„Bestiariusz słowiański” Paweł Zych, Witold Vargas

„Bestiariusz słowiański” Paweł Zych, Witold VargasW przerwie między pierniczkami a karpiem udało mi się dokończyć pewną wdzięczną pozycję. Mianowicie zbiór barwnych a mało znanych demonów, upiorów i stworzeń, w które zwykli wierzyć nasi przodkowie. Książkę polecił mi Michał, zapewniając, że warto. Miałam już „Bestiariusz…” raz w łapkach, ale coś nie podszedł w tamtym momencie. Niemniej, poczułam się zachęcona Michałową polecanką – a jeszcze temat interesuje mnie zarówno w ramach przyjemnej lektury, jak i w sferze naukowej (praca magisterska o smokach zobowiązuje). No to hop.

Zych i Vargas na podstawie całej masy różnych dzieł i opracowań przygotowali bestiariusz, który wyróżnia się spośród innych pozycji na rynku dwoma rzeczami: przepiękną oprawą graficzną (każde hasło jest barwnie zilustrowane, oczywiście przez samych Autorów) i dowcipną formą. O, jak choćby tutaj:

„BABA WODNA była postarzoną wersją rusałki, podobnie jak wodna nimfa, żyła nad brzegiem rzek i jezior, pląsając nago w świetle księżyca. Można mieć tylko pewne wątpliwości, czy osiągała równie dobre wyniki w uwodzeniu naiwnych młodzieńców”*

Nie jest to, przyznam, leksykon stricte naukowy i religioznawczo-demonologiczny, ale jako książka do poduszki w sam raz. Czy może niekoniecznie do poduszki, bo jak się człowiek naczyta o tych wszystkich mamunach, strzygach, paskudnikach i południcach, to spać straszno. Polskie wierzenia ludowe zawsze mnie ciekawiły. Oj, mieli fantazję ci nasi przodkowie… ale za to rozwiązywali wiele zagadkowych spraw. Dlaczego, na przykład, po suto zakrapianej imprezie budzimy się zmaltretowani, zgnieceni i wyczerpani? Otóż to sprawka gnieciucha, kotopodobnego stworka, który rozsiadał się na piersiach, zwabiony alkoholem w oddechu śpiącego**.

Na koniec dodam, że do moich ulubieńców należy trusia*** – otóż, okazuje się, że to wielki, kilkunastometrowy wąż, który pomieszkiwał w lasach dorzecza Raby. Wykopywał sobie czasem jamę pod ludzkim domostwem i mścił się, gdy ktoś w pobliżu skrzywdził zaskrońca czy jaszczurkę. A poza tym, potrafił w sobie tylko znany sposób unikać ludzkiego wzroku. I oto „siedzieć cicho jak trusia” nabrało zupełnie innego znaczenia…

* Paweł Zych i Witold Vargas, Bestiariusz słowiański, Wyd. BOSZ, Olszanica 2012, s. 12.
** Tamże, s. 86-87.
*** Tamże, s. 186.