„Dracula” Bram Stoker

Tak, naprawdę jeszcze tego nie czytałam. Jeśli idzie o „Draculę”, dokonałam małego odstępstwa od świętej zasady „najpierw książka, potem ekranizacja” – film Coppoli z Garym Oldmanem, Keanu Reevesem i Winoną Ryder widziałam już dawno. W międzyczasie próbowałam zdobyć powieść Stokera, ale wiecie, jak to jest w Jagiellonce – nie widzi się książek, które się zamawia. Dopiero przy odbiorze okazało się, że pożyczyłam „Drakulę Brama Stokera”, album dla dzieci… Odpadłam. Ale skoro już mam powieściowe podstawy historyczne, doszłam do wniosku, że spróbuję jeszcze raz.

Tchnącą demonicznością pra-opowieść o hrabim rodem z Transylwanii znają WSZYSCY. Wampir-krwiopijca to chyba jedna z najbardziej znanych postaci popkultury, święcąca triumfy dawniej i dziś. Skądinąd ciekawa jest przemiana wampirycznego bohatera – od diabolicznego zabójcy po mrocznego kochanka. Wampiry już nie straszą, wampiry się kocha (saga „Zmierzch” Stephenie Meyer, „Pamiętniki wampirów” L.J. Smith), z wampirami się sypia („Czysta krew” Charlaine Harris), chodzi do szkoły (cykl „Dom Nocy” P.C. Cast + Kristin Cast). Wymieniać można długo i wyraźnie, ale na dobrą sprawę to właśnie hasło „Dracula” wprowadza nas w temat. Nawet nie o to chodzi, że to pierwsze literackie entrée wampira – raczej hrabia z Transylwanii stał się ojcem chrzestnym wszystkich późniejszych wampirów. Ale ja tu już o zapleczu kulturowym, a jeszcze nie pora.

Anglia królowej Wiktorii pod koniec XIX wieku. Jonathan Harker, młody prawnik, wyrusza w podróż do odległej Transylwanii, by pomóc tamtejszemu arystokracie, hrabiemu Draculi, przenieść się do Anglii. Mroczne zamczysko szybko okazuje się więzieniem, a gospodarz postacią wielce groźną i tajemniczą. Słusznie ostrzegali Harkera okoliczni mieszkańcy… czy uda się mu uciec? Tymczasem w Anglii narzeczona Jonathana, Mina, wraz ze swoją przyjaciółką Lucy przebywa w Whitby, malowniczym nadmorskim miasteczku. Ich spokój kończy się, gdy u wybrzeży rozbija się rosyjski statek, którego załoga w niewyjaśniony sposób zaginęła. Wkrótce Lucy zapada na zagadkową chorobę. Doktor Seward, zakochany w Lucy, nie potrafi jej wyleczyć i prosi o pomoc swojego nieco ekscentrycznego kolegę po fachu, Abrahama van Helsinga. I tak kroczek po kroczku zaczyna się polowanie na nieumarłego, z porywającym pościgiem i wielkim finałem w ostępach Transylwanii.

Koncept przedstawienia historii jest dość ciekawy, bo czytelnik zapoznaje się wyłącznie z różnymi źródłami pisanymi: dziennik Miny, Jonathana, doktora Sewarda, Lucy; są też listy, wycinki z prasy, notatki, telegramy. Sam Dracula niewiele się odzywa – tylko w początkowej relacji Jonathana – a jego losy poznajemy niejako z drugiej ręki, gdy pozostali bohaterowie podejmują się jego eksterminacji i opisują w pamiętnikach kolejne zebrania, narady i przedsięwzięcia. Nieuchwytne niby widmo wciąż straszy, ale jakoś tak… pośrednio.

Abstrahując od figury wampira i jej ewolucji, zastanowił mnie też wątek genderowy. W „Draculi” pojawiają się dwie kobiece bohaterki (nie licząc drugo-, albo i trzecioplanowej trójki wampirzyc): Lucy i Mina. Obie są wdzięczne, urocze, cnotliwe do bólu, kochane, nadobne – innymi słowy, w każdym calu reprezentują wiktoriański ideał. Parę razy zgrzytnęłam zębami, zżymając się na ten ideał, zwłaszcza przy peanach van Helsinga w stylu „Ach, niezrównana pani Mina! Umysł ma jak mężczyzna – a raczej jak mężczyzna obdarzony bystrym umysłem – a do tego serce kobiety”*. Schemat jest dość prosty: oto Zły Wampir, krwiożercza bestia, niepokalana dama i ekipa dzielnych mężczyzn („Jak kobiety mogłyby nie kochać mężczyzn, skoro są tak mężni, szczerzy i gorliwi!”**, zachwyca się Mina), których misją jest ochrona wyżej wymienionej i sprzątnięcie upiora. Nie chodzi o to, że mam Stokerowi za złe, takie czasy, ale po stu latach bez mała czarno-biały podział trochę już trąci myszką. Ja osobiście wolę postaci skomplikowane, z problemami, a tu wszyscy tacy „skrajni”. Co nie zmienia faktu, że jak na wiekową (nomen omen!) powieść „Dracula” naprawdę intryguje. Przebijanie się przez kolejne strony dzienników wydaje się początkowo żmudne, ale daje wszechstronny ogląd sprawy. Na plus zapisuję też świetne esejo-posłowie Macieja Płazy***, który skupia się na Drakuli jako konstrukcie historyczno-kulturowym. Innymi słowy, dobrze czasem wrócić do źródeł.

* Bram Stoker, „Dracula”, przeł. Magdalena Moltzan-Małkowska, wyd. Vesper, Poznań 2011, s. 254.
** Tamże, s. 377.
*** Maciej Płaza, „Dracula – nieśmiertelne przekleństwo pożądania”, [w:] Bram Stoker,  „Dracula”, przeł. Magdalena Moltzan-Małkowska, wyd. Vesper, Poznań 2011.

4 thoughts on “„Dracula” Bram Stoker

  1. Mnie sie podobal tylko poczatek, na zamku hrabiego (za to podobal bardzo!) – reszta byla dosc irytujaca. Rzeczywiscie, te drewniane, czarno-biale postacie – poza tym akcja mnie coraz bardziej nudzila, a przy finale juz calkiem ziewalam ;-)).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s