„Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” Jonas Jonasson

Jak widzicie, trochę kiepsko u mnie z czasem ostatnio – sesja nie wybiera – ale nie jestem sobie w stanie odmówić lektury czegoś… niesesyjnego (recenzje naukowych tekstów, które przeczytać muszę, jednak Wam oszczędzę). Ale do rzeczy.

Już sam tytuł zapowiada niezłą jazdę, mówiąc dosadniej. Stulatek? Przez okno? I zniknął? Jak najbardziej. A teraz prześledźcie w myślach historię świata w XX wieku, wybierzcie kilka najważniejszych wydarzeń i… tak, Allan Karlsson, tytułowy stulatek, może spokojnie powiedzieć „tu byłem – Allan”. Spotkanie z generałem Franco? Jasne. Churchill, a potem Los Alamos i Truman? Proste. Mao Zedong, Beria i Stalin? Oczywiście. Kim Ir Sen, Kim Dzong Il i pani gubernator Indonezji? Ależ żaden problem. Tylko czekałam, aż Allan stanie u bram stoczni gdańskiej i podpisze porozumienie sierpniowe – tu akurat się ciut rozczarowałam, ale spokojnie, pan Karlsson przyczynił się do upadku Związku Radzieckiego w nieco inny sposób. Do tego będzie jeszcze skradziona walizka, kilka trupów, żółty autobus i słoń – a zaczęło się „tylko” od przyjęcia na cześć setnych urodzin, na które Allan zdecydował się nie pójść…

Jak widać, dzieje się mnóstwo i w bardzo specyficznym stylu (już małą zapowiedzią była historia pewnych cennych jajek, które wyrabiał znajomy ojca Allana). Dobroduszny i prostolinijny w sumie Allan ma a.) mało wygórowane potrzeby, b.) niezwykłą zdolność do bycia we Właściwym Miejscu o Właściwej Porze plus mnóstwo szczęścia. Do tego zna się na konstruowaniu bomb, co okazuje się być bardzo przydatne w wielu miejscach i momentach dziejowych. A do zilustrowania punktu a.) niech posłuży nam cytat:

„Allan Karlsson nie wymagał od losu niczego szczególnego. Potrzebował tylko łóżka, porządnej porcji jedzenia, czegoś do roboty i od czasu do czasu odrobiny wódki. Jeśli to dostał, mógł znieść prawie wszystko. Obóz we Władywostoku oferował wszystko, czego Allan sobie życzył, poza wódką”*.

I tak się ciągnie ta historia przez bez mała 400 stron – a los dziarskiego stulatka śledzimy dwutorowo, poznając jego koleje od urodzenia i akcję „współczesną”, czyli co się działo po owym pamiętnym wyskoczeniu przez okno. Przyznam, że trzeba się wciągnąć, bo styl jest specyficzny, a dowcipne teksty Allana i kompanii początkowo aż tak nie bawią. Ale trzeba po prostu „wejść” w konwencję, jak przy operze i wiejskich weselach. I uwierzcie mi, warto – zdrowo się obśmiałam. Do tego krótki kurs historii XX wieku w pakiecie. Warto sobie strzelić drinka do lektury – na cześć głównego bohatera. No to zdrowie!

* Jonas Jonsson, „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął”, przeł. Joanna Myszkowska-Mongold, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2012, s. 252.

3 thoughts on “„Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” Jonas Jonasson

  1. Oj, jak mi się to podobało. Przez pierwsze kilkanaście stron byłam mocno zdumiona („Co to jest????”), ale kiedy przeczytałam o jajkach i ich twórcy już wiedziałam, że bedzie dobrze. Podzwiam wyobraźnię i kunszt autora i rewelacyjny, choć początkowo trudny do ugryzienia styl. Allan jest fantastyczny. I ten jego stoicki spokój – zazdroszczę!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s