„Za grzechy ojca” Jeffrey Archer

Czyli część druga sagi rodu Cliftonów. Tu uwaga na marginesie: kto nie czytał części pierwszej, niech zaniecha zagłębienia się w niniejszą recenzję, proszę do niej powrócić po lekturze „Czas pokaże”, powieści skądinąd rewelacyjnej. Niepotrzebne zdradzanie szczegółów może zepsuć radochę z odkrywania dalszych losów naszych ukochanych bohaterów!

A zostawiliśmy ich w dramatycznym momencie. Harry Clifton decyduje się brnąć w pozorowanie swojej śmierci i przyjęcie tożsamości Toma Bradshawa – a w konsekwencji trafia do więzienia za… dezercję. Na sześć lat. Wszystko, by pozwolić ukochanej Emmie zapomnieć i rozpocząć nowe życie. Ale Emma wcale nie da się przekonać o tym, że jej ukochany zginął. Wyrusza do Nowego Jorku na poszukiwania, pozostawiając w Anglii nowo narodzonego synka. Tymczasem wichry II wojny światowej coraz mocniej ogarniają Stary Świat i Giles, brat Emmy i najlepszy przyjaciel Harry’ego, zaciąga się do wojska. Daje popis bohaterstwa, ale co chwilę ociera się o śmierć…

Nie ma co, w drugim tomie też się dzieje. Poznamy też dzieje pozostałych postaci – tak jak Maisie Clifton, matki Harry’ego, czy Hugo Barrington, ojca Milesa i Emmy. Wszystkie Archerowe zagrywki widać też i w tej części, do niezwykle palpitacjogennych należy urywanie rozdziału w najbardziej dramatycznym momencie. O, na przykład:

„Giles (…) rzucił się, by zakryć sobą Batesa, który nie przestawał strzelać do zliżającego się czołu. Ostatnim obrazem, jaki przesunął się Gilesowi przed oczami, był widok Harry’ego szczęśliwie dopływającego w bezpieczne miejsce”*

I bęc, następny rozdział i opowieść z perspektywy innej postaci. Nie było rady i trzeba było czytać prawie że po nocach… no, dobrze, z zarywaniem nocy to przesadzam, ale przyznaję – przegapiłam przystanek, zaczytawszy się podczas jazdy autobusem. Pojechałam o dwa przystanki dalej i wracałam na ten właściwy piechotą, z nosem utkwionym w książce.

Jeffrey Archer, jak wiemy, zachwyca. Mniejsza o to, że powiela pewne fabularne schematy, pisałam już o tym. W tej książce jednak zaczęła mnie irytować jednowymiarowość postaci – Harry, Emma i Giles są tacy święci, pozytywni i dzielni, że aż strach, a Hugo Barrington to szuja w każdym calu. Wiadomo, że dobro zwycięży, a zło zostanie ukarane, tylko… tym razem to przeszkadzało. A przynajmniej bardziej niż w tomie pierwszym. Oczywiście, to nie ostateczne zła ukaranie, bo szykuje się część trzecia – “Best Kept Secret”, premiera w 2013 roku. I będę czekać, ale nie tak znowu przebierając nóżkami.

* Jeffrey Archer, „Za grzechy ojca”, przeł Wiesław Mleczko i Danuta Sękalska, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2012, s. 146.

9 thoughts on “„Za grzechy ojca” Jeffrey Archer

  1. Książkę przeczytałem, więc mogłem zabrać się także za recenzję (mimo lektury pierwszej części wolałem nie ruszać recenzji przed skończeniem drugiej – wybacz). Odkąd zapoznano mnie z Archerem – skądinąd ze Sir Jeffreyem zapoznano mnie u Malitów :) – wczytuje się w jego historie z zachwytem, przede wszystkim nad tym jak pisze (istotnie awesome), jednak saga rodu Cliftonów, a szczególnie ta druga część jakoś tak… no nie lubię seriali… A tu autor taki serial serwuje, fabuła pędzi, obrazy się zmieniają bardzo szybko, no i historia tradycyjnie się urywa. Ja wiem, że trzeba więcej sprzedać, że to strawniejsze, ale Lordzie, nie w tę stronę!
    Ale trzecią część i tak na pewno przeczytam, no bo od tego tasiemca ciężko się oderwać. :)
    I dziękuję za pożyczenie egzemplarza! Odpłacę się jakimś Houellebecqiem – tam to dopiero wartości się mieszają.

    1. Bardzo słusznie, żeś nie czytał recenzji, bo mogłoby Ci to zepsuć lekturę samej książki. Faktycznie, trochę serial, i trochę w kółko to samo, a do tego nie idzie odłożyć książki choćby na minutę. Ech, jak sir J. to robi… czekamy zatem na trzecią część :)

  2. Przeczytajcie Ścieżki chwały. Rewelacja. Przy okazji – zaczynam się martwić co będę czytać gdy przeczytam wszystko tego autora. Co polecacie ?

  3. Nic to, że postaci jednowymiarowe; czasem dobrze jest otrzeć się o taki czarno-biały świat. I jak to się czyta! Do dziś wspominam króciutkie spotkanie z Jeffreyem Archerem na targach książki. Jest takie angielskie słowo, które doskonale opisuje Jego i otaczającą go aurę (chyba nie poszłam po bandzie z tą aurą????) – „awesome”. Powinnam nie lubić ludzi, przy których czuję się malutka, ale Jego wielbię…

  4. Zachęcić do przeczytania nie pozwalając czytać recenzji – to dopiero sztuka :)
    Poszłam po sznureczku i strasznie zapragnęłam przeczytać coś Archera, bo tak o nim piszesz, że mi się wstyd zrobiło, że go jeszcze nie poznałam. Co polecasz najbardziej?

    1. Starałam się uniknąć ze wszech miar zbędnego spoilerowania :)
      Zazdroszczę Ci, że jeszcze nie znasz Archera! Na dobrą sprawę, co nie weźmiesz, to dobre. Do moich ukochanych należą „Złodziejski honor” i „Więzień urodzenia”, ale palmę pierwszeństwa dzierży „Córka marnotrawna” (to druga część „Kane’a i Abla”). Jest w czym wybierać :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s