„W służbie Cromwella” Przemko Maria Grafczyński

Znacie moje uwielbienie dla powieści historycznych, a już zwłaszcza tych o Anglii. Więc gdy – dla odmiany – przy remoncie znalazła się kolejna książeczka, nie było opcji nie czytać. Zwłaszcza, że to raczej broszurka, ledwie 220 stron. Opis na okładce obiecywał awanturniczą powieść płaszcza i szpady: „dynamiczna akcja, zręczna fabuła i dobra dawna polszczyzna”*. Wyznam, że do literatury płaszcza i szpady mam spory sentyment od czasów „Kapitana Fracasse’a”. Co prawda niejasne jest dla mnie, jak atutem tekstu o Anglii ma być „dobra dawna polszczyzna”, ale mniejsza o to.

Miało być awanturniczo, jest i awanturnik: Julian de Villard, francuski szermierz doskonały, honorowy, dumny, oddany sprawie i skory do bitki. Jego olbrzymia postać wzbudza respekt u wszystkich przeciwników, niektórzy wręcz posądzają go o pakt z diabłem. Ucieka z Bastylii i udaje się do Anglii, by tam, jak tytuł głosi, służyć Cromwellowi. Odrobinkę się rozczarowałam, bo wpierw sądziłam, że idzie o Thomasa Cromwella, doradcę Henryka VIII Tudora, a to jednak Olivier Cromwell, lord protektor czasów Wielkiej Rewolucji Burżuazyjnej (tak, co to króla Anglii ścięli). Tak czy tak, rzecz dzieje się w czasach, kiedy to parlament usiłował napomnieć króla, coby zachowywał się jak należy (do dziś mam w pamięci z lekcji historii w liceum ten „grożący palec narodu”). Grubo upraszczając, Karol I Stuart mówi „o nie”, wywiązuje się wojna domowa. Inteligentny i zdolny Cromwell, wybitny polityk, odnosi sukcesy na polu walki, tworząc specjalne oddziały, a pomaga mu w tym de Villard. I tak dążą i dążą do zwycięstwa, a gdy je osiągają, to fabuła się urywa. Bum. Akurat wolałby czytać o tym, co się działo po wygranej wojnie…

Przepraszam, ale nuda. To był raczej zbeletryzowany zapis kampanii wojennych, a przebieg bitew zajmuje grubo ponad pół książeczki. Zresztą ciekawe, jak „wyewoluowała” powieść historyczna: teraz pojawia się mnóstwo książek o kobietach (pisanych w dużej mierze przez kobiety), a dawniej, mam wrażenie, szło raczej o bitwy, dzielnych rycerzy, honor i władzę. „Heeej, szable w dłoń…”. Taka luźna uwaga na marginesie. A co do książki – już doczytywałam na siłę, żeby tylko skończyć. Nawet wierność do chwili ostatniej Juliana de Villarda mnie nie ruszyła.

*Przemko Maria Grafczyński, „W służbie Cromwella”, Wydawnictwo Lubelskie, Lublin 1980.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s