„Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1” Jarosław Grzędowicz

„Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1” Jarosław Grzędowicz

Tak, wiem, czwarty tom już został szeroko obgadany, zakończenie sagi ufetowane, a ty dziewczyno ledwie tom pierwszy? Ha, grunt, że nadrabiam zaległości. Jakoś mniejsze mam ciągoty do fantastyki polskiej niż do zagranicznej, dziwne a nieuzasadnione to podejście. Acz niniejszym dołączam do peanów na cześć pana Grzędowicza – konkretnie, pierwszego tomu.

Koncept jest intrygujący, swego rodzaju połączenie starej dobrej fantasy z science fiction. Otóż: w niezbyt dalekiej przyszłości odkryto tajemniczą planetę, Midgaard, który nawet przypomina Ziemię z czasów średniowiecznych. Z jedną, drobną różnicą: działają tam pewne niezrozumiałe, nadprzyrodzone siły (żeby nie rzucać od razu, że to magia), a elektroniczne urządzenia rodem z naszego świata po prostu nie funkcjonują. Ekspedycja badawcza wyrusza… i słuch o niej ginie. Pora więc wysłać kolejną ekspedycję. Ratunkową. Złożoną z jednoosobowego oddziału, czyli Vuko Drakkainena. Vuko, Chorwato-Fino-Polak, przechodzi przyspieszone szkolenie i zostaje wyposażony w absolutnie nieelektroniczną wyprawkę. Ma jedną przewagę nad tambylcami, a imię jej cyfral. „Mój pasożytniczy anioł stróż”, mówi o cyfralu czule Vuko. To rodzaj wszczepu, który czyni z nosiciela niemal nadczłowieka. Ale czy to wystarczy, by wypełnić powierzoną mu misję? Na Midgaardzie dzieją się bowiem rzeczy dziwne a niepojęte: mówi się o walce bogów, a z zimnej, przygnębiającej mgły wyłażą pokraczne stwory… a to dopiero początek!

W powieści mamy  do czynienia z trzema narratorami: jest sam Vuko, jest wszechwiedzący narrator, który „uaktywnia się”, gdy Drakkainen włącza cyfrala, ale w połowie książki poznajemy jeszcze jednego bohatera: to młody następca imperialnego tronu. Dzięki niemu mamy wgląd w „rdzenny” kraj Midgaardu, Amitraj, podbity ongiś przez Kirenenów. Kraj, który powoli zbliża się do rewolucji…

Trochę tu było dla mnie Orsona Scott Carda (ech, rozwój młodego bohatera), trochę Andre Norton (choć Vuko miał lepsze zaplecze niż Simon Tregarth), trochę Franka Herberta (religijna rewolucja i pustynia… brzmi znajomo?). Tęskniło mi się za taką porządną, epicką fantasy, w którą się wciągnę na tyle, że nie będę mogła odłożyć lektury na dłużej niż trwa zaparzenie herbaty. Trzeba tu wspomnieć, że moją świętą mantrą przy czytaniu książek jest hasło „tylko skończę rozdział” (w domyśle: i zacznę się uczyć, i pójdę spać, i się ogarnę etc.). A tutaj kończyłam rozdział, owszem, i tylko sprawdzałam, co jest na następnej stronie, a potem orientowałam się, że znów przeczytałam kilkadziesiąt stron. To jeszcze skończę rozdział i… i tak w kółko. Nie szło się oderwać. Przyznam, że wątek Drakkainena ciągnął się momentami i dłużył, ale za to ostatni rozdział w jego wykonaniu, ha! To jest dopiero zwrot akcji i urwanie w najbardziej dramatycznym momencie. Plus dziesięć do zirytowania czytelnika. Drugi wątek dużo bardziej mnie ciekawił i wypatruję dalszych losów obu panów.

PS. Za pożyczenie dziękuję Kenroh, już ostrzę ząbki na czytanie drugiego tomu!
PPS. A jeśli macie ochotę poczytać coś Malitowego, ale bardziej filmowo-eseistycznie, to jest okazja tutaj. Polecam.

7 thoughts on “„Pan Lodowego Ogrodu. Tom 1” Jarosław Grzędowicz

  1. Ooo, ja też mam to w planach, więc u mnie opinia się ukaże, jak już wszyscy zapomną, o czym była książka :) Z polską fantastyką mam tak, że zanim po nią sięgnę, muszę obadać, naczytać się recenzji, i jeśli książka chodzi mi po głowie kilka razy w tygodniu, przez co najmniej miesiąc, to wtedy się decyduję. Swoją drogą, powinnam tak podchodzić do każdej książki. Mniej by na mojej półce (i blogu) było książek przypadkowych.

    1. Właśnie ja polską fantastykę nadrabiam i nadrabiam i końca nie widać… choć to w sumie całkiem optymistyczne, jeszcze tyle do przeczytania! A Grzędowicza warto, naprawdę. Czekam na Twoją opinię.
      Książki przypadkowe… cóż, czasem trafisz na jakąś żałość, a czasem perła prawdziwa. Nigdy nie wiadomo! :)

      1. Na mojej półce też czeka trochę polskiej fantastyki do nadrobienia. Oj za dużo tych książek… ale dobrze :) Co do tych przypadkowych, to pewnie masz racje. Gorzej jak trafi się kilka z rzędu takich, po których zastanawiam się, czy jestem aż tak wymagająca, czy mam po prostu dwie lewe ręce do wszelkich wyborów.

      1. Ja niedawno skończyłam zaledwie jedną powieść nie do końca własną i opowiadanie zupełnie autorskie :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s