„Pieśń imion” Norman Lebrecht

Norman Lebrecht, brytyjski krytyk i dziennikarz muzyczny, wydał już kilka książek – w stylu wspomnień o Mahlerze i dzieł „The Complete Companion to Twentieth-century Music. „Pieśń imion” to jego powieściowy debiut, ale również bardzo… muzyczny.

Martin Simmonds wychowuje się w zamożnej żydowskiej rodzinie w międzywojennym Londynie. Jego ojciec jest agentem muzycznym i prowadzi firmę promującą artystów, organizującą koncerty i wydającą nuty. W przededniu wojny do ich domu trafia Dowidl Rapoport, niebywale utalentowany młodziutki skrzypek rodem z Warszawy. Chłopcy szybko się zaprzyjaźniają, a wręcz stają się dla siebie bliżsi niż rodzina. W ogarniętym II wojną światową Londynie dorastają i przygotowują się do wielkiego wydarzenia: oficjalnego debiutu scenicznego Dowidla. Gdy nadchodzi wielki dzień, Dowidl niespodziewanie znika wraz z cennymi skrzypcami. Nikt nie wie, co się z nim stało. Martin i jego rodzina są zrozpaczeni. Dopiero po wielu latach pojawi się nadzieja na odnalezienie Dowidla…

Historię poznajemy z ust podstarzałego Martina, który w prowincjonalnym angielskim miasteczku wpada na ślad dawnego przyjaciela. Ten drobny incydent staje się przyczynkiem do opowieści o dzieciństwie, dorastaniu i relacji z Dowidlem, który – szczerze przyznam – jakoś mi nie przypadł do serca. Już wolałam ciapowatego nieco Martina. Ale cóż, artyści to inny gatunek ludzi.

Nie jestem zachwycona tą książką, ale koncept tytułowej pieśni imion wbija w fotel (nie śmiem zdradzić, bo warto samemu to odkryć). Poza tym, niezmiernie ciekawe są relacje na linii artysta-agent i niemal psychologiczne do nich podejście, podobnie jak zagadnienie budowania własnej tożsamości (tu też nie chcę powiedzieć za dużo). Zaciekawiły mnie też opisy wojennego Londynu. Detale na pięć z plusem, całość na czwórkę.

Jeszcze dwa słowa na marginesie: na okładce książki napisano, że na podstawie powieści nakręcono film z Anthonym Hopkinsem i Dustinem Hoffmanem. Na swojej stronie Autor jednakowoż pisze, że ekranizacja dopiero w planach…

One thought on “„Pieśń imion” Norman Lebrecht

  1. Podobała mi się ta książka głównie dzięki postaci Martina – tego młodego i już dużo starszego, który wspomina dawne dzieje i stara się przywrócić blask podupadłej firmie. Bardzo ciekawy jest opis prowincjonalnego konkursu muzycznego, dzięki któremu Martin po latach wpada na ślad przyjaciela. A artyści? Wiadomo… „Nigdy nie ufaj muzykowi, kiedy mówi o miłości, nigdy nie ufaj agentowi, gdy mówi o pieniądzach”. Tytułowa Pieśń imion szczegolnie mnie poruszyła, tym bardziej, że od jakiegoś czasu – jak to się brzydko mówi – jestem „w temacie”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s