„Woal” Ana Veloso

Z książek okołowakacyjnych szczególnie cenię sobie opasłe powieści historyczne. Z reguły odkładam je sobie „na deser” każdego wyjazdu. A że ostatnio miałam ochotę na coś w indyjskim klimacie, to „Woal” był jak znalazł (zresztą, jeszcze mnie czeka inna rzecz w tym stylu, „Zapach drzewa sandałowego”). Nic, tylko umościć się wygodnie i czytać. I przenieść się do Goa.

Goa to obecnie jeden z najpopularniejszych rejonów turystycznych Indii – bajeczne plaże! Jednak 400 lat temu tereny te były znane Zachodowi głównie jako kolonia portugalska, odalona o wielomiesięczną podróż statkiem. I właśnie do portugalskiego Goa udajemy się z młodym szlachcicem, Miguelem Ribeiro Cruzem. Miguel, młodszy syn bogatej familii, ma dopilnować rodzinnych interesów (a przy okazji zniknąć na jakiś czas z rodzinnej Lisbony, niesłusznie oskarżony o wplątanie się w skandal obyczajowy). Poznaje zwyczaje kolonii, dogląda biznesu i… oczywiście się zakochuje. Wystarczyło mu jedno spojrzenie na tajemniczą damę, owiniętą w tytułowy woal. I tu otwiera się przed nami drugi wątek powieści, historia pięknej dony Amby. Jej trudne losy zaczynają się w odległym Radżastanie, gdy jako mała dziewczynka traci ukochanych rodziców. Wiele będzie musiała przejść, ale w Goa odnajdzie spokojną przystań. Na wszelki wypadek jednak ukrywa twarz za zasłoną, by nikt jej nie rozpoznał – i wszyscy gubią się w domysłach, czy to z uwagi na wyjątkową urodę, czy wyjątkową brzydotę. Jedno jest pewne – Miguel Ribeiro Cruz nie spocznie, dopóki nie pozna tajemnicy dony Amby.

Przyznaję, że brzmi nieco melodramatycznie, ale to bynajmniej nie jest błahe romansidło. Można się wiele dowiedzieć o samym Goa, bo Ana Veloso barwnie odmalowuje tamte czasy (nb. czy wiecie, że goździki to wysuszone pąki kwiatowe? Ja nie wiedziałam). Do tego będą intrygi kupieckie do wyjaśnienia (kto okrada okręty Ribeirów w drodze z Goa do Lisbony?), niechciane zaręczyny (ech, biedna Isabel…) oraz hiszpańska Inkwizycja – a Inkwizycja dodaje pewnego smaczku i dreszczu emocji do każdej fabuły. Ogólnie, czyta się świetnie, trudno nie lubić Miguela, a postać Amby jest wręcz fascynująca. Naprawdę dobra rzecz, nie tylko na wakacje.

PS. Tylko jedno mam zastrzeżenie, hmm… graficzne. Znakiem rozpoznawczym Amby są szmaragdowozielone oczy – a dama na okładce jest ciemnooka. Mogliby się już trzymać jednej linii :)