„Wyspa Tokio” Natsuo Kirino

„Wyspa Tokio”  Natsuo KirinoJaponii nigdy dość, jak wiecie. Zdarzało mi się czytać różne cudzoziemskie (polskie też) relacje o Kraju Wschodzącego Słońca, niemniej literaturę japońską znam dość powierzchownie – gdzieś tam w odmętach pamięci niknie Yukio Mishima, była i „Ballada o Narayamie”, był Murakami… Przeczuwam co prawda zmiany, bo czeka mnie na studiach kurs zatytułowany „Literatura japońska”. A w międzyczasie Aniołek przyniósł pod choinkę najnowszą powieść Natsuo Kirino.

Rzecz dzieje się na wyspie; chciałoby się powiedzieć, że rajskiej – ciepło, mnóstwo owoców, plaża, morze, cisza i spokój. Ale to tylko pozory. Wskakujemy niejako w środek akcji: na wyspie zwanej Tokio od prawie pięciu lat mieszka grupa rozbitków, Japończyków i Chińczyków. Jako pierwsi wylądowali tam Kiyoko i Takashi, małżeństwo ocalone z tajfunu. Później u brzegów wyspy rozbija się grupa młodych Japończyków, którzy uciekli z wysepki w okolicy Okinawy. Dołączają do nich po pewnym czasie Chińczycy, z bliżej niewiadomych przyczyn wyrzuceni z przepływającego w pobliżu statku. Rozbitkowie się organizują z lepszym lub gorszym skutkiem – dzielą się wyspą, budują chaty i tworzą dziwaczną społeczność. Powoli godzą się z myślą, że nikt nigdy ich nie uratuje. Wkrótce umiera Takashi i Kiyoko zostaje sama. Jedyna kobieta pośród trzydziestu mężczyzn…

Nie mogę się pozbierać po tej książce. Takie to było dziwne, okropne, obsceniczne. Żadna z postaci nie budzi sympatii. Wszystkie są małostkowe, troszkę podłe, troszkę wstrętne. W ogóle mi ich nie żal, że znaleźli się w takiej sytuacji. Natsuo Kirino kreśli frapujący obraz niewielkiej zbiorowości, ba, zbieraniny bardzo różnych typów. Czy to odwzorowanie japońskiego społeczeństwa? Jeśli tak, to strach o tym myśleć.

Tym, którzy zdecydują się zmierzyć z ponurą rzeczywistością wyspy Tokio, zalecam doczytać do końca. Ja gdzieś tak w połowie miałam serdecznie dość tej toksycznej atmosfery, ale wytrwałam i nie żałuję – dwa ostatnie rozdziały są po prostu wstrząsające. Zupełnie redefiniują fabułę… i sprawiły, że inaczej spojrzałam na całokształt. Ale nie powiem już  ani słowa, żeby nie zdradzić zakończenia.  Pozostawiam do Waszej oceny.

PS. Wyzwaniowo, “Z półki”, edycja 2013′.

13 thoughts on “„Wyspa Tokio” Natsuo Kirino

  1. miałam „przyjemność” czytać jej „ostateczne wyjście” – też było obscenicznie, postaci nie-do-lubienia, paskudy, a główny motyw to ćwiartowanie trupów (przy czym trudno tu mówić o intrydze kryminalnej) oraz mafia wątpliwej jakości (ojciec chrzestny płakałby z żalu). nie było to złe, ale ponure jak licho i zmęczyło mnie strasznie.

    za to plus za umiejętność plastycznego pisania autorki – zapach zgnilizny wręcz wychodził z powieści!

  2. Dla mnie Wyspa Tokio była czymś na kształt (przyspieszonego) obrazu rozwoju cywilizacji, nie ważne, czy tu chodziło o społeczeństwo japońskie, czy o ludzi w ogóle. Czytając, zastanawiałam się nad pojęciem cywilizacji, nad tym, co definiuje człowieka jako „istotę ucywilizowaną” i czy lepszy taki człowiek, niż „dziki”. Drugi kierunek przemyśleń to poczucie bezpieczeństwa; potrzeba bohaterów do stworzenia w nowym otoczeniu i nowych zupełnie warunkach namiastki tego, czym otaczali się dotychczas, potrzeba wprowadzenia znanych nazw i znanego porządku, bo to, co nowe, za bardzo przeraża. książka do łatwych i przyjemnych nie należy, owszem, i raczej szybko do niej nie wrócę (jeśli kiedykolwiek), ale nie żałuję czasu poświęconego na lekturę.

    1. Też mnie zaintrygował ten motyw oswajania rzeczywistości dzięki znanym nazwom.
      Cóż, a całość bardzo skłania do przemyśleń – do tego stopnia, że do recenzji zbierałam się chyba dwa dni i koniec końców nie potrafiłam satysfakcjonująco ubrać moich odczuć w słowa.

      1. Nie czytałam jeszcze nic Eriksona, a „Drooda” bardzo bym chciała. Czekam tylko, aż biblioteka zdecyduje się na zakup, bo mój portfel niestety ogłosił strajk przeciwko kupowaniu nowych książek :(

      2. I właśnie to jest ten ból, że tyle książek i tak mało funduszy… nie mówiąc o czasie… błogosławię tylko ilość znajomych, którzy od czasu do czasu pożyczają coś dobrego :)

  3. Chińczycy i Japończycy na jednej wyspie? To już sukces… Choć pewnie książka nie jest związana w żaden sposób ze sporem o wyspy Senkaku (chińska nazwa – Diaoyu), to jej tytuł od razu nasunął mi takie skojarzenie. Niemniej ze względu na ten skromny pierwiastek kobiecy, chyba jednak nie. Boję się myśleć, co tam się wyprawia.

      1. No bo to jasno trzeba było zaznaczyć – obóz Japończyków i obóz Chińczyków, wzajemnie rywalizujący i wzajemnie się nienawidzący;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s