„Kocie furtki i pułapki na myszy” Harry Oliver

Niewielka książeczka z podtytułem „Skąd się wzięły zwyczajne (i niezwykłe!) przedmioty w naszym życiu?” to chyba ostatnia z moich zdobyczy z zeszłorocznych Targów Książki w Krakowie, która zalegała na półce w oczekiwaniu na wolną chwilę. A raczej na kilka wolnych chwil, gdyż nie jest to rzecz do przeczytania „na raz”.

Całość składa się z półstronicowych historii najróżniejszych przedmiotów z życia codziennego. Mało się zastanawiamy nad ich pochodzeniem – ok., ja się nie zastanawiałam, skąd się na przykład wziął wąż ogrodowy czy otwieracz do konserw. W każdym razie, Autor się zastanowił, zebrał informacje, a potem w przyjazny użytkownikowi sposób przekazał rezultat poszukiwań. Po drodze dzieli przedmioty na sekcje: w domu, w biurze, w łazience, zdrowie i lekarstwa, napoje, grzeszne przyjemności… Będzie wszystkiego po trochu, od nici dentystycznej, przez pluszowego misia, po Coca-Colę. Nie ma się co rozpisywać nad treścią: po prostu krótkie opowiastki, faktograficzno-anegdotyczne, coś, co w fachu dziennikarskim zwykło zwać się „michałkami”. Mnie osobiście najbardziej ubawiła tytułowa kocia furtka – Issac Newton zasłużył się tylko w dziedzinie fizyki, jak widać! Ale nie zalecam jako ciągłej lektury, lepiej aplikować sobie po kilka przedmiotów na raz, albo po jednym dziennie – niekoniecznie w masie, bo wszystko się zleje w jeden wielki przypadkowy wynalazek. W każdym razie, sympatyczna rzecz.

PS. W międzyczasie nabyłam podobną książkę tegoż Autora, „Czarne koty i Prima Aprilis” (o przesądach i nie tylko), czeka na wolną chwilę. A raczej na kilka wolnych chwil.