„Więzień Nieba” Carlos Ruiz Zafón

Jest coś niebywale mistycznego w idei Cmentarza Zapomnianych Książek. Wystarczy, że sobie wyobrażę światło, które wpływa „kaskadami do zakamarków niezmierzonego labiryntu korytarzyków, tuneli, schodów, łuków i sklepień, które zdają się wyrastać  niczym gałęzie z pnia jakiegoś monstrualnego drzewa książek, pnącego się ku niebu w niepojętej geometrii”*, a od razu ogarnia mnie uczucie wewnętrznego spokoju. Bardzo chciałabym się tam kiedyś znaleźć. Miejskie biblioteki, do których zazwyczaj chadzam – i słowa złego powiedzieć nie dam, żebyście mnie źle nie zrozumieli – nie promieniują aurą tajemniczości. Tu kluczem jest raczej użyteczność, tam – prawdziwa miłość do książek. Miłość bardzo intymna, bo na Cmentarz Zapomnianych Książek wkracza się na dobrą sprawę samemu. Oj, chciałabym…

Po tym nieco przydługim wstępnie przyjdźmy do rzeczy. Obawiałam się tej książki – głownie dlatego, że byłam absolutnie zachwycona „Cieniem wiatru” (czytanym dwukrotnie, jeszcze p.e.b., przed erą bloga), z kolei z „Gry anioła” nie pamiętam nic, prócz tego, że mnie mocno rozczarowała. Martwiłam się, czy „Więzień nieba” nie potoczy się krzywą spadkową. Uprzedzę i powiem, że nie, nie jest tak źle.

W Barcelonie co prawda nic nowego – tajemnica goni tajemnicę, ale zbliża się radosna okazja: Fermín Romero de Torres, znany nam barwny i poczciwy przyjaciel Daniela Sempere, będzie się żenił. Problem w tym, że pewnego dnia do księgarni Sempere i Synowie przychodzi mocno sterany przez los starzec, przerażający duch z przeszłości Fermína. Daniel i Fermín będą musieli się uporać nie tylko z demonami minionych lat, ale z własnymi rozterkami. Zwłaszcza trudne będzie rozwiązanie zagadki tytułowego więźnia nieba, a jest nim David Martín (odnajdziemy go również w „Grze anioła”), towarzysz Fermína z budzącego grozę więzienia Montjuic.

Czyta się lekko i przyjemnie (no, może przy opisach więziennej makabry nieco mniej przyjemnie). Zapewne gdybym pamiętała cokolwiek z „Gry anioła”, to lektura byłaby bardziej interesująca. Furtka do następnej powieści jest obiecująca. Ogółem, rzecz zacna, ale „Cień wiatru” to nie jest.

*Carlos Ruiz Zafón, „Więzień nieba”, przeł. Katarzyna Okrasko i Carlos Marrodán Casas, Musa SA, Warszawa 2012, s. 390.

6 thoughts on “„Więzień Nieba” Carlos Ruiz Zafón

    1. Prawdą jest – „Cień wiatru” zachwycił mnie intrygą, poza tym jako pierwsza książka z tego cyklu wprowadziła mnie w świat Cmentarza Zapomnianych Książek i nic już tego nie przebije :)

  1. Cmentarz Zapomnianych Książek przypomina mi o bibliotece-labiryncie z „Imienia róży”, które właśnie mam na świeżo (jeden z nie aż tak znowu licznych plusów zajęć z estetyki). Lubimy takie klimaty, lubimy!
    Widzę, że dałaś upust chęci zmian, nowy morski wystrój oceniam pozytywnie :)

    1. Tylko, że ta biblioteczka z „Imienia róży” to nieco bardziej mroczna… ale klimat był! I powiem Ci, że dopiero dzięki zajęciom z estetyki w pełni doceniłam tę książkę. I jakoś potrzebowałam zmian w layoucie:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s