„Wciąż mnie prześladują” Jennifer Lee Carrell

Klimaty okołoszekspirowskie lubię bardzo – o ile nie są specjalnie obrazoburcze (film „Anonymus” mnie trochę poirytował, ale na chłodno oceniam toto jako intrygującą interpretację). Jennifer Lee Carrell popełniła wcześniej „Szyfr Szekspira”, powieść o zaginionej sztuce trzęsi-włóczni ze Stratfordu. Dzielna Kate Stanley, szekspirolożka i reżyserka teatralna, podejmuje próbę odnalezienia owej sztuki – rękopisu „Cardenia”. Będą i tajemnicze zabójstwa, i miłość, i wielka tajemnica.

Tym razem również spotykamy Kate Stanley, a klimat szekspirowski zapewnia nam „Makbet”. Kate otrzymuje propozycję wystawienia sztuki, ale to będzie niezwykła adaptacja: niedaleko ruin autentycznej warowni szkockiego króla (bądź co bądź, Makbet to postać historyczna) i osławionego lasu Birnam. Wszystko to pod auspicjami lady Nairn, gospodyni dworu Dunsinnan (też brzmi znajomo, prawda?), która pragnie oddać hołd swemu niedawno zmarłemu mężowi. Kate decyduje się wziąć udział w przedsięwzięciu i przybywa do Szkocji. Na miejscu zostaje ostrzeżona, by nie wchodzić na pobliskie wzgórze, gdzie znajdują się rzeczone ruiny – można się domyślić, że pierwszego dnia wybiera się tam na spacer. Oczywiście, odnajduje tajemniczy nóż z runiczną inskrypcją, stanowiący pierwszą wskazówkę do rozwiązania Wielkiej Szekspirowskiej Zagadki. Wkrótce zaczynają ginąć aktorzy, którzy mieli wziąć udział w przedstawieniu. A dlaczego? Wiadomo, idzie o kolejny rękopis – oryginał „Makbeta”, dużo mroczniejszy i bardziej, hmm… „magiczny” niż oficjalna wersja. Do kompletu będzie Wicca, romans i kolejne morderstwa.

Już po moim lekko ironicznym tonie można dojść do wniosku, że nie jestem specjalnie zachwycona. O ile „Szyfr Szekspira” jeszcze trzymał fason, to tutaj Autorka dla mnie nieco przesadziła. Ja wiem, spiskowa teoria dziejów, ale ta intryga jest po prostu słaba. Lektura niespecjalnie wciąga, postaci są płytkie, a wątki „magiczne” podane w nadmiarze. Jak to mówią, co za dużo, to niezdrowo. Szkoda, bo przecież Szekspir to samograj. To samo „Makbet”…