„Marketing narracyjny” Eryk Mistewicz

Nowa to tematyka u Mality na blogu, owszem. Do marketingu raczej mi daleko, ale horyzonty poszerzać trzeba, a że książka została mi polecona i pożyczona – nic, tylko zasiąść i czytać.

Eryk Mistewicz, konsultant polityczny, publicysta i marketer, prezentuje na nieco ponad dwustu stronach swoją autorską koncepcję marketingu narracyjnego. Całość w myśl mądrości Indian Hopi: „Ten, kto opowie świat, ten nim rządzi”*. Idzie z grubsza o to, że w zalewie informacji i przy terabajtach danych niezwykle trudno jest skupić uwagę odbiorcy na konkretnym produkcie/idei/polityku. To już nie marka, logo czy brand zapadają w pamięć, ale opowieść. Narracja staje się dla Mistewicza głównym środkiem promocji. Znajdziemy tu również parę słów o mediach i internecie oraz trochę zatrważających wieści o niebywałym ogromie wiedzy, która się zwiększa i zwiększa. Nigdy wcześniej w historii przyrost informacji nie był tak szybki i gwałtowny.

Co mi nie pasowało? Za dużo teorii, za mało przykładów. Konkretnych opowieści. Irytowało mnie też nagromadzenie powtórzeń i mówienie tego samego kilkakrotnie. Dość powiedzieć, że wyżej wymieniona mądrość Indian Hopi została powtórzona – zapewne dla lepszego efektu – pięciokrotnie na całej przestrzeni książki. Z dwustu stron upajającego się własnym brzmieniem słowotoku zredagowałabym kilkunastostronicowy esej. Czyż to nie sam Autor zaleca, by potrafić streścić swoją narrację w trzydziestu sekundach, podczas podróży w windzie? Less is more, w tym przypadku. Byłoby bardziej strawne.

Dołączam do zarzutów też cytacjonizm i nagromadzenie odwołań do dziesiątek specjalistów i badaczy. Czułam się przytłoczona ilością nazwisk, z których lwią część widziałam po raz pierwszy (ale to też może być wina mojego nierozeznania w temacie, nie upieram się). Plus błędy redakcyjne – jak już się odwołujemy do wydanej w Polsce książki, to przecież podaje się polski tytuł, hmm? Czyli „Mdłości”**, nie: „La Nausée”.

Nowatorski za to jest pomysł na okraszenie poszczególnych rozdziałów multikodami, prowadzącymi do specjalnie przygotowanych zawartości multimedialnych. Czyli: skanujesz i słuchasz sobie np. fragmentu z forum ekonomicznego w Krynicy***. Fajna zabawka, problem w tym, że nie posiadam żadnego urządzenia, którego umożliwiłoby mi interakcję z książką. Ale może to te przykłady, których mi zabrakło…?

Oddajmy jednak sprawiedliwość koncepcji – ma w sobie dużo racji. Marketing narracyjny jest ciekawy też dla mnie jako kulturoznawczyni, bo pokazuje, że także we współczesnym świecie człowiek nieustannie potrzebuje opowieści, mitu, archetypu, który pozwoli mi się zakorzenić. Albo zapamiętać konkretny produkt – zależnie od intencji narratora. Niemniej, koniec końców – najwyraźniej to nie mój typ literatury.  Ale moje horyzonty czują się poszerzone.

PS. A podziękowania za pożyczenie książki należą się Majestatowi.

* Eryk Mistewicz, „Marketing narracyjny”, One Press, Wydawnictwo Helion, Gliwice 2011, s. 218.|
** Tamże, s. 52.
*** Tamże, s. 14.

2 thoughts on “„Marketing narracyjny” Eryk Mistewicz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s