„Miłość w stylu retro” Sophie Kinsella

„Miłość w stylu retro” Sophie KinsellaRaz na jakiś czas lekka miłościwa książeczka to rzecz miła a ożywcza. Ona i on… z początku niedobrani, a jednak razem… przeciwności losu się piętrzą, ale happy end nadchodzi bez najmniejszego wahania. Sophie Kinsella to mistrzyni romatycznych a zabawnych opowiastek. Oto kolejna z nich.

Lara Lington liczy sobie 27 wiosen i, jak się łatwo domyślić, jest bohaterką klasyczną: boryka się z całą gamą problemów – zawodowych (wspólniczka wyjechała na czas bliżej nieokreślony, a na byciu headhunterką Lara się nie zna i firma się sypie), miłosnych (ukochany Josh zakończył ich związek lakonicznym mailem) oraz rodzinnych (odnoszący sukcesy wuj potrafi grać na nerwach, nie mówiąc o złośliwej siostrze i nadopiekuńczych rodzicielach). Ani chybi czas na deus ex machina i zmianę losu! I proszę – oto na pogrzebie ciotki-staruszeczki, mało znanej Sadie, Lara spotyka pewną kobietę. Problem w tym, że kobieta okazuje się być duchem zmarłej ciotki… zresztą „ciotka” może być lekko mylącym określeniem – Sadie objawia się Larze jako młodziutka dziewczyna, trochę postrzelona, rozrywkowa kokietka. Żąda przerwania ceremonii i odnalezienia jej zaginionego naszyjnika, bo inaczej nie da Larze spokoju. I zaczyna się: Sadie nie poprzestanie tylko na naszyjniku, zażąda jeszcze randki z przystojnym nieznajomym! Z czasem jednak między Larą i Sadie nawiąże się nić sympatii, a na horyzoncie pojawi się niezwykła rodzinna tajemnica…

To jedna z powieści w stylu „znacie? Znamy. To posłuchajcie”: raz jeszcze komedia romantyczna, tym razem z akcentem w stylu retro. Wyszło dowcipnie i wciągająco; choć z początku nie byłam przekonana do całości, to czytałam do późnej nocy. Zderzenie poglądów obu pań na strój, styl życia oraz sprawy damsko-męskie bywa zabójcze i zabawne jednocześnie („wy to nazywacie dobieranie się do kogoś? Co za dziwne określenie. My to nazywaliśmy seksem” [1], powiada Sadie bezceremonialne). Więcej: choć to bzdurka, to jednak niesie ze sobą garść refleksji; refleksji nad samymi sobą i nad tym, jak traktujemy bliskich nam starszych ludzi – którzy przecież też tańczyli do upadłego charlestona i pijali koktajle. Na marginesie dodam, że lata 20-te wydają mi się szalenie stylowe. Ergo, polecam.

W ramach wyzwania „Z półki – 2013”.

[1] Sophie Kinsella, „Miłość w stylu retro”, przeł. Magdalena Słysz, Świat Książki, Warszawa 2011, s. 178.

One thought on “„Miłość w stylu retro” Sophie Kinsella

  1. Masz absolutną rację, że od czasu do czasu trzeba przeczytać taką książkę. Jakoś tak milej się robi dookoła. Ja od czasu do czasu podczytuję sobie fragmenty innej powieści Kinselli, „Nie powiesz nikomu?” – tak dla zachowania równowagi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s