„Czerwona królowa” Philippa Gregory

Przydługiego wstępu nie będzie, bo wiecie, że lubię Philippę Gregory i tematykę, którą się zajmuje. Ostatnio była „Biała królowa”, wiec pora na kobietę z opozycyjnego rodu – Lancasterów, a dokładniej Beaufortów, Małgorzatę. Nie będę się zagłębiać zbytnio w rozwój fabuły, tylko skreślę kilka słów komentarza.

Druga część cyklu „Wojna kuzynów” przedstawia wydarzenia bratobójczej Wojny Dwóch Róż właśnie z perspektywy Małgorzaty Beaufort. Już sam pomysł, przyznam, jest oryginalny: to cały czas ta sama akcja, tylko z drugiego „narożnika”. I o ile w poprzednim tomie kibicowałam Yorkom – trudno było nie lubić Elżbiety – to w tym znajduję też nieco zrozumienia dla przeciwnej ekipy. Choć trzeba przyznać, że obydwie rodziny są opętane żądzą władzy – czy raczej ich poszczególni przedstawiciele. Sama Małgorzata, obsesyjnie pobożna i marząca o klasztorze, zostaje dość obcesowo sprowadzona do roli – przepraszam, ale naprawdę – klaczy rozpłodowej. Jej rolą jest urodzenie dziedzica, i to jak najszybciej, żeby Lancasterowie mieli jeszcze jedną kartę w dłoni i mieli kogo osadzić na tronie. Dlatego nasza bohaterka poślubia dwa razy starszego od siebie mężczyznę i wyjeżdża do odległej Walii, niczym na wygnanie. Jej mąż to Edmund Tudor, syn Katarzyny de Valois – głównej bohaterki „The Crown in the Candlelight”. Niespełna dwa lata po ślubie Małgorzata rodzi syna – ma wtedy niecałe czternaście lat. Szybko wdowieje, wychodzi ponownie za mąż, spiskuje i wychowuje syna na władcę, wdowieje, wychodzi za mąż, spiskuje… i tak nieustannie, przez całą Wojnę Dwóch Róż.

Czyli: raz jeszcze mamy wątek dziewczynki, która dla honoru i ambicji swojej szlachetnej rodziny (patrz na przykład Katarzyna Medycejska) musi wyjść za mąż i urodzić dziedzica. Czym się od pozostałych Małgorzata Beaufort, primo voto Tudor, secundo voto Stafford, tertio voto Stanley? Otóż Małgorzata jest wręcz opętana wizją osadzenia swego syna na angielskim tronie. Nie cofnie się przed niczym – małżeństwami z rozsądku, spiskami, potajemnymi morderstwami (to tylko prawdopodobnie), intrygami i ożenieniem syna z córką znienawidzonej rywalki, Elżbiety York, Białej Królowej. Co najważniejsze, Małgorzata jest święcie przekonana, że sam Bóg na niebiosach powierzył jej misję i to Jego wolą jest, by jej jedynak założył koronę. Ociera się to dla mnie o świętokradztwo, ale Małgorzata wie lepiej. Poświęca wszystko dla jednego celu.

I może przez to nie było łatwo ją polubić. Ta zimna konsekwencja w działaniu, pewne wyrachowanie i heretyckie przekonanie o własnej nieomylności. Koniec końców, to jednak  postać niezwykła i Philippa Gregory raz jeszcze pokazuje jej mniej znaną stronę. Więc dla wszystkich wielbicieli tego typu powieści – polecam jak najbardziej.

Aha, jeszcze jedno. Syn Małgorzaty to Henryk VII Tudor. Król Anglii.

2 thoughts on “„Czerwona królowa” Philippa Gregory

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s