„Ogrody księżyca” Steven Erikson

Pracowicie nadrabiam klasykę fantastyki. Po troszku, po kawałeczku, brnę – ale do przodu. O „Malazańskiej księdze poległych” słyszałam nieraz, brzmiało obiecująco. Niestraszne mi kilkunastotomowe cykle, ani tym bardziej grube poszczególne części. Zupełnie nowy świat, nowe rasy, mapa, te sprawy – pewnie, bardzo lubię high fantasy. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności wpadła mi w łapki pierwsza część cyklu o Imperium Malazańskim – „Ogrody księżyca” (i z góry dziękuję Piotrkowi za pożyczenie). Jeee, będą smoki i inne fajne!

O czym toto? Ech, i tu zaczyna się problem. Bo można stwierdzić, że to powieść o podbojach Imperium Malazańskiego i w zasadzie wystarcza to za zarys fabuły. Gdyby jednak próbować rozpisać się na poszczególnych bohaterów, och, to już wyzwanie. Cała zgraja czarodziejów, żołnierzy, agentów, alchemików, spiskowców, zwierząt, bóstw daje się ogarnąć dopiero po długim czasie. Albo wcale. Przyboczna Lorn, kapitan Paran, czarodziejka Tattersail, władca Odprysku Księżyca (och och jakaż nazwa!) Anomander Rake, sierżant Sójeczka, rekrutka Żal, mag Loczek, mag Tayschrenn, wielka pięść Dujek, a jeszcze nie dotarliśmy do połowy książki – będzie jeszcze cała ekipa z Darudżystanu… Porównując choćby z „Grą o tron” (gdzie również występuje sytość i obfitość postaci), naprawdę trudno było poukładać sobie, kto, co i po co.

Mam jeszcze jeden zarzut: mianowicie, nie przepadam za tak jawną i nachalną ingerencją bóstw. To kwestia gustu – po prostu czuję, że „naturalny” (przy wszystkich magach i smokach) porządek rzeczy zostaje zakwestionowany. Dwukrotnie byłam przekonana, że dany bohater zginął, a jednak powrócił sprzed bramy Kaptura (tak, to bóg śmierci). Ilość ascendentów, ścieżek i grot (skomplikowana teoria magii Eriksona po głębszym zastanowieniu jest jednak dość logiczna) trochę mnie przerosła. Bez glosariusza niechybnie bym się pogubiła i wielokrotnie straciła wątek.

Mniej więcej w jednej trzeciej lektury ostrożnym, acz nieco zrezygnowanym tonem powiedziałam Piotrkowi , że nieco mi się dłuży. Na co Piotrek, że bez paniki – dwunasty tom już naprawdę wciąga :) Niepomna na tę entuzjastyczną zachętę, zaparłam się i skończyłam. Gryzłam kartki, metaforycznie rzecz ujmując, ale dotarłam byłam do ostatniej strony. Nie lubię nie kończyć książek. I wiecie co? Podejmuję wyzwanie drugiej części. Aż do dwunastej.

4 thoughts on “„Ogrody księżyca” Steven Erikson

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s