„Kraken” China Miéville

„W mieście takim jak Londyn… Nie, zaraz – to byłyby zupełnie bezprzedmiotowe rozważania, ponieważ na świecie nie ma drugiego takiego miasta. W tym cała rzecz”*.

Zaiste, coś być musi w Londynie, bo niejeden już autor doszukiwał się w nim drugiego dna, pod-świata (Londyn-Pod u Gaimana<3), który zaludniają całe masy mniej lub bardziej sympatycznych drani i rzezimieszków. U Miéville’a to londyńskie podziemie obfituje w najróżniejsze kościoły, wyznawców, sekty i religie – jak choćby naziści chaosu i inne wredne kulty, czy krakenici. Ci ostatni czczą krakena, potężną kałamarnicę… zakonserwowaną w formalinie i spoczywającą w Muzeum Historii Naturalnej. Problem zaczyna się, gdy ów bezcenny eksponat zostaje skradziony. Dlaczego i przez kogo – oto jest pytanie. Najważniejsze jest to, że owa świętokradcza (nomen omen!) dla krakenitów kradzież zapoczątkuje całą lawinę zdarzeń, a ich finałem będzie koniec świata. Koniec w ogniu. Dodam, że bardzo rychły koniec. I klasycznie, owa zbrodnia wciągnie głównego bohatera, kustosza muzeum imieniem Billy, w samo centrum religijnych potyczek, intryg i walk o władzę. Z jednej strony Billy’ego ściga policja (czy raczej jej dość nietuzinkowy oddział), gdy on sam umyka przed krakenitami z jednym z apostatów, a z drugiej próbuje go wytropić szara eminencja Londynu, złowrogi Tatuaż. Billy będzie musiał poznać tajniki podziemi miasta, pomścić przyjaciela, rozgryźć zagadkę zniknięcia kałamarnicy w formalinie, a do tego powstrzymać koniec świata i jeszcze przeżyć na dokładkę. Prawie jak Bruce Willis, tylko Bruce Willis nie został nigdy uznany za proroka krakena…

Ja nie wiem, skąd Miéville bierze pomysły, ale to musi być ciekawe miejsce. Londynmanci, broniownicy, ambasada morza i strajk chowańców – to tylko niektóre z rzeczy i postaci, których koncept mnie zachwycił. Całość może niekiedy splątana i trudna do ogarnięcia, ale tak to już bywa w prozie naszego łysego anarchisty. Wszystkie te macki, kałamarnice, bogowie w otchłani lekko zalatują Cthulhu i Lovecraftem, niemniej dla mnie to zaleta („Zew Cthulhu” zrobił na mnie piorunujące wrażenie), a sam Miéville niejednokrotnie przyznawał się do czerpania inspiracji z dzieł Samotnika z Providence. Poza tym, nieustannie zadziwia mnie sposób, w jaki Autor potrafi przekazać klimat opisywanego przez siebie miasta. Też tak chcę! Zatem: ponownie stwierdzam: nie ma takiego drugiego pisarza, jak Miéville. W tym cała rzecz.

Wyzwaniowo – „Z półki”.

*China Miéville, „Kraken”, przeł. Krystyna Chodorowska, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2011

2 thoughts on “„Kraken” China Miéville

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s