich wina (…), żyli w strasznym świecie, świecie rywalizacji i walki, próżności i agresji,; nie dane im było żyć w harmonijnym świecie. Z drugiej strony, nie uczynili nic, żeby zmieniać świat, nie uczynili nic, żeby to naprawić” [1]. Epilog jest zaskakujący, jak dla mnie redefiniuje całą książkę – i przygnębił mnie jeszcze mocniej, niż cała fabuła. Nie ma co się rozwodzić zanadto; przeczytajcie i wtedy siądziemy do dyskusji nad kondycją ludzkiego gatunku. Ludzkości, dokąd zmierzasz, do cholery? Bo jeśli w kierunku, który kreśli Houellebecq, to błagam, zawróć…

PS. A podziękowania za pożyczenie kieruję w stronę Majestatu, który odkrył dla mnie Houellebecqa.

[1] Michel Houellebecq, „Cząstki elementarne”, przeł. Agnieszka Daniłowicz-Grudzińdka, Wyd. WAB, Warszawa 2012, s. 327.