„Śpiąc w płomieniu” Jonathan Carroll

Coś na kształt drugiego tomu „Kości księżyca”, ale tylko na kształt. Ogólnie przedstawia się te dwie książki plus „Dziecko na niebie” jako trylogię: powieści łączą się niektórymi bohaterami (tutaj ku mej uciesze pojawia się Weber Gregston, moja ulubiona postać z „Kości…”, a główna bohaterka poprzedniej cześć, Cullen James, jest kilkakrotnie wspomniana w rozmowie), no i klimat jest dość podobny.

Tak, to jest fantastyka. Co prawda nie łopatologiczne smoki i herosi, ale też. Fantastyczność w „Śpiąc w płomieniu” objawia się poprzez sny i niezwykłe zdolności głównego bohatera. Walker Easterling, były aktor, śni o różnych miejscach i ludziach, które wydają mu się niezwykle znajome. Na wiedeńskim cmentarzu znajduje (czy raczej czyni to jego ukochana, wielkiej urody i inteligencji Maris) grób człowieka, który choć nazywał się inaczej, wyglądał dokładnie tak samo, jak Walter. Nieznajomi ludzie pozdrawiają go jako pana „Rednaxela”. W dziwnym przebłysku świadomości potrafi dostrzec przyszłość. Walter będzie musiał – z pomocą cudownego wręcz nauczyciela, szamana imieniem Venasque – odkryć prawdę o samym sobie, o swoich wszystkich żywotach i będzie musiał uczynić to jak najszybciej. Stawką jest nie tylko jego życie, ale i życie jego najdroższej Maris. A co do tego mają bracia Grimm? Ha! Zobaczcie sami.

Naprawdę świetna rzecz, zwłaszcza w  porównaniu do „Kości…” (surrealistyczne sny o Rondui trochę mnie przytłaczały). Tym razem zagadka ukryta w snach jest naprawdę przednia, a koncepcja reinkarnacyjna nietypowa i przez to intrygująca. Mnie osobiście też bardzo cieszyły rozliczne opisy Wiednia, gdzie dzieje się większość akcji – mam do tego miasta ogromny sentyment, i gdy czytam, jak Walker spaceruje po Graben, od razu wiem, o co chodzi. Tak więc polecam, nawet i bez lektury pierwszej części. A ja już rychło zabieram się za trzecią, bo tam – zgodnie z opisem na okładce – już czeka Weber Gregston!

I dziękuję za pożyczenie powieści Asi-san.