„Homo ludens” Johan Huizinga

„Homo ludens” Johan HuizingaSwego czasu byłam na studenckiej konferencji pt. „Zabawka – czy tylko dla dzieci?”, którą zorganizowało Koło Naukowe Porównawczych Studiów Cywilizacji UJ. Uczciwszy dużą ilość zacnych referatów (od mieczy po Lego), przypomniałam sobie dzięki całemu wydarzeniu o niewielkiej książeczce legendarnego Johana Huizingi. Nieco pożółkłe ze starości wydanie „Homo ludens” stało u mnie na półce przez czas zaiste zbyt długi, ale wreszcie się zmobilizowałam. Kulturoznawcze dzieła lubimy z wielu przyczyn, a tu temat zapowiadał się wielce obiecująco. Podtytuł dzieła brzmi „Zabawa jako źródło kultury” i na tym zasadza się cała treść książeczki.

Zacznijmy od cytatu:

„Zliczmy raz jeszcze wszystko – proponuje Huizinga – co wydaje się stanowić właściwe cechy zabawy lub gry. Jest to działanie, przebiegające w obrębie pewnych granic czasu, przestrzeni i sensu, w widocznym porządku, według dobrowolnie przyjętych reguł, poza sferą materialnej użyteczności czy też konieczności. Nastrój zabawy to odrealnienie i zachwyt (…). Działaniu towarzyszą uczucia uniesienia i napięcia, ono samo zaś powoduje wesołość i odprężenie.”*

Zdziwilibyście się, ile się w tym zmieści. Zabawa, tak na pierwszy „rzut ucha”, kojarzy się nam głównie z dzieciństwem i błogim czasem beztroski. A tu niekoniecznie: bo bawią się wszyscy. Dzieci, dorośli, społeczeństwa pierwotne, współczesne… ludyczne ślady można odnaleźć praktycznie w każdej dziedzinie życia. Nie, nie jest to teoria totalna – Huizinga przyznaje, że kategoria zabawy nie zawiera w sobie wszystkiego – ale przykłady można mnożyć i mnożyć. Czy to w sportowej rywalizacji, czy w dwupartyjnym systemie politycznym w USA, czy w starożytnej muzyce – tak, tam wszędzie odnajdziemy ślad zabawy. Co najważniejsze, podług Autora: kultura nie może istnieć bez treści ludycznej, ba, zabawa jest pierwotna wobec kultury, to fundamentalny duchowy element życia.

Huinzinga to klasyk, a nawet Klasyk przez duże K. Rozmach, z jakim kreśli swoją teorię, zadziwia. Trudno wymienić jednym tchem poszczególne kultury, do których się odwołuje (choć przeważa antyczna Grecja, mnie uradowały wtręty japońskie), tak samo cytowanych autorów, a wszystko podane strawnie, bez zbędnego zadęcia i bełkotu akademickiego. Przyjazna i oświecająca lektura, a Malita czuje się troszkę mądrzejsza.

Jedna uwaga językoznawczo-translatorska: Autor używa określenia spel, co w holenderskim określa zarówno polską „grę”, jak i „zabawę”. Dobrze mieć w pamięci brak tego rozróżnienia w oryginale, jak również czas, w którym książeczka została napisana – 1938 rok. Ciekawa jestem, jak Autor ująłby swoją teorię po II wojnie światowej (rozdział o związkach wojny i zabawy też ma swoje miejsce w „Homo ludens”). Skądinąd pokuszenie się o analizę ludyczności XXI wieku brzmi interesująco, muszę się dokształcić w tym temacie.

PS. Na półce czeka też „Jesień średniowiecza”, którą obiecuję sobie przeczytać w końcu w całości, od deski do deski – a po „Homo ludens” jestem nastawiona bardzo pro.

*Johan Huizinga, Homo ludens. Zabawa jako źródło kultury, przeł. Maria Kurecka i Witold Wirpsza, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 1985, s. 189-190.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s