„Czterdzieści zasad miłości. Powieść o Rumim” Elif Shafak

To już druga powieść Elif Shafak, która gości na moim blogu, ale tym razem długo mi zajęło, żeby zasiąść i skreślić kilka zdań na jej temat. Cały czas się nie mogę pozbierać po lekturze – tak bardzo mnie poruszyła.

Jest więc Szams i Rumi. Ella i Aziz. Przeznaczeni sobie wzajem. A dokładniej, na planie historycznym Moulana Dżalaloddin Rumi, trzynastowieczny uczony, a później mistyk, sufi, założyciel zakonu tańczących derwiszów. I Szams, Słońce z Tebrizu, wędrowny derwisz, człowiek, który mówi to, co myśli, bez względu na konsekwencje – obydwaj to postaci autentyczne. I na planie współczesnym Ella, uporządkowana gospodyni z pozornie perfekcyjnym życiem, która recenzuje książkę „Słodkie bluźnierstwo”. I Aziz Z. Zahara, autor tej powieści, mężczyzna tajemniczy, odległy… a jednak tak bliski.

Opowieść toczy się dwutorowo (w XIII i XXI wieku) i pokazuje drogę, którą pokonują Rumi i Szams, Ella i Aziz. Zbliżają się do siebie wbrew przeciwnościom losu i ludziom, którzy stoją im na drodze. Ella wczytuje się coraz bardziej w egzotyczny świat Rumiego i Szamsa, odkrywając tytułowe czterdzieści zasad miłości, ułożonych przez derwisza z Tebrizu. Poznaje kolejne fascynujące postaci – nieszczęśliwą prostytutkę, Różę Pustyni, żonę, synów i przybraną córkę Rumiego, jego przeciwników i wielbicieli – a nade wszystko tego, który spisał ich dzieje. Starannie poukładany świat Elli runie, gdy dotrze do niej, jak bardzo nieszczęśliwe i puste jest jej życie. A czy będzie miała odwagę, by stawić czoło prawdzie o sobie – tego już nie śmiem zdradzić.

Książka klimatem nieco przypomina mi „Alchemika” Paolo Coelho (ale to pozytywne porównanie, bo „Alchemik”, jedyna książka Coelho, jaką czytałam, podobał mi się bardzo) – patrz dużo aforyzmów (ale nienachalnych) i podobna atmosfera filozoficzno-egzystencjano-religijna, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Tańczących derwiszy jakoś przez dłuższy czas nie mogłam zrozumieć – a dwukrotnie w ramach moich studiów miałam zajęcia poświęcone sufizmowi . Ich powolne gesty raczej nużyły niż upajały mistyką, ale teraz mam dla nich nieco więcej zrozumienia. I czuję, że „Czterdzieści zasad miłości” będzie powieścią, do której będę wracać nieraz, zakreślając na marginesie ulubione cytaty. Polecam z całego serca.