„Ślimacze opowieści II. Miłość i patologia” Ilona Myszkowska, Marcin Krzysiak

Że co, że komiks? Też się czyta. A raczej czytuje, bo nie jestem specjalną entuzjastką komiksów. Owszem, kiedy śledziłam zagraniczne a fantastyczne, ubóstwiałam też „Zits”, ale teraz regularnie odwiedzam tylko jeden – „Chata Wuja Freda”. Niefantastyczny. Polski (dobre, bo nasze!). Komiks, do którego naprawdę pasuje nadużywane przeze mnie określenie „epicki”.

Ilona aka Kobieta-Ślimak od trzech lat bez mała komiksowuje w sieci, dzieląc się ze stale rosnącą rzeszą czytelników swoimi mniej lub bardziej patologicznymi przemyśleniami na temat życia, śmierci i innych takich błahostek. Nieustannie zadziwia mnie trafność niektórych odcinków, tzn. ich przystawalność do mojej rzeczywistości – jak choćby mój najukochańszy odcinek o nożyczkach w szufladzie albo o fryzjerze. Och och jakie to tró/prawdziwe.

Kiedy przedwczoraj w paczce przyszły „Ślimacze Opowieści II” tudzież grube wydanie odcinków internetowych na papierze, moja dusza uradowało się wielce. Pochłonęłam obie rzeczy w trymiga, obśmiewając się jak norka. Na „Ślimacze…” składają się krótsze i dłuższe komiksy, takie dwukadrowe i takie kilkustronicowe. Moim osobistym faworytem jest „Z kamerą wśród świrów: kupujemy buty”, jednostronicowy komiks, który zawojował moje serce. Tu spoiler: nawet jeśli odnaleziony but będzie odpowiedniego kształtu, koloru, rozmiaru i ceny, to nie wszystko – kobieta musi czuć z nim więź emocjonalną… Słownie może nie brzmi to zbyt dobrze, niemniej obrazkowo wypada genialne. I już wiem, dlaczego od dwóch tygodni nie mogę kupić odpowiednich butów. „Horrory, których nie było” – świetny koncept. Najmniej podobały mi się obrazki zwierzątków patologicznych („To jest Patyczak Svenson. Stać go na zapłacenie wszystkich podatków, ale i tak oszukuje skarbówkę. Dla zasady”) – jakoś… nie przystają do całości.

Kobieta-Ślimak jest mistrzynią w ciętym a trafnym przelewaniu zwykłych codziennych sytuacji (ale nie tylko) na obrazki i dymki z tekstem. Choć nie przebiera w słowach, a rysunki są czarno-białe, to całokształt wypada – otóż właśnie – epicko. Zachwyca mnie również idiolekt Ilony i jej wybranka, Buca-Bez-Empatii vel Marcina; zwroty typu „dobsz”, „umrzyj”, „omajgad” przyswoiłam bezproblemowo.

Nie będzie się to podobało wszystkim: bo wulgarne, bo krzywe, bo niesmaczne, a w ogóle komiksy są złe. Mnie ten typ humoru odpowiada i wierną fanką pozostaję. Kobieta-Ślimak (i BBE) ftw, a ja idę sobie jeszcze poczytać „Ślimacze”.

A zdjęcie stąd.

2 thoughts on “„Ślimacze opowieści II. Miłość i patologia” Ilona Myszkowska, Marcin Krzysiak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s