„Korona śniegu i krwi” Elżbieta Cherezińska

Nie daj Boże zjazd piastowski, mawiają u Cherezińskiej książęta z piastowskich rodów. Zjazd piastowski równa się kłótniom, niesnaskom, a często i potajemnym morderstwom. Stawka jest wysoka: władza i zjednoczenie kraju – ale pod czyim berłem?

Ustalmy na wstępie jedno: od zawsze miewałam problemy z historią Polski. Im bliżej współczesności, tym większe – ale i tak Piastowie nie cieszyli się jakoś moją szczególną sympatią. A już rozbicie dzielnicowe… tych książątek, tych księstw, tych ziem, tych rodów… nie wchodziło mi to nigdy. Przemysł II? No, to ten, co się koronował, a i tak go zamordowali. Więc do powieści podchodziłam dość nieufnie.

Rzecz zaczyna się w połowie wieku XIII, kiedy to ziemie polskie od lat tkwią w impasie Wielkiego Rozbicia. Każdy chce ugrać coś dla siebie, nieliczni myślą o zjednoczeniu kraju pod rządami jednego króla – ale czy ma to być Przemysł II, czy Wacław II, a może Henryk wrocławski? Brandenburczycy z jednej strony, Habsburgowie z drugiej, Przemyślidzi z trzeciej, a sami Piastowie nie potrafią dość ze sobą do ładu. Do tego jeszcze nieliczni wyznawcy słowiańskich kultów pragną przywrócić swojej religii dawny blask (czytaj: pogańskie wtręty fantastyczne). Niejako głównym bohaterem „Korony…” jest Przemysł II, który z ambitnego i popędliwego podrostka wyrasta na rozważnego króla Polski, ale oprócz Przemysła poznajemy całą gamę innych postaci z historii: Piastów Starszej i Małej Polski, Gryfitów, Askańczyków, Zarembów…

W dobrych powieściach historycznych lubię to, że mimo, iż wiem, jak się skończy, to jednak fabuła potrafi mnie zaskoczyć, zachwycić, wciągnąć. „Korona…” momentami była na to zbyt przyciężka, choć kiedy po tych 400 stronach bez mała się wciągnęłam, to już było lepiej. Na plus zaznaczam to, że Cherezińska przedstawia Polskę okresu Wielkiego Rozbicia z budzącym podziw rozmachem. Postaci wydają mi się rzetelnie odmalowane – do moich ulubieńców należy arcybiskup Jakub Świnka, Władziu zwany Karłem (tak tak, to Łokietek) i małżeństwo Bolesław V plus święta Kinga (ach, ten leciwy dowcip: „dlaczego Kinga była święta?” „Bo Bolesław był Wstydliwy”) – ci ostatni naprawdę byli przednio i dowcipnie opisani. Co prawda dłuższą chwilę mi zajęło dokładne poukładanie sobie wszystkiego, kto jest kim z mniej czołowych postaci (dopiero w połowie książki odkryłam zestawienie rodów i drzewa genealogiczne, umieszczone na jej końcu…) i jaki ma interes. Obawiam się, że czytelnicy z mniejszym zamiłowaniem do historii – historii Polski zwłaszcza – po prostu przez tę powieść nie przebrną. I szkoda, że rzecz kończy się zaraz po śmierci Przemysła – bo początkowo sądziłam, że dobrniemy do roku 1320 i jednak Mały Książę Władziu ugra swoje. To najwyraźniej temat na kolejny tom. Koniec końców: powieść dla wytrwałych. Wytrwałam… i chyba zaczęłam nawet lubić Piastów. Co Autorka może sobie poczytać za niewątpliwy sukces.

PS. „Koronę śniegu i krwi” obwołaną polską „Grą o tron”. Taka mnie refleksja naszła, że chronologicznie i zgodnie z historią, to raczej „Gra o tron” to prędzej Wielkie Rozbicie w Westeros ;) porównanie Władysława Łokietka z Tyrionem Lannisterem wydaje się ciut obrazoburcze, ale jednakowoż nasuwa się samo…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s