„Houston, mamy problem” Katarzyna Grochola

„Houston, mamy problem” Katarzyna GrocholaDo Katarzyny Grocholi i jej prozy żywię dużo ciepłych uczuć. Ogromnym sentymentem darzę „Nigdy w życiu!” – ech, ten nostalgiczne czasy późnego gimnazjum, gdy na szkolnej ławie wraz z towarzyszką skryboliłyśmy namiętne „Adaśko, kochamy Cię” (ołówkiem, rzecz jasna). Skądinąd, później odkryłyśmy napis zwrotny „Ja Was też”, ale wolałyśmy nie drążyć, czy to ideał sięgnął bruku, czy kolega z klasy zrobił głupi kawał. Ale ja nie o tym. Była jeszcze „Osobowość ćmy”, z której nie pamiętam nic, oprócz tego, że mi się podobała, i „Kryształowy Anioł”, co to mnie niezbyt zachwycił. A teraz, fanfary, idą faceci! Nie, to nie Autorka płeć zmienia. Ale głównym bohaterem i narratorem swojej najnowszej powieści czyni… mężczyznę.

Spójrzmy no na delikwenta: Jeremiasz, lat 32. Wcale niebrzydki, ale niespecjalnie życiowo pozbierany. Rozstał się z Martą, którą uważał za miłość swego życia. Z matką dogaduje się o tyle, o ile – za to szczerzą nienawiścią darzy jej psa, Heraklesa, bydlątko pokraczne a złośliwe. Na bułę z masełkiem zarabia jako „przyjedź pan napraw ten telewizor”, ale w głębi duszy i serca jest świetnym operatorem filmowym. Kumpli owszem, posiada, to in plus. In minus za to sąsiadka, pieszczotliwie zwana Szarą Zmorą, która przy każdym dźwięku głośniejszym niż szept wali zapamiętale szczotą w swój sufit, a Jeremiaszową podłogę. Fajnie ma chłopina w życiu, co nie? A to dopiero początek…

To nie jest książka o facetach. To książka o kobietach. I, laboga, jeśli my jesteśmy takie, jak mówi Jeremiasz, to autentycznie tym samcom współczuję… ot, proszę, taki mały drobny przykład:

„Dyskusje dla faceta kończą się fatalnie. Nie mogą [kobiety – JM] pojąć, że jak mówisz: czarne, to myślisz o czarnym kolorze. Nie. One wykonają zaraz sześćdziesiąt operacji myślowych i skonsultują twoją uprzejmą odpowiedź na pytanie: jaki to kolor, z sześćdziesięcioma pięcioma najbliższymi przyjaciółkami, z którymi się zresztą natychmiast pokłócą, i potem weź, człowieku, pocieszaj!”*

Tu zresztą warto nadmienić, że panowie myślą pudełeczkami, a panie preferują model kłębu przewodów (tu szczegóły, obejrzyjcie choć trzy minuty, warto!).

Katarzyna Grochola z wielką swadą pisze raz jeszcze o tym samym: że bez miłości i troski o innych ludzi żyć się nie da. Tym razem całokształt przesłania prezentuje nam mężczyzna, ale sprowadza się do tego samego. I wcale mi to nie przeszkadza: raz na jakiś czas dobrze przeczytać sobie taką mniej zobowiązującą, ale jednak dającą do myślenia książkę. Bardzo mi była taka ostatnio potrzebna.

PS. A fragment o aqua-aerobiku w hotelowym basenie po prostu cud, miód i orzeszki!
PS. Iiii wyzwanie w sumie zaczynamy, “Z półki”, tym razem edycja 2013′!

* Katarzyna Grochola, Houston, mamy problem, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012, s. 353-354.

9 thoughts on “„Houston, mamy problem” Katarzyna Grochola

  1. A rozdział o kręceniu filmu o drzewie na podwórku (chyba lipa) po prostu perełka – warto całą książkę przebrnąć dla tego kawałka

  2. Dla Grocholi rzuciłam Greya i była to decyzja ze wszech miar słuszna! Wzruszyłam się i ubawiłam – mnie też było mi to bardzo potrzebne. Mam wielki sentyment do tej Autorki, a teraz podziwiam Ją za taką zmianę frontu, choć ten „męski” punkt widzenia czasem trochę boli. Do Twojego zachwytu nad scenami z basenu dorzucam swój: „Obok nas usadawia się koło gospodyń wiejskich, za to niemieckich, wszystkie siwe, jakby je złożyć do kupy, to pamietają narodzenie Chrystusa”. Czy coś Ci to przypomina?

  3. I na tę recenzję u Ciebie czekałam. Ciekawa byłam, co sądzisz o Grocholi tak ogółem, i widzę sprzeczność, bo ja z kolei za Grocholą nie za bardzo, z wyjątkiem „Kryształowego Anioła”, za którym Ty nie przepadasz :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s